Białostocki klub po raz kolejny obnażył swoją słabość w meczach wyjazdowych. Tym razem na niemocy Jagiellonii skorzystał Ruch, dla którego było to drugie zwycięstwo w tym sezonie.
Mecz znacznie lepiej zaczął się dla gości. Już w 4. minucie znać o sobie dał Frankowski, który uderzył niedokładnie na bramkę Perdjicia. To nie był najlepszy dzień popularnego „Franka”, o czym przekonaliśmy się także trzy minuty później. Po faulu Grodzickiego na Plizdze sędzia wskazał na „jedenastkę”, do której podszedł właśnie Frankowski. Napastnik „Jagi” trafił w… słupek.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o groźne akcje białostoczan w pierwszej odsłonie meczu. Do głosu na dobre doszli gospodarze. W 12. minucie oko w oko ze Słowikiem stanął Janoszka, ale górą z tego pojedynku wyszedł młody bramkarz Jagiellonii. Swoją szansę zmarnował także Jankowski, który otrzymał kapitalną piłkę od Piecha, ale jego uderzeniu na przeszkodzie stanął słupek.
Po zmianie stron również sporo się działo. W 58. minucie bliscy otwarcia wyniku byli piłkarze „Jagi”. Po ładnej, zespołowej akcji precyzyjne uderzenie oddał Plizga, ale na posterunku stał Perdjić. Dziesięć minut później Ruchowi udało się to, czego nie udało się Jagiellonii. Mocny strzał Piecha obronił Słowik, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że piłka znalazła się wprost pod nogami Abotta, którego instynkt strzelecki nie pozwolił na zmarnowanie tej okazji. Napastnik „Niebieskich”, który na placu gry pojawił się dopiero w drugiej połowie, instynktownym strzałem pokonał bramkarza białostockiego klubu.
Bramka ustawiła losy spotkania, na boisku działo się bowiem potem niewiele ciekawego. Rządziły chaos i niedokładność. Jagiellonia próbowała doprowadzić do wyrównania, ale niewiele z tego wynikało. Meczu nie uratował również, jak to miało miejsce w poprzednich kolejkach, Frankowski. Doświadczony snajper w 85. minucie oddał strzał z dystansu, ale piłka minimalnie minęła bramkę chorzowian.










