Jagiellonia odrabia karę


Jagiellonia Białystok wygrała na inaugurację z Odrą Wodzisław 2:1. Pomimo to „Jaga” przynajmniej przez kilka najbliższych kolejek okupować będzie ostatnie miejsce. Trzy punkty wywalczone w niezłym stylu dają nadzieję na to, że już niebawem piłkarze z Białegostoku wyjdą na plus, a kara minus 10 punktów na starcie pójdzie w zapomnienie.


Udostępnij na Udostępnij na

Kara nałożona na „Jagę” wymusza na piłkarzach szybkie wejście w ligowy rytm, co ma się przełożyć na jak najwięcej wygranych spotkań. Gdy ma się w swoich szeregach takiego zawodnika jak Tomasz Frankowski, można liczyć na realizacje trudnego planu o kryptonimie „utrzymanie”.

Zawodnicy prowadzeni przez Michała Probierza chcieli szybko przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i od pierwszych minut ruszyli do ataku. Początkowa dominacja nie przełożyła się jednak na stuprocentowe sytuacje. Zupełnie inaczej rzecz się miała w przypadku wodzisławian, którzy w przeciągu czterech minut stworzyli dwie groźne akcje. Najpierw w 15. minucie pojedynek biegowy ze Skerlą wygrał Matulevicius i znalazł się sam na sam z bramkarzem – strzał Litwina powędrował minimalnie obok bramki. W światło bramki trafił z kolei Wodecki, ale jego uderzenie nie zaskoczyło Gikiewicza. Później tempo gry siadło i gdy wydawało się, że do przerwy na tablicy świetlnej widnieć będzie remis, przypomniał o sobie Piotr Piechniak. Gracz, który wrócił do Polski po greckich wojażach, po niepozornym strzale mógł cieszyć się ze zdobycia bramki. Walnie przyczynił się do tego Rafał Gikiewicz, który interweniował tak niefortunnie, że piłka przeleciała mu pomiędzy rękoma. Pierwszy bramkarski bubel w tym sezonie mamy już za sobą.

Druga połowa miała podobny przebieg. Jagiellonia rzuciła się w pierwszych minutach do ataku, a Odra skupiała się na defensywie. Tym razem gospodarze okazali się skuteczniejsi. A do siatki trafił w 51. minucie nie kto inny, jak Tomasz Frankowski i zrobił to rzecz jasna z charakterystyczną sobie nonszalancją. Gol „Franka” wyraźnie podbudował białostoczan, bo ci nadal atakowali i dążyli do strzelenia gola dającego prowadzenie. Ich działania przyniosły skutek w 66. minucie, kiedy to w pojedynku jeden na jeden z golkiperem górą okazał się Kamil Grosicki. Do końca przewagę miała Jagiellonia, ale piłkarze Probierza nie atakowali już z takim animuszem i zadowolili się skromnym, ale zasłużonym rezultatem.

Komentarze
~Michal (gość) - 16 lat temu

Franek jesteś mistrz!!!

Najnowsze