Walka o mistrzostwo Włoch jest coraz bliżej rozstrzygnięcia. Do niedawna wydawało się, że pewny triumf w rozgrywkach ma AC Milan. Ostatnio „Rossoneri” tracą jednak punkty i o wywalczenie scudetto może być im bardzo trudno.
W gruncie rzeczy w zespole wiele zaczęło się psuć już po pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Tottenhamem. Właśnie wtedy w ekipie z Mediolanu coś pękło. Drużyna zaczęła grać gorzej, bez wyrazu, zacięcia, werwy. Z początku nie odbijało się to na lidze. Ba, Milan wygrał arcyważne spotkanie z Napoli (właściwie gdyby nie to zwycięstwo, nie byłoby już podopiecznych Allegriego na czele ligowej tabeli). Później przyszedł rewanż z Anglikami, w którym mediolańczycy zagrali dość poprawnie. Poprawnie to jednak za mało na to, aby awansować do ćwierćfinału Champions League. Przez to mogli się już skupić tylko i wyłącznie na walce o krajowy czempionat. Wbrew początkowym przewidywaniom, nie wyszło im to na dobre.
Po meczu na White Hart Lane przyszedł pojedynek z Bari. Kto by pomyślał, że spotkanie zdecydowanego lidera ligowej tabeli z kompletnym outsiderem, niemającym już praktycznie szans na utrzymanie, potoczy się właśnie tak. Zaskoczenia nie ukrywał nikt, nawet najbardziej optymistycznie nastawieni kibice Bari. A „Rossoneri” byli przecież bliscy porażki, porażki na własnym stadionie. Zaskakujące i zastanawiające jest to, co w tak krótkim czasie może stać się z klasowym zespołem. Dla kibiców w San Siro dobrze się stało, że honor Milanu zdołał chociaż w części uratować Antonio Cassano, który w nowym otoczeniu zaaklimatyzował się bardzo dobrze.
Kilkanaście dni temu zawodnicy z San Siro grali na wyjeździe z Palermo. Palermo rozbitym, po zmianie szkoleniowca, niemogącym otrząsnąć się po pogromie z Udinese. Mimo to szybko zdobyta bramka Goiana przesądziła o wyniku tego pojedynku. Każdy, dosłownie każdy atak Milanu, rozbijał się albo o doskonale w tym dniu dysponowaną obronę Palermo, albo o powstrzymującego wszystkie uderzenia Salvatore Sirigu. Z taką skutecznością spotkania wygrać nie można, nie da się. A efekty są, jakie są. Coraz mniejsza przewaga i bezsilność powoli zamieniająca się w sfrustrowanie. Dla zespołu dobrze się stało, że większość piłkarzy pojechała na zgrupowania reprezentacji. Może tam na spokojnie spojrzą na zbliżające się spotkanie, spotkanie chyba decydujące.
„Rossonerich” czekają bowiem derby z Interem. Interem rozpędzonym, w dobrej formie, podbudowanym ligowymi i pucharowymi zwycięstwami. Gdyby mecz ten miał odbyć się tydzień wcześniej, byłbym skłonny zaryzykować nawet twierdzenie, że Milan nie ma po co wychodzić na boisko. Przerwa w rozgrywkach spowodowała jednak, że sytuacja robi się zupełnie odmienna i tak naprawdę wszystko może się wydarzyć. Oba zespoły mogą pokusić się tu o zwycięstwo (i zapewne nie wyobrażają sobie innej opcji niż wiktoria w pojedynku z lokalnym rywalem), ale prawdopodobny jest również remis. Z tego cieszyliby się najbardziej podopieczni Waltera Mazzariego, czyli trzecie w ligowej tabeli Napoli.
Walka o mistrzowski tytuł będzie bardzo pasjonująca i zapewne potrwa do samego końca rozgrywek. Jeszcze niedawno wydawało się, że Milan pewnie kroczy po tytuł. Teraz jednak największe szanse na kolejny krajowy czempionat zaczyna mieć Inter. A kto wie, może szyki faworytom pomiesza Napoli i będziemy świadkami wielkiej sensacji?










