„Całe życie drugi. Nawet gdy byłem pierwszy czułem się jak drugi” – cytat z gorzkiego filmu Marka Koterskiego idealnie pasuje do całej kariery trenerskiej Claudio Ranieriego oraz sytuacji AS Roma w ostatnich latach. Niedługo ma to się zmienić. Szkoleniowca nie ma już w Wiecznym Mieście, a w ciągu miesiąca stery kluby przejmie nowy właściciel. To koniec pewnej ery w Rzymie.
W sierpniu 2008 roku śmierć zabrała ze sobą Franco Sensiego, który był właścicielem Romy od 1993 roku. To podczas jego prezydentury „Giallorossi” po 20-letniej przerwie odzyskali scudetto. Po jego odejściu władze przejęła Rosella Sensi. Ojciec pozostawił córce tonący w długach klub. Ponadto wyniki Romy nie były najlepsze. Sezon 2008/2009 zakończyła na 6. miejscu, co oznaczało, iż Rzym nie będzie gościł Ligi Mistrzów, co wiązało się ze stratą dochodów z tych rozgrywek. Rosella Sensi została coraz mocniej przyparta do muru. Klub utrzymywał się jedynie z kredytów zaciągniętych z banku UniCredit. Pani prezydent nie chciała rozstawać się z ukochanym klubem swojego ojca. Zacisnęła zęby, oszczędzała na transferach i zaczęła walczyć niczym lew na gladiatorskiej arenie o to, by Roma nie została zatopiona.

Latem 2009 roku trenerem AS Roma został Claudio Ranieri. Szkoleniowiec wcześniej zasiadał na ławce tak renomowanych klubów jak Fiorentina, Valencia, Atletico, Chelsea czy Juventus. Jednak w żadnym z nich nie potrafił odnieść znaczącego sukcesu w lidze. Zawsze zajmował czołowe miejsca, ale nigdy nie był tym pierwszym. Zatem „wiecznie drugi” zawitał do Wiecznego Miasta. Początku w Romie nie miał imponującego. Przez kilka kolejek jego drużyna znajdowała się w dolnych rejonach tabeli. Potem nastąpił znaczny progres i rzymianie nawiązali poważną walkę z Interem o scudetto. Dosłownie w połowie ostatniej kolejki Serie A, to „Giallorossi” byli mistrzami Włoch. Ostatecznie to mediolańczycy sięgnęli po tytuł. Roma po raz szósty w ciągu dekady została wicemistrzem Włoch. Mimo początkowych problemów wynik sportowy był nad wyraz dobry, ale wyniki finansowe nie napawały optymizmem na przyszłość.
Latem 2010 roku UniCredit postanowił dłużej nie czekać na spłatę kredytów, więc firma przejęła klub i postanowiła szukać nowego właściciela. Claudio Ranieri miał ograniczone pole manewru na rynku transferowym. Z istotniejszych zawodników do kluby przyszli Adriano, Borriello oraz Fabio Simpicio. Zostali oni albo wypożyczeni, albo pozyskani za darmo. Roma znów rozpoczęła sezon od falstartu, lecz z upływem kolejek nabierała rozpędu. Wdrapała się do ścisłej czołówki. Zaczęła z niej wypadać, gdy okazało się, że wkrótce klub przejmie nowy właściciel.
Ma nim być amerykański biznesmen włoskiego pochodzenia, Thomas Di Benedetto. Wraz ze swoimi wspólnikami zainwestował w Romę ponad 100 milionów euro. Formalne przekazanie sterów ma nastąpić w połowie marca. Di Benedetto rozpoczął śnić o potędze. W mediach pojawiały się informacje o planach biznesmena. Mówił, że chce w Rzymie zbudować wielką drużynę, którą do zwycięstw będzie prowadził Carlo Ancelotti. Ponadto zapowiada, iż latem klub pozyska czterech piłkarzy światowego formatu. Cała atmosfera odbiła się czkawką na formie sportowej. Roma w lutym zdobyła zremisowała jedno, a przegrała cztery spotkania. Po ostatnim z nich Claudio Ranieri postanowił podać się do dymisji. Wymowny był również obrazek z meczu Ligi Mistrzów przeciwko Szachtarowi z Rosellą Sensi w roli głównej. Przedstawiał on osamotnioną panią prezydent w loży VIP, która beznamiętnie paliła papierosa. „Giallorossi” znaleźli się w tarapatach, a z nich ma ich wyciągnąć Vincenzo Montella.











