Co jest sprzedawane w budynku należącym do obecnego właściciela Wisły? Czy Sharksi zniknęli całkowicie? Dlaczego pseudokibice posiadają oficjalne akredytacje wydawane przez klub? Z jakiego powodu stadion Wisły i jego okolice potrzebują natychmiastowego sprzątania? Zapraszamy!
Pod stadionem zjawiłem się nieco ponad godzinę przed meczem – odpowiedni czas, by zwiedzić wszystkie interesujące mnie obiekty. Pierwszym moim przystankiem jest hala Towarzystwa Sportowego, w której mieści się mały sklepik sprzedający gadżety związane z Wisłą. Od zewnątrz nie wygląda zachęcająco, od wewnątrz, jak się przekonałem, również. Koszulki, szaliki, smyczki, pocztówki… słowem – wszystko, czego kibic może chcieć. Nuda, idę dalej.

Idąc w głąb budynku, spostrzegłem kolejny sklepik, który – w porównaniu z poprzednim – wyróżnia się witryną obklejoną wlepkami związanymi z „Białą Gwiazdą”. Wytężywszy wzrok, zauważyłem wielką naklejkę obrazującą uśmiechniętego rekina z założonymi rękami i czerwoną koszulką.
Dla niewtajemniczonych – logo Sharksów, czyli kibicow… ekhm, kibolskiej bojówki Wisły Kraków. Grupy, na której czele stał (stoi?) obecnie przebywający w areszcie Paweł Michalski, szerzej znany jako „Misiek”.
Wchodzę. Nazwa sklepik to spore nadużycie – raczej wnęka w ścianie, w której umieszczono towar na sprzedaż. Moją uwagę przykuł pewien regał, a właściwie jego ściana, dumnie nazwana „strefą kiboli”.
Widnieją na niej takie wlepki, jak: „Jude Gang Bang”, „Sracovia Ultras”, „Cracovia stara k****” i tym podobne, nie wspominając już o szalikach z napisami „Wisła Sharks”. Przyznam, że zrobiło to na mnie niemałe wrażenie, mając na uwadze fakt, że jest to teren obecnego właściciela Wisły Kraków. Zresztą – zobaczcie sami.

– Ile? – pytam, wskazując na wyżej wymienione wlepki.
– One są stare, takich już nie robimy – odpowiada sucho sprzedawca.
– A jakie macie?
– Tylko te, które są wystawione.
– Biorę – mówię, pokazując na pierwszy lepszy zestaw.
– Dziesięć złotych.
Tak naprawdę niezbyt byłem zainteresowany ich asortymentem. Szwendając się z aparatem w ręku, w dodatku nieubrany w klubowe barwy, zwróciłem uwagę paru osób w pobliżu, z którymi – jestem pewien – nie chciałbym mieć na pieńku. Wlepki kupiłem tylko dlatego, by nie wzbudzać większych wątpliwości.
Następny przystanek – restauracja „U Wiślaków”. Miejsce przedmeczowych schadzek sympatyków „Białej Gwiazdy”. Zamówiłem piwo i wygodnie usiadłem przy stole, oglądając porozwieszane zewsząd koszulki Wisły Kraków z dawnych lat, przypominające okres świetności.

















