W całej osiemnastoletniej historii Ligi Mistrzów nie zdarzyło się, by drużyna obroniła tytuł. Mało tego, nie było jeszcze przypadku, aby zespół z tego samego kraju triumfował dwa razy z rzędu. Ze statystyk wynika, że włoskie kluby nie mają czego szukać w tegorocznej edycji. Czy aby na pewno?
Nowy-stary Inter
Jak co roku, obrońcy uszatego trofeum powtarzają: „To my jako pierwsi zdobędziemy Ligę Mistrzów dwa razy z rzędu”. W nowym stuleciu najczęściej kończyło się to kompromitacją zaraz po fazie grupowej. Zawodnicy Interu są zmotywowani, aby dokonać niemożliwego. Tak przynajmniej sami twierdzą. Jednak oglądając pierwsze mecze „Nerazzurri” w tym sezonie, można odnieść wrażenie, że piłkarze mediolańscy są nieco wypaleni. W ubiegłym sezonie dostali wszystko, czego chcieli. Teraz na początku przytrafiły im się wpadki. Najdotkliwszą była ta w spotkaniu o Superpuchar Europy. Inter w meczu z Atletico rozegrał bodaj najgorsze zawody, odkąd jest hegemonem we Włoszech. Na razie można wszystko zrzucić na barki faktu, iż piłkarze jeszcze nie zrozumieli koncepcji taktycznej Rafaela Beniteza. Tym bardziej że sam Hiszpan musi wgłębić się w meandry włoskiej piłki. Byłemu trenerowi Liverpoolu nie można odmówić smykałki do wprowadzania swoich drużyn do finałów europejskich pucharów. Z Valencią w 2004 roku zdobył Puchar UEFA. Rok później, w pierwszym sezonie pracy w Liverpoolu, sięgnął po Ligę Mistrzów. W 2007 był bliski ponownego zdobycia trofeum, ale na jego drodze w finale stanął Milan. Minusem Beniteza jest to, że jego drużyny źle sobie radzą w fazie grupowej. Jego Liverpool niemal co roku rzutem na taśmę przechodził do następnej rundy. Ta sztuka nie udała się w zeszłym sezonie, kiedy „The Reds” w kompromitującym stylu pożegnali się z Champions League. Oddając ten tekst do publikacji, znamy wynik Interu z pierwszego meczu fazy grupowej. „Nerazzurri” tylko zremisowali z Twente Enschede 2:2. Ich gra nikogo na kolana nie rzuciła, więc fatum Beniteza zaczęło działać. Oby tylko nie skończyło się ono jak w zeszłym sezonie dla Anglików.

Jeśli chodzi o kadrę, to ona właściwie wcale się nie zmieniła. Podczas minionego okienka transferowego Massimo Moratti zastosował politykę ekonomiczną. Nowi piłkarze, którzy są głodni sukcesu, to Coutinho, Biabiany i Luca Castelazzi. Z drużyny odszedł enfante terrible, Mario Balotelli. Jak już zostało wspomniane, obawy o wypalenie się piłkarzy są niebezpodstawne. Na nic zdadzą się obiecanki, że zawodnicy dążą do obrony trofeum, jeśli tego nie będzie widać na boisku. Brak konkurencji sprawia, że Benitez będzie zaszachowany przy zmianie taktyki podczas meczu. Najjaśniej może rozbłysnąć gwiazda Coutinho. Młody Brazylijczyk ma duży potencjał i jeśli go nie zmarnuje, to może stać się gwiazdą pierwszego formatu.










