Jest pewien wyświechtany frazes związany z futbolem, iż solą tej dyscypliny sportu są gole. Zdobyte bramki dzielą się na te, o których pamięta się latami i opowiada o nich wnukom, a także na takie, które można zdobyć każdą częścią ciała, w stylu Filippo Inzaghiego. W ostatniej kolejce Serie A padła bramka, którą z pewnością można zaliczyć do tej pierwszej kategorii – niestety dla wielu – arbiter spotkania niesłusznie jej nie uznał.
Mowa, rzecz jasna, o trafieniu Argentyńczyka Pablo Osvaldo, który w niedzielnym spotkaniu przeciwko Lecce popisał się fantastyczną przewrotką, po której futbolówka ugrzęzła w bramce kompletnie zdezorientowanego Julio Sergio. 25-letni napastnik wykorzystał bardzo dobre podanie Fernando Gago i w ekwilibrystyczny sposób pokonał golkipera Lecce. Chwilę później boczny sędzia zasygnalizował pozycję spaloną i bramka, o której można było mówić tygodniami, umarła śmiercią naturalną. W związku z tym na Półwyspie Apenińskim rozbrzmiał po raz kolejny szum związany z wprowadzeniem powtórek na stadiony piłkarskie.
Według ludzi związanych z ustalaniem reguł piłki nożnej wprowadzenie powtórek wideo na piłkarskie obiekty jest niemożliwe, ponieważ trzeba by wprowadzić kamery rejestrujące spotkania także w niższych klasach rozgrywkowych, gdzie koszty związane z rozegraniem meczu piłkarskiego są ograniczane do minimum. Jednak czy tak w istocie musi być? Nie do końca. Nie da się przecież ujednolicić rozgrywek piłkarskich na każdym szczeblu i władze FIFA muszą sobie zdawać z tego doskonale sprawę. Bo skoro rozgrywki mają być ujednolicone, to dlaczego w europejskich pucharach funkcjonuje zasada prowadzenia spotkań przez dodatkowych dwóch asystentów? Przecież wprowadzenie dodatkowych rozjemców w meczu piłkarskim także wiąże się z dodatkowymi kosztami. A to że dodatkowe pary oczu będą na płycie boiska lub poza nią, nie dają wcale pewności, że problematyczna sytuacja zostanie dobrze zinterpretowana. Na tym najbardziej ucierpieć może spektakl, którym niewątpliwie jest mecz piłkarski.
Czasem wydawać się może, że jedynymi ludźmi, którzy rozumieją emocję związane z meczem piłkarskim czy w ogóle jakąkolwiek inną dziedziną sportu, nie są włodarze zajmujący się regulowaniem zasad, a właśnie kibice. To kibice wykładają pieniądze na bilet, karnet, a także na abonament telewizyjny, dzięki któremu w dużej mierze niejeden klub może egzystować. Ostatnio problem związany z powtórkami telewizyjnymi narodził się w Italii, ale jutro takie dyskusję mogą być w Niemczech, pojutrze w Brazylii, a za tydzień na przykład w Japonii.
Skoro przez koncerny medialne i wielu sponsorów są pakowane ogromne pieniądze, a piłka nożna to najpopularniejsza dyscyplina sportu na świecie, to dlaczego nie skorzystać z tego, iż relacje telewizyjne ze spotkań są przeprowadzane i podobnie jak jest w hokeju na lodzie udostępnić jeden mały telewizor LCD sędziemu technicznemu, który szybko podjąłby decyzję, z którą nikt inny nie musiałby później polemizować? Tym samym sędziowie nigdy nie byliby pogardliwie osądzani przez ekspertów piłkarskich, fanów czy różne kolegia sędziowskie. A przede wszystkim sam rozjemca nie musiałby mieć wyrzutów sumienia, że podjął złą decyzję, bo pewnie i tak też się zdarza..










