Sampdoria Genua znajduje się obecnie w strefie spadkowej, a do końca sezonu pozostały jedynie dwie kolejki. Co stało się z zespołem, który jeszcze niedawno rywalizował o możliwość gry z najlepszymi drużynami w Europie?
Tuż po poprzednim sezonie odszedł szkoleniowiec zespołu, Luigi Del Neri. Doświadczony Włoch trafił do Juventusu, tam jednak nie odniósł żadnych sukcesów. Czy nie lepiej byłoby mu zostać w „Sampie”? Może zdołałby przekonać prezydenta klubu, Riccardo Garrone, aby nie zawieszał Antonio Cassano? Del Neri zdecydował się jednak na zmianę otoczenia. W „Juve” nie powiodło mu się tak dobrze, jak w poprzednim sezonie, gdy prowadził właśnie Sampdorię. Do Genui trafił natomiast Domenico Di Carlo. Szkoleniowiec nie był w stanie zapobiec zawieszeniu wspomnianego wcześniej Cassano, za którym wstawiła się zdecydowana większość zawodników. Sam trener został w rundzie wiosennej zwolniony, gdy nie był w stanie zdobyć punktu w kilku kolejnych spotkaniach. Na stanowisku szkoleniowca pojawił się Alberto Cavasin. I cudu nie ma. Nowy trener zbytnio nie pomógł, mógł on zresztą już kwietniu stracić posadę, lecz wstawili się za nim najstarsi gracze w zespole.

Riccardo Garrone jest postacią bardzo rozpoznawalną, od kiedy pokłócił się z Cassano. W Genui chyba nikt nie ma wątpliwości, że decyzja ta była bardzo nierozsądna. Nikt… poza samym prezydentem. Ten jest w dalszym ciągu święcie przekonany, że decyzja, którą podjął, była słuszna. A wielu uważa nawet, że to ona sprawiła, że zespół z Genui znajduje się obecnie tak nisko. Kłócąc się z Cassano, Garrone skłócił się praktycznie z całym zespołem. Gdzie ten facet widzi tutaj pozytywy? Chyba tylko w poprawie własnego ego. Brak tego piłkarza był dla „Sampy” brakiem ogromnym, jak się okazało na boisko w barwach Sampdorii Cassano już nie wyszedł. Prezydent klubu z Genoi mówił co prawda, że swojego zawodnika nie sprzeda, nie pozwoli mu odejść. Ostatecznie poszedł jednak po rozum do głowy i Cassano trafił do Milanu, w którym zdobył mistrzostwo Włoch. I kto tu jest przegrany?
Pod nieobecność krnąbrnego Cassano grę Sampdorii prowadził Giampaolo Pazzini, który wyraźnie prezentował się zdecydowanie lepiej od reszty swoich kolegów. Grał tak dobrze, że zgłosił się po niego drugi z mediolańskich zespołów, Inter. Sam Pazzini mediolańskiej drużynie zapewnił wiosną kilka cennych punktów, bez których klub z San Siro nie zajmowałby obecnie pozycji wicelidera. A w Sampdorii nie ma kto strzelać bramek. Skutek, jaki po odejściu dwóch najlepszych piłkarzy w zespole, regularnie zdobywających gole w najważniejszych dla klubu spotkaniach, był do przewidzenia.
Gdy Sampdoria w ostatnich meczach ze spadkowiczami, czyli Bari i Brescią, zdobyła cztery punkty, wydawało się, że ten zasłużony klub pozostanie we włoskiej ekstraklasie na przyszły sezon. Po porażce w derbach Geniu znów znalazł się on jednak w strefie spadkowej. Panie prezesie, warto było?










