Dla wszystkich osób związanych w praktyce czy tylko emocjonalnie z Interem Mediolan najlepiej by było, aby ten sezon dobiegł końca. Natychmiast. Bo z dnia na dzień jest coraz gorzej. Od początku sezonu „Nerazzurri” wyraźnie dołują, wyników nie mają żadnych, a do tego dochodzą problemy pozasportowe. Naprawdę, sytuacja nie do pozazdroszczenia…
Pisząc o obecnej sytuacji Interu, nie wiadomo, od czego zacząć. Wszak bagatela od sierpnia podopieczni Claudio Ranieriego, wówczas właściwie Gian Piero Gasperiniego, nie potrafią zagrać dobrego spotkania od początku do końca! Kibice przyzwyczaili się już, że ich drużyna ciągle przegrywa, a jeśli jest w nieco lepszej formie – uda się jej zremisować. Pewnie, że przebłyski formy również były, wystarczy wspomnieć styczniowe 5:0 z Parmą. Jednak nie jest to jaskółka, która powinna uczynić wiosnę, a zwykły wróbel…

Na krajowym podwórku „Nerazzurri” zajmują dopiero siódme miejsce w tabeli. Od startu sezonu właściwie tylko sporadycznie plasowali się wyżej, co jednak nie dziwi, gdy spojrzymy na statystyki. Otóż na tę chwilę do liderującego rywala zza miedzy, Milanu, Inter traci aż 17 punktów. Do trzeciego Lazio, które obecnie zajmuje pozycję uprawniającą do gry w Lidze Mistrzów w kolejnym sezonie, strata wynosi osiem punktów. Tylko albo aż. Zależy jak na to spojrzeć. Jeżeli przez pryzmat pięciu ostatnich meczów, to z całą pewnością aż osiem punktów, które wydają się nie do nadrobienia. W pięciu ostatnich spotkaniach Serie A Inter zdobył zaledwie cztery punkty, co przy dobrej i wyrównanej postawie innych drużyn dawałoby mu dopiero 15. miejsce w lidze. Paradoksalnie „Nerazzurri” lepiej grają na wyjazdach, w których w pięciu ostatnich spotkaniach wygrali dwa razy, co dawałoby im ósmą lokatę. Gdy grają na San Siro, to już klapa. Jedno zwycięstwo i dwa remisy w tej kategorii – 18. pozycja w lidze. Strach pomyśleć co by się działo, gdyby nie punkty z początku sezonu. Wówczas również nie było różowo, ale nieco lepiej.
Jakby nie patrzeć, mecze domowe Interu to w tym sezonie jakaś katastrofa. Na Giuseppe Meazza powinny przyjeżdżać drużyny, które boją się wyjść na samą murawę, a tymczasem bez większej walki zabierają „Niebiesko-czarnym” punkty. Na 14 domowych spotkań aż pięć zakończyło się porażką (co daje nieco ponad 35% całości), trzy razy padł remis (22%), a sześć razy gospodarze wychodzili z opresji zwycięsko (43%). Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie domowe gry Interu, byłby to dopiero 13. wynik w tabeli… Na wyjazdach jest lepiej, ale nie na miarę tego, czego oczekują działacze, a przede wszystkim Massimo Moratti. 13 rozegranych spotkań, jeden remis, sześć zwycięstw i tyle samo porażek. Całościowo w lidze zajmujący siódmą lokatę Inter wygrywał 12 razy (44%), remisował czterokrotnie (15%) oraz przegrywał 11 razy (41%). Czy drużyna, która rokrocznie chce walczyć o scudetto, może sobie pozwolić na tak słabe wyniki? Oczywiście, że nie. Nie można zapomnieć też o fakcie, że „Nerazzurri” tracą w tym sezonie bardzo dużo bramek. 36 straconych goli, czyli 1,36 na mecz. To średnia, której po obu stronach Mediolanu nie oglądano bardzo dawno. Jeśli chodzi o strzelone bramki, to jest tylko trochę lepiej. 38 goli daje nam średnią 1,41 na spotkanie.












