Sezon 2010/2011 we wszystkich czołowych ligach europejskich dobiegł końca. Są drużyny mniej i bardziej usatysfakcjonowane. Na Półwyspie Apenińskim najbardziej zadowoleni są kibice w Mediolanie. Trofea krajowe zostały rozdzielone pomiędzy zespoły właśnie ze stolicy Lombardii. AC Milan zdobył mistrzostwo Włoch, natomiast Inter Mediolan triumfował w Coppa Italia, pokonując w finałowym spotkaniu drużynę Palermo 3:1. Ligę z kolei opuszcza Bari, w którym od rundy rewanżowej występował reprezentant Polski, Kamil Glik. Stawkę spadkowiczów uzupełniają jeszcze Brescia Calcio oraz dość niespodziewanie Sampdoria Genua, która opuszcza Serie A po raz pierwszy od 1999 roku. Taki właśnie finisz rozgrywek był przewidywany, czy zatem może to świadczyć o tym, że calcio stanęło w miejscu?

Przed każdym sezonem piłkarskim we Włoszech grono ekspertów ocenia, która drużyna ma największe szanse na zdobycie scudetto, czyli tytułu, który prócz wysokich apanaży gwarantuje także respekt przed innymi zespołami pokonanymi na zielonej murawie. Jest to takie typowe wróżenie z fusów, które notabene podczas okresu ogórkowego ma miejsce w każdym liczącym się piłkarsko kraju. Jednakże w Italii specyfika podejścia do tematu jest o wiele barwniejsza. Tam entuzjaści futbolu nie bawią się tylko w przewidywanie, czy dany piłkarz zakupiony podczas mercato wkomponuje się w taktykę ułożoną przez trenera czy też nie. W kraju, gdzie piłka jest traktowana jak religia, robi się krok dalej. Analizuje się między innymi warianty taktyczne, przewiduje się, który trener nie dotrwa do końca sezonu, jak kontuzje mogą wpłynąć na poszczególne drużyny, który zawodnik będzie zbierał najwięcej kartek, a który będzie zdobywał najwięcej goli z rzutów karnych. Wydawać się to może śmieszne, ale świadczy to tylko o tym, że we Włoszech piłka nożna to ta najważniejsza sprawa spośród tych najmniej ważnych.
Dlatego oczekiwanie na start sezonu po zwycięstwie Interu Mediolan w Champions League w maju ubiegłego roku było ogromne. Fachowcy w gronie faworytów wymieniali przede wszystkim ekipę „Nerazzurrich” oraz klub zarządzany twardą ręką przez Silvio Berlusconiego. Po upływie czasu widać, iż eksperci mieli rację. Właśnie typowane przez nich drużyny toczyły bój o końcowy triumf na krajowym podwórku. Jednakże miłą niespodziankę na pierwszy rzut oka sprawiła wszystkim ekipa z Neapolu. Zespół reprezentowany niegdyś przez gwiazdę i uważanego za jednego z najlepszych piłkarzy świata, Diego Armando Maradonę, w sezonie 2010/2011 ponownie zaczął świecić pełnym blaskiem. Wszystkie klocki umiejętnie poukładał Walter Mazzarri i stworzył coś, czego nikt się nie spodziewał, prawdziwą maszynkę do wygrywania. Dziwić może to tym bardziej, iż dowodzona przez Mazzarriego drużyna była ustawiana z trzema nominalnymi defensorami, czterema pomocnikami oraz trzema napastnikami. Archaiczne ustawienie 4-3-3 spowodowało, że kibice mieli wiele powodów do radości. Z cienia bardziej znanego brata na dobre wyszedł Paolo Cannavaro. W drugiej linii błyszczał Walter Gargano, ale prawdziwą klasą samą w sobie był Edinson Cavani. Urugwajczyk, który do Włoch trafił niemalże w tym samym okresie co Radosław Matusiak, imponował formą strzelecką. Dowodem na to jest zdobycie przez reprezentanta Urugwaju 26 goli dla Napoli w Serie A.














