Kibice hiszpańskiej czy angielskiej piłki mają wiele argumentów przemawiających za swoją miłością. A bo ofensywna gra, a to że roi się od gwiazd. Serie A pod tym względem blednie. Skąd się bierze miłość do włoskiego futbolu? Kluczem jest porównanie. Serie A jest jak kobieta, a jak twierdzi Marek Koterski: „baby są jakieś inne”.
Stare porzekadło głosi: kobieta zmienną jest. Mężczyzna nie przewidzi, kiedy zastanie ją w dobrym humorze. Jej gorszy dzień może doprowadzić męski gatunek do wymarcia. Serie A też jest chimeryczna. Powoli klaruje się schemat, iż po świetnej kolejce przychodzi ta beznadziejna. 6. seria spotkań przyniosła aż 28 bramek, następująca zaś po niej tylko 14. Ileż to przekleństw padło z ust fanów calcio podczas niedzielnego popołudnia. W pięciu z sześciu spotkań padł wynik 0:0. Gorzej być nie może. A jakie miny mieli namiętni bywalcy zakładów bukmacherskich? Wolę sobie tego nie wyobrażać. Na pocieszenie zostaje fakt, iż najbliższa kolejka ma obfitować w bramki.
Kobieta piękna jest wieczorem. Jej zmysłowość powoduje u mężczyzn przyspieszone bicie serca. Stajemy się wówczas zakładnikami kobiecego piękna. W lidze włoskiej wieczorne mecze są ucztą dla piłkarskiego estety. Piłkarze wchłaniają atmosferę wyjątkowości spektaklu. Doskonale widać to na arenie zawodów. Gracze poruszają się po boisku z gracją. Dawkują emocje, trzymają widza w napięciu. Następuje futbolowy eklektyzm. Połączenie piękna i brutalności, ataku z obroną. Przykładem mogą być ostatnie derby Rzymu. Lazio wraz z Romą rozegrali zawody, które spowodowały wypieki na kibicowskich policzkach.
Podobno z ust przeciętnej kobiety pada 12 tysięcy słów dziennie. Trzeba mieć stalowe nerwy, aby taki potok wysłuchać. Z Serie A jest podobnie. To jedna z lig, która słynie z kłótni, wiecznych debat itd. Zaczyna się wśród najwyższych instancji. Prezesi klubów dyskutują z przedstawicielami ligi na temat równego podziału pieniędzy. Piłkarze wykłócają się o swoje gaże, co jakiś czas strasząc strajkiem. Wśród kibiców panuje permanentna debata, która z drużyn jest najlepsza. Tym dyskusjom nie ma końca. Podczas nich pada 12 tysięcy słów. Jak nie więcej.
Kobieta nie wiadomo, jak by się starała, zawsze coś zrobi nie tak. A to zupę przesoli, a to zasłoni ekran w momencie strzelania rzutu karnego, bo trzeba kwiaty podlać. Te drobnostki są jej wybaczane. W ostatnich latach włoscy kibice muszą nieustannie znosić upokorzenia w europejskich pucharach. Ekipy z Serie A już nie budzą w Europie takiego strachu co kiedyś. A i trofeów nie przybywa. Fani z każdym nadchodzącym sezonem wskrzeszają iskrę w sercu i zaczynają po raz kolejny wierzyć w powodzenie na arenie międzynarodowej. Wpadki z poprzednich sezonów idą w niepamięć i show must go on.
Dojrzała kobieta nabiera dostojeństwa. Może wigoru nieco brak, ale jej dojrzałość wciąż jest pociągająca. A jak to się ma do Serie A? Otóż bez takich postaci jak Alessandro Del Piero czy Francesco Totti calcio staje się ubogie. Obaj panowie grają coraz mniej, ale wciąż posiadają rzesze wielbiących ich fanów. Na trybunach w Turynie i Rzymie co mecz słychać chóralne śpiewy na ich cześć. Zmierzch tych dwóch indywidualności jest bliski. Niewykluczone, iż grają swój ostatni sezon na Półwyspie Apenińskim. Pamięć o nich będzie wieczna, a kibice ze zniecierpliwieniem będą oczekiwać ich następców.










