Jak wygląda doping na Wiśle po odsunięciu pseudokibiców od władzy?


Obraz patologii czy nowe otwarcie?

22 lutego 2019 Jak wygląda doping na Wiśle po odsunięciu pseudokibiców od władzy?

Co jest sprzedawane w budynku należącym do obecnego właściciela Wisły? Czy Sharksi zniknęli całkowicie? Dlaczego pseudokibice posiadają oficjalne akredytacje wydawane przez klub? Z jakiego powodu stadion Wisły i jego okolice potrzebują natychmiastowego sprzątania? Zapraszamy!


Udostępnij na Udostępnij na

Pod stadionem zjawiłem się nieco ponad godzinę przed meczem – odpowiedni czas, by zwiedzić wszystkie interesujące mnie obiekty. Pierwszym moim przystankiem jest hala Towarzystwa Sportowego, w której mieści się mały sklepik sprzedający gadżety związane z Wisłą. Od zewnątrz nie wygląda zachęcająco, od wewnątrz, jak się przekonałem, również. Koszulki, szaliki, smyczki, pocztówki… słowem – wszystko, czego kibic może chcieć. Nuda, idę dalej.

Idąc w głąb budynku, spostrzegłem kolejny sklepik, który – w porównaniu z poprzednim – wyróżnia się witryną obklejoną wlepkami związanymi z „Białą Gwiazdą”. Wytężywszy wzrok, zauważyłem wielką naklejkę obrazującą uśmiechniętego rekina z założonymi rękami i czerwoną koszulką.

Dla niewtajemniczonych – logo Sharksów, czyli kibicow… ekhm, kibolskiej bojówki Wisły Kraków. Grupy, na której czele stał (stoi?) obecnie przebywający w areszcie Paweł Michalski, szerzej znany jako „Misiek”.

Wchodzę. Nazwa sklepik to spore nadużycie – raczej wnęka w ścianie, w której umieszczono towar na sprzedaż. Moją uwagę przykuł pewien regał, a właściwie jego ściana, dumnie nazwana „strefą kiboli”.

Widnieją na niej takie wlepki, jak: „Jude Gang Bang”, „Sracovia Ultras”, „Cracovia stara k****” i tym podobne, nie wspominając już o szalikach z napisami „Wisła Sharks”. Przyznam, że zrobiło to na mnie niemałe wrażenie, mając na uwadze fakt, że jest to teren obecnego właściciela Wisły Kraków. Zresztą – zobaczcie sami.

Patologia, już na mniejszą skalę, ale jednak wciąż, w Towarzystwie Sportowym trwa.

– Ile? – pytam, wskazując na wyżej wymienione wlepki.

– One są stare, takich już nie robimy – odpowiada sucho sprzedawca.

– A jakie macie?

– Tylko te, które są wystawione.

– Biorę – mówię, pokazując na pierwszy lepszy zestaw.

– Dziesięć złotych.

Tak naprawdę niezbyt byłem zainteresowany ich asortymentem. Szwendając się z aparatem w ręku, w dodatku nieubrany w klubowe barwy, zwróciłem uwagę paru osób w pobliżu, z którymi – jestem pewien – nie chciałbym mieć na pieńku. Wlepki kupiłem tylko dlatego, by nie wzbudzać większych wątpliwości.

Następny przystanek – restauracja „U Wiślaków”. Miejsce przedmeczowych schadzek sympatyków „Białej Gwiazdy”. Zamówiłem piwo i wygodnie usiadłem przy stole, oglądając porozwieszane zewsząd koszulki Wisły Kraków z dawnych lat, przypominające okres świetności.

Szczególnie rzuciła mi się w oczy wlepka – w ogóle stadion Wisły i tereny wokół są wyjątkowo obklejone różnej maści naklejkami – z przekreślonym wizerunkiem Jacka Bednarza.

Bednarz przed pięcioma laty pełnił funkcję dyrektora sportowego klubu. To za jego rządów Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków wystosowało następującą propozycję: złotówka od każdego sprzedanego biletu na inicjatywy kibicowskie, a także swobodne poruszanie się po stadionie.

Bednarz przystał, ale na tylko jeden z warunków – złotówka od biletu na rzecz SKWK – w zamian oczekując ponoszenia przez stowarzyszenie pełnej odpowiedzialności za wszelkie wybryki na trybunach.

Tak rozpętała się otwarta wojna na linii Bednarz–pseudokibice, którą ten pierwszy przegrał. Ówczesny właściciel, Bogusław Cupiał, wyczerpany zaistniałą sytuacją, postanowił spełnić żądania – ba! – zwolnił Jacka Bednarza, a to wszystko w imię własnego spokoju.

Był rok 2014. O tym, jak brzemienna w skutkach okaże się ta decyzja, przekonamy się za około pięć lat, gdy Wiśle głęboko w oczy zajrzy widmo bankructwa.

W styczniu bieżącego roku nowy zarząd Towarzystwa Sportowego postanowił stanowczo odciąć się od sposobu zarządzania klubem przez poprzedników, zrywając szereg ustanowionych wcześniej umów. Wśród nich znalazła się również i ta gwarantująca SKWK złotówkę od każdego sprzedanego biletu. Mimo to kibole wciąż cieszą się z – co prawda już tylko częścią – wcześniej ustanowionych udogodnień. Racja ich bytu nadal pozostaje nieznana.

Gniazdowy, czyli ten, który – mówiąc kolokwialnie – robi doping, i kilku innych niemniej dopingujących posiadają oficjalne akredytacje wydane przez klub umożliwiające im poruszanie się po terenie wokół murawy oraz strefie publicznej. Co ciekawe, aby móc przebywać nieopodal placu gry, wymagana jest specjalna kamizelka funkcyjna. Żaden z nich w takową, rzecz jasna, przyodziany w dniu meczowym nie jest. Niebywałe, że w dalszym ciągu klub po cichu zezwala na ten proceder, prowadząc politykę przymkniętego oka.

Ostatni łyk zimnego browaru i wychodzę – do meczu pozostały już niespełna dwa kwadranse. W trakcie mojej drogi z restauracji na stadion natknąłem się na pewien stragan. Ubrany w klubowy dres gość sprzedawał kibicowski starter pack – głównie koszulki i szaliki. Gdy tak się przyglądałem, spostrzegłem ogromną naklejkę z przekreślonym herbem Cracovii ze znamiennym komentarzem „śmierć przerzutom”.

– Ile kosztuje? – pytam.

– Pięć złotych.

Wertuję w portfelu kieszeń na bilon. Całość pieniędzy przechowuję na karcie, z której – co oczywiste – nie skorzystam, ponieważ zakup terminala wiąże się z legalnym handlem i odprowadzaniem podatków, tym samym pomniejszając dochody stadionowych rekinów biznesu.

– Dwa, cztery… – już wiem, że piątki to ja z tych klepaków nie uzbieram. Sprzedający najwyraźniej dostrzegł mój deficyt drobnych.

– Nie szukaj już więcej. Bierz, jest twoja.

Zaledwie 100 metrów od stadionu można zaopatrzyć się w coś takiego. Niepojęte.

Trybuna C na stadionie miejskim imienia Henryka Reymana zajmowana jest przez najzagorzalszych kibiców Wisły (w tym członków SKWK i bojówki ‚Sharks’). Na wejściu powitał mnie swąd farby i dymiących się papierosów. Rząd piąty, miejsce numer cztery. Schodzę w dół sektora, ale szybko zrozumiałem, że swojego miejsca raczej nie zajmę. Moją szarżę na Zajęcie zakupionego krzesełka zatrzymała zwinięta oprawa. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, ile widać, gdy jest się przykrytym taką oprawą, to widać ni mniej, ni więcej tyle.

W oczekiwaniu na pierwszy gwizdek spostrzegłem pewnego mężczyznę, który – podobnie jak wspomniany sprzedawca – miał na sobie klubowy dres, a także akredytację na szyi. Po chwili znalazł się w sektorze, z torby wyjął kurtkę wraz z czapką, a dokument umożliwiający poruszanie się po terenie stadionu dyskretnie schował do kieszeni.

Jeszcze przed sekundą byłem pewien, że to któryś z pracowników klubu, jednakże pozory bywają złudne. Okazał się jednym z uprzywilejowanych gości wyposażonych w klubowe akredytacje.

To być może najważniejszy mecz ostatnich lat. Poniedziałkowe spotkanie ze Śląskiem Wrocław będzie testem dla piłkarzy, zarządu, ale przede wszystkim dla kibiców Wisły Kraków – Rafał Wisłocki na Sport.pl.

Obawy obecnego prezesa spółki piłkarskiej były jak najbardziej uzasadnione. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, mecz z perspektywy trybun miał oglądać przedstawiciel podmiotu zainteresowanego kupnem akcji klubu. Ewentualny wybryk pseudokibiców mógłby całą transakcję spalić na panewce.

Stadion i jego okolice to istna wylęgarnia wszelkiej maści wlepek. Władze Wisły, jeśli rzeczywiście chcą dbać o dobry wizerunek klubu, powinny jak najszybciej je uprzątnąć.

Tymczasem, wbrew wszelkim przewidywaniom i krążącym powszechnie pogłoskom, doping w trakcie meczu był nader kulturalny (jak to w ogóle brzmi?) – kult jednostki Kuby Błaszczykowskiego, zero flag i rac, jedynie dwie bądź trzy przyśpiewki zawierające wulgaryzmy. Cała otoczka bez zbędnych ekscesów.

„Coś tu zbyt spokojnie” – myślę. W pewnym momencie gniazdowy przerwał doping celem wydania komunikatu, który brzmiał następująco: „Teraz po trybunie przejdzie zbiórka pieniędzy. Wiem, że opinia teraz nie jest zbyt fajna, ale mamy kilka zaległości. Każdy niech coś wrzuci”.

Od razu skumałem, o co chodzi, a mianowicie o skompromitowane Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków. Odejście Marzeny Sarapaty i spółki oraz zerwanie umowy z klubem gwarantującej złotówkę od biletu sprawiło, że kranik z pieniędzmi został natychmiastowo zakręcony. Poprzednia prezes po grudniowym meczu z Lechem Poznań miała dać aż 40 tys. złotych w gotówce przedstawicielom SKWK. Absurd.

Mało tego – po obaleniu Jacka Bednarza i spełnieniu postawionych żądań stowarzyszenie rozpoczęło dodatkową zbiórkę pieniędzy w celu uzbierania środków na postawienie pomnika Henryka Reymana obok stadionu, a także wybudowania muzeum Wisły.

Efekt to ponad 100 tysięcy złotych. Po pewnym czasie temat wspomnianych inwestycji przepadł, podobnie jak pieniądze, które trafiły, no właśnie – gdzie? Lata rozpusty i zuchwałości to już przeszłość. Karma zawsze wraca.

Na dnie torby, z której kilku gości wyciągnęło pudełka na pieniądze, dostrzegłem długi, drewniany uchwyt, jednak nie sposób ocenić, co kryło się dalej, gdyż resztę narzędzia zakryto wyblakłą tkaniną. Maczeta? Tasak? Zwykły drewniany kij? Nie wiem i, szczerze mówiąc, wolę nie wiedzieć. Mniej wiesz, lepiej śpisz.

Wracając do słów Rafała Wisłockiego – kibice, jako ogół, pozytywnie zaliczyli egzamin. Atmosfera o wiele bliższa przyjaznej aniżeli wrogiej, mimo że przecież nie tak dawno grupa kiboli Wisły zerwała zgodę z ekipą Śląska. Potencjalny inwestor, jeżeli rzeczywiście przebywał na stadionie, oraz zarząd Wisły mogą spać spokojnie.

Mimo wszystko włodarze „Białej Gwiazdy” mają jeszcze sporo do zrobienia – w budynku Towarzystwa Sportowego znajduje się sklep sprzedający antysemickie, nawołujące do agresji i przepełnione mową nienawiści „gadżety”, część pseudokibiców posiada wydawane przez klub akredytacje umożliwiające swobodne poruszanie się po wyznaczonych strefach, cały stadion (i nie tylko) zewsząd oklejony jest różnego rodzaju wlepkami, a na trybunę – mimo kontroli – przy odrobinie sprytu i pomysłowości można wnieść tak naprawdę wszystko.

Komentarze
Osoba Myśląca (gość) - 4 tygodnie temu

Serio? Narzekasz na gościa z akredytacją?
Gdyby nie to, nikt nie mógł by powiesić flagi czy oprawy, bo nie mógł by wyjść z sektora.

Odpowiedz
Kkkh (gość) - 4 tygodnie temu

Antysemickie? Nawet pasiaki mówią o sobie jude gang, nie ma tu grama antysemityzmu. Za to 100% anty-cracovii.

Odpowiedz
Djmakz (gość) - 4 tygodnie temu

W takim razie Cracovia nienawidzi zwierząt, bo nazywają wislakow psami?

Odpowiedz
Karol (gość) - 4 tygodnie temu

koleś chciał być drugim Jadczakiem ale nie wyszło. Zonk

Odpowiedz
Mario (gość) - 4 tygodnie temu

Gość napisał prawdę a was to boli

Odpowiedz
Adam (gość) - 4 tygodnie temu

W Krakowie tylko Cracovia. Każdy to rozumie. Wisła to klub mający tradycje milicyjne. Jak można go wspierać?

Odpowiedz
Kasia (gość) - 4 tygodnie temu

O czym ty piszesz cracovia??? was jest 3 tyś na meczu, sportowo Filipiak wyciągnął ws z 3 ligi, ale kibicowsko nadal tam jesteście. Porównywać to możecie się z Hutnikiem a nie z wielką Wisłą.

Odpowiedz
oddeskidodeski (gość) - 4 tygodnie temu

przeczytalem caly artykul. wydaje sie ze autor probuje na sile cos napisac. Oprawa na sektorze zagorzalych kibicow? kazdy wie ze jesli komus to przeszkadza to ma inne miejsca na stadionie do wyboru. Jesli ktos nie chce spiewac i byc przykryty oprawa, tak jak np. ja, idzie na kazda inna trybune. Jesli ktos chce spiewac, idzie na C. Na stadionie jest miejsce dla wszystkich.

Odpowiedz
Kibic Wisły (gość) - 4 tygodnie temu

Ta drewniana pałka wystająca z torby to zapewne pałka do bębna nie użyta w tym meczu. Jeśli chciałeś zabłysnąć to Ci nie wyszło i drugiego jadczaka to z Ciebie nie będzie.

Odpowiedz
Djh (gość) - 4 tygodnie temu

Amator. To Śląsk zerwał zgodę z Wisła widać jaki dachowiec z ciebie

Odpowiedz
Wislak (gość) - 4 tygodnie temu

Ci pseudokibice z akredytacjami to zapewne ultrasi którzy musieli się poruszać po stadionie w celu rozwieszenia oprawy czy transparentu Ś.P! Jeśli dla Ciebie to pseudokibice to powinieneś się douczyć, a później iść na dziennikarza. Na każdym stadionie jest zbiórka na oprawy więc nie wiem w czym tu twoje zdziwienie.

Odpowiedz
Piotr (gość) - 4 tygodnie temu

Od początku widać, że autor tekstu wybrał się na stadion szukać na siłę jakiś negatywnych tematów i ich praktyczne nie znalazł. Kwestia sklepu kibicowskiego ma być na dniach rozwiązana, sklep zniknie z stadionu, a czepianie się wlepek które może nakleić każdy jest śmieszne. Akredytacje mają Ultra Wisła, aby ułatwić robienie oprawy, norma na każdym stadionie. Szukanie dziury w całym nie jest w porządku. Była kultura na stadionie niespotykana na innych obiektach i zamiast to docenić to jest czepianie się drobnostek. Facet widzi w torbie coś drewnianego, nie wie co ale snuje domysły, a to już jest fantastyka, bo mogło być to wszystko...

Odpowiedz
Wiślak (gość) - 4 tygodnie temu

Po 1 Akredytacja jest potrzebna do wywieszenia transparentu uzupełniającego oprawę bądź transparentu na Trybunie E dla ŚP Władysława. Po drugie Nie kłam bo Gniazdowy nic nie wspomniał o tym że mają zaległości- wymyśliłes to sobie, powiedział że przejdą po trybunie i każdy wrzuca ile może. Po trzecie to nie Wisla zerwała zgodę ze Śląskiem tylko na odwrót. A po 4 jesteś zakłamany i wszystko wyolbrzymiasz.

Odpowiedz
Rekin (gość) - 4 tygodnie temu

Miałem to za ciekawy portal niestety widzę że następni bez grosza obiektywizmu. Żenada. Częściej na mecze musicie chodzić bo coś słabo wygląda to.

Odpowiedz
hit (gość) - 4 tygodnie temu

Tak się przypadkowo składa, że byłem na dwie godziny przed meczem by również sprawdzić co nowego wokół klubu. Nie jako szpicel, ale jako wieloletni kibic. Praktycznie rzecz biorąc każdy akapit można obalić, bo jest nasycony hiperbolizacjami i kłamstwami.
Tak się składa, że byłem na 50 minut przed rozpoczęciem meczu na sektorze C3 w dolnej połowie. Oprawy to naturalna rzecz i osoby, które pojawiają się na C zdają sobie sprawę, że nie zawsze obejrzą mecz w całości. Oprawy przeważnie nie sięgają sektorów C1,C5. Tak się dziwnie składa, że to C3 jest najbardziej pełne. Przypadek? Zagubieni kibice?
I na koniec ten kij w torbie... Słowo daję to była rękojeść karabinu półautomatycznego! :D

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze