Przerwa pomiędzy rundami przebiegała w Polsce w obecnym sezonie wyjątkowo sennie, a ruch transferowy był chyba najgorszym od wielu lat. Jednak spośród całej tej ligowej szarzyzny wyróżniały się zimą dwa kluby. Obydwa ze stolicy. O ile Legia bardzo znacząco wzmocniła swój skład przed walką o mistrzostwo naszego pięknego kraju, o tyle na temat warszawskiej Polonii mówiło się podczas minionych tygodni głównie negatywnie.
Po poprzednim sezonie odpuścił sobie finansowanie warszawiaków Józef Wojciechowski. Dużo mówiło się wtedy złego na temat poprzedniego właściciela „Czarnych Koszul”. A to, że zmieniał trenerów jak rękawiczki, a to, że zdecydowanie przepłacał większość swoich piłkarzy, którzy nie uzyskiwali na boisku oczekiwanych wyników. Jednak mimo wszystkich swoich wad „Pan Józek” miał także ogromne zalety. Przede wszystkim takie, że na Konwiktorską chętnie przychodzili uznani zawodnicy, a klub mógł się cieszyć płynnością finansową. Dzisiaj pozostały po tym już tylko wspomnienia.

Po przyjściu nowego prezesa, Ireneusza Króla, wszystko zaczęło się walić. Zarówno w sensie sportowym, jak i finansowym. Nowy właściciel jeśli w ogóle płaci swoim pracownikom, to bardzo rzadko i nieregularnie. Nic dziwnego zatem, że z kadry świetnie grającego jesienią zespołu odeszło kilku piłkarzy stanowiących o sile tej drużyny, m.in. Marcin Baszczyński (do Ruchu Chorzów), Tomasz Brzyski i Wladimer Dwaliszwili (obaj do Legii Warszawa), Edgar Cani (do Catanii Calcio) oraz w ostatniej chwili Łukasz Teodorczyk (do Lecha Poznań). Podwójny ból sprawiło fanom zapewne odejście Brzyskiego i Dwaliszwilego. Nie dość, że podczas rundy jesiennej byli jednymi z najjaśniejszych punktów drużyny, to dodatkowo wzmocnili na wiosnę lokalnego rywala. A co może być gorsze dla prawdziwego kibica Polonii niż odejście dwóch czołowych graczy do najbardziej znienawidzonego wroga? Warto dodać, iż jeszcze wcześniej klub opuścili Isidoro oraz Aviram Baruchyan, który wzmocnił izraelski Hapoel Beer Szewa. Ale akurat za tymi zawodnikami nikt chyba specjalnie w Warszawie nie będzie tęsknić.
Na całe szczęście dla kibiców Polonii są jeszcze piłkarze na świecie, którzy chcą do niej przychodzić. W końcu to jednak klub z tradycjami, wielką historią, no i zajmujący po rundzie jesiennej bardzo wysoką trzecią lokatę. A może po prostu ci zawodnicy nie wiedzą jeszcze, w co się pakują? Tak czy inaczej szeregi warszawiaków zasiliło kilku ciekawych chłopaków. Przynajmniej na takich się zapowiadają. Z Levadii Tallin przyszedł Igor Morozov. Ten środkowy obrońca został piłkarzem sezonu ligi estońskiej, strzelając aż dwanaście bramek w rozgrywkach ligowych. Wynik niesamowity, ale należy pamiętać, iż został on uzyskany w jeszcze gorszej lidze niż nasza. Kolejnym piłkarzem, który trafił na Konwiktorską, jest Litwin Vytautas Luksa. Zawodnik ten w poprzednim sezonie wywalczył z Ekranasem Poniewież mistrzostwo kraju. Nie jest to może mistrzostwo Hiszpanii z Barceloną, ale dobre i to. Ponadto po półrocznym pobycie w Karpatach Lwów do Polonii wraca Jakub Tosik. Ostatnim sprowadzonym zawodnikiem jest słowacki obrońca, Martin Baran, który poprzednio występował w Polonii Bytom.












