Wczorajszy ćwierćfinał pomiędzy Francją a Islandią był niczym zatoczenie koła. 17 lat temu na tym samym stadionie te same ekipy również się spotkały i też nieznacznie wygrali gospodarze. Jednak okoliczności tego spotkania były zupełnie inne. Prześledźmy, co wydarzyło się na przestrzeni tych lat w obu reprezentacjach. Pozwoli nam to zrozumieć skalę sukcesu Skandynawów.
9 października 1999 roku, eliminacje do mistrzostw Europy. Na Stade de France spotyka się ówcześnie najlepsza reprezentacja świata – Francja – i Islandia, średniak w skali europejskiej. Ta pierwsza dopiero powoli ochłonęła po wygraniu mundialu, ma w swoim składzie: Zidane’a, Blanca, Deschampsa, Desailly’ego i kilku innych wybitnych zawodników. Natomiast dla Islandczyków wyjazd na mecz do Saint-Denis to coś w rodzaju wyroku. Nie wiedzą, czy skończą pod gilotyną, czy może na elektrycznym krześle. Pewna jest natomiast ich piłkarska śmierć – porażka. Ich sytuacji nie poprawia nawet fakt, że Skandynawowie posiadają najlepszą pakę od lat, a na czele reprezentacji stoi Hermann Hreidarson, obrońca angielskiego Wimbledonu, a wraz z nim kilku graczy z przeszłością w Premier League.
Na boisku nie było jednak widać różnicy. Francuzi wygrali 3:2 po zwycięskim golu Trezegueta w 71. minucie. Wtedy też na długie lata rozeszły się drogi obu reprezentacji. Jedni skupili się na zdobywaniu trofeów, drudzy na pracy u podstaw i budowaniu podwalin pod późniejsze sukcesy. Koniec końców „Les Bleus” awansowali na Euro 2000 z 1. miejsca w grupie eliminacyjnej. Islandia skończyła na 4. miejscu z 15 punktami, notując najlepszy wynik od lat.
2000
Skoro to kalendarium, to lećmy dalej. Francuzi zdobywają mistrzostwo Europy, dominując futbol na przełomie wieku. Zidane i spółka to nie tylko wielkie nazwiska, ale realna siła, która jest w stanie dać sukcesy swojej reprezentacji. Większość dziennikarzy pisze peany nt. „złotego pokolenia” Francuzów, które przy dobrych wiatrach będzie w stanie wygrywać kolejne wielkie imprezy do 2006 roku włącznie. O jak naiwnie to brzmiało, ale wtedy wszyscy w to wierzyli.
Islandczycy kończą 2000 rok na 50. miejscu w Rankingu FIFA. Nie jest źle, ale oczekiwania wobec reprezentacji były dużo większe. Politycy i działacze piłkarscy tego niewielkiego kraju powoli rozumieją, że futbol może stać się ważną częścią życia dla rodaków. Zastanawiają się nad planem rozwoju piłki w Islandii. W tamtym roku na całej wyspie istniało jedynie pięć pełnowymiarowych boisk ze sztuczną murawą i sześć mniejszych dla juniorów. W piłkę można było grać przez trzy miesiące w roku, a profesjonalnych piłkarzy grających zagranicą dało się policzyć na palcach jednej ręki.
W tamtym roku na całej wyspie istniało jedynie pięć pełnowymiarowych boisk ze sztuczną murawą i sześć mniejszych dla juniorów. W piłkę można było grać przez trzy miesiące w roku, a profesjonalnych piłkarzy grających zagranicą dało się policzyć na palcach jednej ręki.
2004
Francja notuje dwa bardzo słabe wielkie turnieje. Na mistrzostwach świata w 2002 roku odpada po fazie grupowej, kompromitując się w meczu z Senegalem. Zdumiony naród zastanawia się, co się stało ze wspaniałą ekipą. W 2004 roku nieudanie kończy się romans doświadczonych zawodników z młodą odsieczą prosto z Ligue 1. Chodzi między innymi o: Sidneya Govou, Benoita Pedrettiego, Jeana-Alain Boumsonga. Widać, że „Les Bleus” brakuje jakości, jaką dawali Blanc, Deschamps itd., a Jaques Santnini nie okazuje się Aime Jaquetem. Francuzi i tak kończą na 2. miejscu w Rankingu FIFA i ze spokojem opowiadają, że za dwa lata sukces zapewni im pokolenie ’87 wychowane w kuźni talentów w Clairfontainne.












