Szkoleniowiec Jagiellonii Białystok, Michał Probierz, przyznał, że największe problemy jego zespół miał w ataku. Dlatego też klub z Białegostoku podczas zimowego okienka transferowego ściąga ciekawych, ofensywnych zawodników.
Najpierw do „Jagii” trafił Michał Twardowski, który w rundzie jesiennej świetnie spisywał się na boiskach drugiej ligi. Z jedenastoma trafieniami był najskuteczniejszym zawodnikiem Ruchu Wysokie Mazowieckie. – Michał jest zawodnikiem z regionu i już od dawna mieliśmy go na oku. Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet nad tym, żeby zatrudnić go już jesienią. To gracz z dużym potencjałem i z dużymi szansami na grę w pierwszej jedenastce. Jeśli jego rozwój będzie przebiegał bez zakłóceń, to może stanowić on o sile ataku w Jagiellonii – powiedział o 19-latku trener Michał Probierz.
Na Podlasiu pojawił się też Bośniak Alan Skoro, który na początku obecnego stulecia znalazł się nawet w Olympique Marsylia (10 meczów). W latach 2004-2007 reprezentował barwy austriackiego Grazer AK. W przeciągu trzech lat zagrał w 63 spotkaniach i strzelił 17 bramek. O sprowadzeniu trzykrotnego reprezentanta Bośni i Hercegowiny Probierz mówi: – Skoro to zawodnik, który grał już w kilku dobrych klubach, wiemy, czego można się po nim spodziewać. Obserwowaliśmy go dość długo. Widziałem go w kilku meczach i na podstawie tej obserwacji mogę stwierdzić, że będzie wzmocnieniem dla drużyny. Jeszcze pół roku temu za Bośniaka trzeba było zapłacić jego klubowi, ale teraz, gdy skończył mu się kontrakt – przyszedł do nas za darmo
Na rundę wiosenną do Jagiellonii na zasadzie wypożyczenia z Legii trafił Kamil Grosicki, który będzie mógł zostać jednak później wykupiony. Popularny „Grosik” jest tyleż utalentowany, co sprawiający problemy poza boiskiem (znane są jego problemy z hazardem). Michał Probierz zaznacza jednak: – Na pewno nie będę prowadził go za rękę, nie będę go pilnował. Nie mam zamiaru martwić się tym, co „Grosik” robi po treningu. Dla mnie będzie się liczyć jego dyspozycja sportowa. Grosicki dostaje od Jagiellonii wielką szansę i jeśli ją zmarnuje, to nie sądzę, żeby znalazł pracę w innym polskim klubie. To jego kariera będzie skończona, a nie moja. Muszę też oczywiście powiedzieć, że to zawodnik z dużym potencjałem i jeśli wszystko będzie w porządku, to z pewnością będzie miał szansę na grę w pierwszym składzie.
Prawdziwym prezentem gwiazdkowym dla kibiców było zatrudnienie Tomasza Frankowskiego, którego oczywiście przedstawiać nie trzeba. – Tomek wrócił do siebie, do swojego rodzinnego miasta. To bardzo ważne zarówno dla niego, jak i dla klubu. Z jego przyjściem wiążę dwie nadzieje: po pierwsze liczę na to, że zdobędzie kilka bramek, a po drugie mam nadzieję, że inni zawodnicy będą mogli od „Franka” wiele się nauczyć. Trzeba też jednak wyraźnie powiedzieć, że Frankowski sam nam meczów nie wygra. Wiem, że oczekiwania wobec niego będą wielkie, ale przestrzegam: Tomkowi trzeba dać czas, trzeba spokojnie poczekać na moment, w którym złapie swój rytm.










