Szymon Czyż zachwyca swoją dyspozycją w ostatnich spotkaniach ekstraklasy. Młodzieżowiec długo czekał, by wskoczyć do podstawowego składu Rakowa Częstochowa, ale gdy już to zrobił, pokazuje wielką klasę.
Młody, 21-letni środkowy pomocnik wyróżnia się w każdym starciu, w którym wychodzi na boisko od pierwszej minuty. Nie tylko świetnie wykonuje zadania defensywne, lecz także daje ekstra jakość w działaniach ofensywnych wicemistrzów Polski.
Przeciętne początki
Gdy Szymon Czyż rok temu przychodził z włoskiego Lazio do Warty Poznań, oczekiwano po nim wniesienia do naszej ligi, a przede wszystkim do ekipy „Zielonych” powiewu świeżości i umiejętności, które wyniósł ze słonecznej Italii, będącej wciąż inną planetą piłki kopanej. Na pierwszy rzut oka trzeba było dostrzec nie byle jaką technikę tego piłkarza, którą należało zwyczajnie wykorzystać w taktyce boiskowej.
Rodowity poznaniak, wychowanek Lecha, zadebiutował zresztą w dość niezłym stylu, bo w premierowej kolejce zanotował we Wrocławiu asystę. Tym samym rozbudził wokół siebie nadzieje na dalsze dobre występy, rozwój i w pewnym stopniu wyróżnianie się na tle szarej ekstraklasy.
Jednak Czyż zaczynał przepadać, nieoczekiwanie, jak cała Warta. Opinia publiczna szybko przykleiła Szymonowi łatkę zmarnowanego, wyplutego przez Zachód gracza i nie dawała mu szans na powrót do formy, lepszą grę i wypromowanie się na miarę początkowej oceny jego potencjału.
Z kolei drużyna pogrążała się w kryzysie, a Piotr Tworek nie miał pomysłu zarówno na poprawę stylu, jak i na dostateczne wyeksponowanie potencjału swoich zawodników. Defensywne usposobienie ekipy nie pozwalało takim piłkarzom jak Czyż demonstrować swoich umiejętności.
Nowy etap
Dopiero po zwolnieniu ówczesnego szkoleniowca zawodnicy nabrali luzu i zaczęli marsz po utrzymanie. W wygranym 1:0 meczu w Gliwicach pod wodzą tymczasowego trenera Adama Szały Czyż zaliczył drugie ostatnie podanie przy golu w tamtym sezonie.
Istotne rzeczy działy się jednak w tym czasie w gabinetach: dyrektor sportowy Robert Graf przeszedł do Rakowa, a zimą wdrożył w życie plan ponownego zabrania ze sobą młodzieżowca. Dlatego 21-latek nie miał zbytnio okazji spróbować sił w zespole Dawida Szulczka, który – jak wiemy – potrafił tchnąć w poznaniaków nowe życie, szczególnie wiosną następnego roku.











