Niespodzianki w Gdańsku nie było. Jagiellonia Białystok bardzo poważnie podeszła do spotkania z Lechią i nie pozostawiła złudzeń drużynie z Betclic 1 Ligi. Od początku drużyna Adriana Siemieńca narzuciła wysokie tempo gry, które powodowało, że gospodarze byli mocno pogubieni. Efekt? Wysoka wygrana aż 6:0 i hat-trick Ousmane Sowa. Rzeź nad morzem.
Końcówka października poza rozgrywkami ligowymi dostarcza polskim kibicom również spotkania w ramach Pucharu Polski. Środowe zmagania kończyły się w Gdańsku, gdzie miejscowa Lechia podejmowała Jagiellonię Białystok. Gdańszczanie przystępowali do spotkania po porażce 1:2 z Puszczą Niepołomice, która przerwała ich serię czterech zwycięstw z rzędu. Wcześniejsze wyniki pokazywały jednak, że zespół ma sporo jakości indywidualnej. To też powodowało, że można było wierzyć w to, że uda się trochę napsuć krwi drużynie występującej w Lidze Europy.
Jagiellonia znajdowała się za to w zgoła innym położeniu, jeżeli chodzi o formę sportową. Drużyna Adriana Siemieńca w weekend przełamała serię czterech ligowych porażek z rzędu, pokonując u siebie skromnie 1:0 Wisłę Płock. Dodatkowo „Duma Podlasia” ma dosyć napięty grafik i ostatnio regularnie gra co trzy dni. Tuż przed wspomnianym meczem Białostoczanie przegrali u siebie 0:3 z Anderlechtem.
Zwycięstwo w lidze mogło jednak spowodować, że Jagiellonia Białystok w końcu wróci na swój prawidłowy rytm grania. Zawsze takie przełamania mogą znaczyć wiele, a mając na uwadze jakość, jaką dysponuje drużyna z Podlasia, można było z zaciekawieniem czekać, jak pójdzie im w Gdańsku.
Lechia i Jagiellonia z solidnymi pucharowymi wspomnieniami
Rywalizacja Lechii Gdańsk z Jagiellonią Białystok ma bogatą historię, a jednym z jej najważniejszych rozdziałów pozostaje finał Pucharu Polski z 2019 roku. „Biało-Zieloni” zwyciężyli wówczas 1:0 po bramce Artura Sobiecha w doliczonym czasie gry i sięgnęli po trofeum. Tym razem oba zespoły spotkały się na wcześniejszym etapie rozgrywek, a stawką był awans do kolejnej rundy.
Przed pucharowym starciem uwagę zwracały również ostatnie bezpośrednie pojedynki w Gdańsku. Lechia potrafiła znaleźć sposób na Białostoczan i ostatnie dwa mecze na tym stadionie padły łupem gospodarzy. Wtedy jednak była to drużyna ekstraklasowa i to też warto było mieć na uwadze. Teraz przy różnicy klas rozgrywkowych dla gospodarzy był to bardzo ciekawy test. Można było sprawdzić, na jakim etapie jest budowa drużyny po spadku.
Pierwsza połowa nie pozostawiła złudzeń
Już przed startem spotkania było wiadome, że Jagiellonia bardzo poważnie potraktowała ten mecz. Adrian Siemieniec desygnował do gry bardzo mocną jedenastkę i od pierwszych minut przyjezdni przejęli zdecydowaną inicjatywę. Lechia nie potrafiła sobie także radzić z wysokim pressingiem rywala i tylko sporadycznie było ją stać na próby kontrataków. Nawet jak były momenty, gdzie tempo gry nieco spadło, to i tak Jagiellonia w pełni kontrolowała przebieg meczu.
Na pierwszą poważną sytuację gości trzeba było jednak czekać prawie do trzydziestej minuty. Wtedy konkretnie Szymona Weiraucha sprawdził Taras Romanczuk, uderzając głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Kilka minut później goście zdołali jednak przeprowadzić akcję bramkową. Piłkę w polu karnym otrzymał Nik Prelec, który świetnie zachował się w gąszczu defensorów rywala i bez problemów posłał piłkę do bramki.
Była to jak najbardziej zasłużona bramka „Jagi” i na tym ich dorobek w pierwszej części się nie zatrzymał. W 40. minucie obrona Lechii nieco się rozstąpiła, a dodatkowo rażący błąd w polu karnym popełnił Tomasz Wójtowicz, wystawiając piłkę na strzał do Ousmane Sowa. Senegalczyk wykorzystał ten prezent i precyzyjnym strzałem pokonał Weiraucha.
Lechia Gdańsk prosiła się o gole i w końcu się doprosiła. Za dużo niechlujności było w grze pierwszoligowca i nie mogło dziwić, że do szatni schodzili z dwubramkową stratą.
Szybkie dobicie rywala i show Sowa
Po wyjściu z szatni na drugą połowę obraz meczu nie uległ zmianie. Goście dążyli do strzelenia trzeciego gola i dosyć szybko im się to udało. Ba, udało im się nieco więcej. W 50. minucie po rzucie rożnym na 3:0 podwyższył Ousmane Sow, a zaledwie cztery minuty później po szybkiej akcji na 4:0 strzelił Jesus Imaz. Przy obu golach można mieć spore zastrzeżenia do Szymona Weiraucha, gdyż oba strzały były w środek bramki, a i tak bramkarz Lechii nie zdołał ich obronić. Takim sposobem nie powalczy o miejsce w bramce z Axelem Holewińskim.
Wysoki wynik nie spowodował, że Jagiellonia Białystok spuściła z tonu. Szczególnie Ousmane Sow postanowił tego wieczoru solidnie poznęcać się nad rywalem. W 61. minucie 26-latek otrzymał piłkę na skraju pola karnego i cudownym golem pokonał Weiraucha. Po godzinie gry na tablicy wyników było zatem 0:5. Lechia Gdańsk była konkretnie sponiewierana.
Można było mieć złudzenie, że gdy Sow opuścił plac gry, to Jagiellonia będzie nieco mniej żywsza w ofensywie. Otóż tak się nie stało, bo w 68. minucie Dimitris Rallis otrzymał piłkę na połowie Lechii, następnie minął kilku rywali, po czym wjechał w pole karne i podwyższył na 6:0. Kolejna fantastyczna bramka w tym starciu, po której można było tylko bić brawo.
I na tym golu strzelanie się zakończyło. Obie drużyny przeprowadziły sporo zmian, po czym Jagiellonia Białystok już aż tak nie zagrażała bramce gospodarzy. Lechia Gdańsk walczyła za to o chociaż honorowego gola, co finalnie im się nie udało. Drużyna z Podlasia miewała za to co jakiś czas wypady pod pole karne Szymona Weiraucha, ale już bez konkretów. Arbiter postanowił nie doliczać nic do czasu gry i zakończył spotkanie w 90. minucie.
Jagiellonia Białystok musi pójść za ciosem
Jagiellonia wygrała drugi mecz z rzędu i teraz przed nią mecz ligowy z Wieczystą Kraków. Zważając na problemy beniaminka, będzie to idealna okazja do tego, by znowu dopisać sobie trzy punkty w tabeli. Drużyna z Podlasia musi łapać dobry rytm, gdyż potem czeka ich bardzo ważny mecz w Lidze Europy z Lewskim Sofia. Bułgarzy mają po trzech kolejkach na koncie cztery punkty, a ostatnio wygrali 2:1 w Pilznie.
Jeżeli chodzi o Puchar Polski, to mając na uwadze wiele potknięć faworytów, Jagiellonia na pewno jest na dziś jednym z głównych faworytów do końcowego triumfu. Skoro do meczu z Lechią podeszli tak konkretnie, to zapewne ich nastawienie nagle nie zmieni się w następnych rundach. Fanatycy rankingów na pewno liczą na taki rozwój spraw.
Lechii pozostaje skupić się na lidze i na dalszej budowie
Trudno tutaj wiele napisać o „biało-zielonych” po takim meczu. Test z jedną z czołowych drużyn w kraju został doszczętnie oblany. Nic się w tej drużynie nie zgadzało, ale też oczywiście nie można się po tym meczu załamywać. Obie drużyny są w znacznie innym miejscu i mają inne cele. Lechia buduje drużynę po spadku i teraz wie, że kilka fajnych wyników w Betclic 1 Lidze nie powoduje, że można walczyć z takimi drużynami jak równy z równym.
Poziom zaplecza PKO BP Ekstraklasy w tym sezonie nie jest wybitny i oby to nie spowodowało przespania zimowego okna transferowego. Mecz z Jagiellonią dobrze pokazał, że nadal ta drużyna musi być wzmacniana. Aczkolwiek to melodia przyszłości, a teraz trzeba się otrząsnąć po tej wysokiej porażce i skupić w pełni na lidze. W sobotę mecz w Gdańsku z Unią Skierniewice, znajdującą się w strefie spadkowej. Będzie to idealne spotkanie na rehabilitację.










