W każdym zespole jest piłkarz, który wyróżnia się na tle reszty zawodników, decyduje o obliczu całej drużyny. Jest to na ogół wielki piłkarski talent, który w miarę upływu czasu staje się gwiazdą, przynajmniej na skalę swojej drużyny. Jeśli do tego dodamy, że jest on wierny klubowym barwom przez praktycznie całą karierę, rysuje się nam obraz piłkarskiego ideału. Na takiego zawodnika trzeba chuchać i dmuchać, a jeśli główny zainteresowany zechce pozostać w zespole do końca kariery, przypisuje się mu unikalny status. Status legendy.
Warto przyjrzeć się, kto posiada taki status we Włoszech. Zawodnicy rodem z Italii, zresztą jak prawdziwi Włosi, są bardzo rodzinni i nie są skorzy do zmiany otoczenia. Trzeba też podkreślić, że naszym tytułowym królem wcale nie musi być zawodnik. Może to być również trener bądź działacz, który w sposób nieodzowny przyczynił się do rozwoju bądź budowy potęgi danego klubu. Przyjrzyjmy się zatem, jak ma się to na Półwyspie Apenińskim, czyli we włoskiej Serie A.
Najwięksi z wielkich

Wypada zacząć od mistrza. Zatem na pierwszy ogień – AC Milan. Klub z Mediolanu ma bardzo bogatą i barwną historię, dlatego nie brakuje w nim osób, które śmiało można nazwać legendami. Każdy pamięta Paolo Maldiniego, jak i wcześniej grającego w barwach „Rossonerich” – Cesare, ojca Paolo. Jest to jak najbardziej ewenement w skali światowej, ponieważ zarówno ojciec, jak i syn całą karierę spędzili w Milanie. Wielką czcionką na kartach historii tego klubu zapisał się również Andrea Pirlo, choć ten już od jakiegoś czasu broni barw Juventusu. Z pamiętnych czasów warto przywołać nazwisko Marco van Bastena, bo przecież to on w koszulce w czerwono-czarne pasy trzykrotnie zostawał laureatem Złotej Piłki. Jednak królem w Milanie został wybrany ktoś inny, z innej epoki piłki kopanej. Franco Baresi, bo o nim mowa, w Mediolanie spędził całą karierę, w dodatku przez prawie dwie dekady nosząc opaskę kapitana. To właśnie on został subiektywną legendą Milanu. Za miedzą czai się Inter, który dzieli stadion imienia Giuseppe Meazzy wespół z Milanem. Nie na darmo przytaczam nazwisko patrona stadionu San Siro, on był bowiem jedną z propozycji odnośnie do legendy Interu. Wygrała współczesność i żelazna kondycja Javiera Zanettiego. Wystąpił on w grubo ponad 600 spotkaniach Interu, w dodatku ani razu nie schodząc z boiska na zmianę. Jest to ewenement, ponieważ we Włoszech obcokrajowcy nie są i nie byli w modzie. Warto przypomnieć takie nazwiska jak Bergomi, Facchetti czy Mazzola, którzy jednak przegrali ze wspomnianą wyżej współczesnością. Jeśli zatrzymaliśmy się przy wielkich klubach, czas na Juventus, który jest najbardziej utytułowanym klubem we Włoszech. Tutaj również narodził się problem, bogactwa rzecz jasna. Platini, Cabrini, Bettega, Charles, Rossi, Zoff… Tytuł przyznany został jednak współczesnej gwieździe, jaką jest niewątpliwie Alessandro Del Piero. Zawodnik, który zdobył z „Juve” wszystko, co mógł, pobił wszelkie klubowe rekordy. Do tego niesamowicie skromny i wyważony na gruncie prywatnym. Wybór nie mógłby być inny. Podobnie rzecz ma się w sprawie rzymskiej Romy. Francesco Totti jest wierny klubowym barwom od zawsze, zaliczył również najwięcej występów w drużynie z Wiecznego Miasta, do tego przez większą część kariery był kapitanem swojego klubu. Takie nazwiska jak Voller, Aldair czy Pruzzo zostały w tyle.











