Jagiellonia Białystok bezbramkowo zremisowała w meczu wyjazdowym z Ruchem Chorzów. Spotkanie nie zachwyciło, chociaż ciekawych momentów nie zabrakło. Losy meczu mógł przesądzić Tomasz Frankowski, lecz były reprezentant Polski przegrał pojedynek jeden na jednego z Matko Perdijiciem w końcówce.
Jagiellonia Białystok była zdecydowanym faworytem tego spotkania. Nie było w tym nic dziwnego, bo mimo że mecz odbywał się w Chorzowie, to jednak rywal lidera zajmował dopiero 15. miejsce w tabeli. Kibice przyjezdnych spodziewali się więc dobrego meczu w wykonaniu swoich pupili i kolejnego zwycięstwa.

Początek spotkania należał jednak do „Niebieskich”. Tuż po pierwszym gwizdku sędziego zakotłowało się w polu karnym białostoczan. Piłkarze czternastokrotnych mistrzów Polski kilkakrotnie próbowali oddać strzał, lecz skończyło się tylko na dwóch rzutach rożnych. Dopiero po 15 minutach inicjatywę przejęła Jagiellonia. Taki stan rzeczy utrzymał się jednak bardzo krótko, bo po dwóch groźnych akcjach gości, świetnym strzałem z dystansu popisał się Komac i jedynie wysokie umiejętności Sandomierskiego uchroniło podopiecznych Michała Probierza przed utratą gola.
Do końca pierwszej połowy nie oglądaliśmy zbyt wielu składnych akcji, nie brakowało za to twardej walki. Sygnałem do ofensywy było wprowadzenie na boisko przed przerwą Tomasza Frankowskiego, ale pięć minut nie wystarczyło „Frankowi” na stworzenie choćby jednej dogodnej sytuacji.
Na początku drugiej połowy białostoczan mocno fanów Jagiellonii nastraszył Sadlok. Strzał reprezentanta Polski z rzutu wolnego o kilka centymetrów minął poprzeczkę bramki Sandomierskiego. Później zaczęło wiać nudą, która panowała na bosku aż do 70. minuty.
Jagiellonia w końcu ruszyła do przodu. Najpierw szarżował Grosicki, lecz jego strzały zostały zablokowane, później Perdjić udanie interweniował po uderzeniu Frankowskiego. W odpowiedzi znakomitym strzałem z rzutu wolnego popisał się Sadlok. Kibice gospodarzy już ryknęli z radości, jednak piłka po akcji defensora Ruchu wylądowała w bocznej siatce. Na cztery minuty przed końcowym gwizdkiem arbitra Tomasz Frankowski, po podaniu Grosickiego, znalazł się w sytuacji oko w oko z Perdijiciem. Popularny „Franek” na pełnej szybkości oddał celny strzał, ale golkiper Ruchu popisał się wyśmienitą interwencją i uchronił swój zespół przed niechybną przegraną. W końcówce Sadlok jeszcze raz postraszył białostoczan strzałem z rzutu wolnego, lecz skończyło się jedynie na rzucie rożnym. Kilka chwil później usłyszeliśmy ostatni gwizdek arbitra i ostatecznie pozostał niedosyt, bo mimo wielu sytuacji, kibice nie oglądali bramek.











