W rozgrywanym w Białymstoku hicie 5. kolejki Ekstraklasy miejscowa Jagiellonia pokonała Wisłę Kraków 2:1. Zgodnie z przewidywaniami, zgromadzeni na stadionie kibice obejrzeli bardzo ciekawe spotkanie.
Zapowiadające się jako hitowe spotkanie 5. kolejki od początku trzymało w napięciu. Już w 4. minucie z prawej strony pola karnego precyzyjnie dośrodkował Żurawski, a „Białą Gwiazdę” na prowadzenie strzałem głową wyprowadził powracający do pierwszego składu Brożek. Podopieczni Roberta Maaskanta ze zdobytej bramki nie cieszyli się jednak długo. Już minutę później w rolę asystenta wcielił się Jarosław Lato, a obok interweniującego Pawełka głową do siatki piłkę skierował Grosicki. Kilka minut później groźnie z dystansu strzelał Wilk, jednak pewną interwencją popisał się Sandomierski. Krakowianie w porównaniu z poprzednimi meczami poczynili olbrzymie postępy w ataku pozycyjnym, przez co dla Jagiellonii byli w tym meczu równorzędnym rywalem.

Gospodarze na prowadzenie mogli wyjść w 25. minucie, kiedy to w sytuacji sam na sam znalazł się Kamil Grosicki. Tym razem górą był Pawełek, który wślizgiem wybił piłkę spod nóg napastnika „Jagi”. Pięć minut później ten sam zawodnik przeprowadził fantastyczną akcję, w wielkim stylu ośmieszając Bunozę i Clebera. Po chwili dośrodkował, a niepilnowanego Frankowskiego w ostatniej chwili uprzedził Cikos. Byłemu zawodnikowi Legii nie powiodło się także chwilę później, gdy po jego strzale piłkę z linii bramkowej wybił Bunoza. O wiele większą rutyną popisał się za to Tomasz Frankowski, który w końcówce pierwszej odsłony sprytnie sprowokował Clebera do faulu w polu karnym. Do wykonania „jedenastki” podszedł sam poszkodowany, który podcinką ośmieszył Mariusza Pawełka.
Piłkarze z grodu Kraka od początku próbowali wyrównać stan spotkania. W 48. minucie w piłkę nie trafił w dogodnej sytuacji Żurawski. „Żółto-czerwoni” odpowiedzieli za sprawą Laty, który z dystansu strzelił tuż nad okienkiem bramki Pawełka. Kwadrans po wznowieniu drugiej połowy golkipera i obronę Wisły ponownie wymanewrował Grosicki, jednak jego strzał instynktownie wybronił bramkarz „Białej Gwiazdy”. Festiwal niewykorzystanych sytuacji kontynuował Małecki, który nie wykorzystał świetnego zachowania Brożka w polu karnym i strzelił prosto w interweniującego Sandomierskiego.
O ile przy drugiej bramce dla „Jagi” winnym był Cleber, o tyle pięć minut później wstydzić już się mógł cały blok defensywny.












