17. miejsce w tabeli i tylko osiem punktów zdobytych w dziewięciu meczach. Do tego ujemny bilans bramkowy i coraz bardziej kompromitujący się trenerzy. Owszem, praca w Interze nie jest łatwa, ale tak źle to już dawno nie było.
Włoscy kibice, oczywiście oprócz „tifosich” Interu, twierdzą, że „Nerazzurri” zaczęli wygrywać dzięki Calciopoli. Przecież to właśnie dzięki aferze, w którą zamieszane były najbardziej znaczące włoskie drużyny, Inter wybił się na sam szczyt futbolu na Półwyspie Apenińskim. Wcześniej było ponad półtorej dekady posłuchy, pompowanych na darmo pieniędzy i ciągłych rozczarowań Morattiego. Czy te czasy mogą powrócić?
Scheda po „Mou”

Jose Mourinho przedstawiać nie trzeba. Jest to szkoleniowiec z klasą, doświadczeniem i przede wszystkim umiejętnością wygrywania. Wszędzie. Dlatego gdy wprowadzał się do Mediolanu, było wiadomo, że klubowa gablota zrobi się ciaśniejsza. Nie wszystko naraz, bo przecież na samym początku było tylko scudetto. Jednak gdy nastał złoty sezon 2009/2010, wszyscy kibice „Niebiesko-czarnych” byli zachwyceni. Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch, tryumf w Champions League oraz klubowe mistrzostwo świata to był prawdziwy majstersztyk w wykonaniu popularnego i niepokornego „Mou”. Jednak Portugalczyk ma to do siebie, że zazwyczaj odchodzi z tarczą, dlatego też po tym wspaniałym sezonie odszedł do Realu. Na jego miejsce musiał przyjść ktoś nowy. Leonardo, podobnie jak Benitez – nie sprawdzili się, więc nastała „era Gian Piera”. Gian Piero Gasperini też nie okazał się zbawcą. Obecnie to gorące stanowisko piastuje Claudio Ranieri, który kilkakrotnie prowadził wielkie włoskie kluby, ale bez sukcesów. W Interze jest podobnie, a nawet jeszcze gorzej.
Stracony sezon?
Zostawmy jednak odległą przeszłość, a zajmijmy się tą bardziej pamiętaną, czyli nie dalszą niż sprzed sierpnia bieżącego roku. Inter miał rozpocząć zmagania w Serie A od domowego spotkania z Lecce, które jednak przełożono z powodu strajku, jakiego dopuścili się piłkarze. Zatem pierwszy mecz podopieczni jeszcze wtedy Gasperiniego rozegrali na Sycylii. Tam polegli z Palermo, które grając odważnie i przede wszystkim skutecznie, ograło gości z odległego Mediolanu 4:3. Każdy kibic myślał, że jest to falstart i od następnej kolejki już wszystko wróci do starego ładu, czyli Inter zacznie wygrywać. Bo przecież miał odzyskać utracony sezon wcześniej tytuł najlepszej drużyny w Italii. Remis z wzmocnioną gotówką Romą został przyjęty z niesmakiem, ale bez paniki. Ona nastąpiła, gdy „Nerazzurri” przegrali w Novarze 1:3. Gra kompletnie się nie układała, a piłkarze pokroju Cambiasso czy Julio Cesara, którzy należeli do najlepszych w kadrze 18-krotnego mistrza Włoch, grali totalny piach. Łzy otarte zostały przy okazji kolejnego meczu, tym razem wygranego z Bologną 3:1. Nie na długo. Niespełna tydzień później San Siro przyjęło trzy fenomenalne strzały, kolejno Campagnaro, Maggio i Hamsika. Porażka 3:0 była o tyle dotkliwa, że na boisku niepodzielnie rządzili gracze Napoli, jakby zapomnieli, kto jest wówczas gospodarzem.











