Walczące o trzecią lokatę Udinese przegrało wysoko z Interem, bo aż 1:3. Nie pomogła przewaga własnej murawy. To drużyna Stramaccioniego cieszyła się ze zwycięstwa i dopisała kolejne trzy punkty.
W jednym z ciekawszych spotkań zaległej 33. kolejki zmierzyły się drużyny Udinese i Inter. Dla gospodarzy był to bardzo ważny mecz, ponieważ cały czas walczą o awans do Ligi Mistrzów. Przed spotkaniem do zajmującego upragnioną trzecią lokatę Lazio tracili trzy punkty. Dlatego też od razu ruszyli na rywala, chcąc szybko objąć prowadzenie. Mediolańczycy natomiast są w trakcie nieudanego sezonu, jednak nie zamierzali się tak łatwo poddać. Mieli nadzieję na dobry wynik, który sprawi, że ich trener Stramaccioni dostanie szansę poprowadzenia drużyny na przestrzeni całego sezonu. Stąd też pojedynek zapowiadał się bardzo ciekawie, ale lepiej rozpoczęli go piłkarze z Udine. Już w 6. minucie Danilo świetnie przymierzył i gospodarze objęli prowadzenie. Niestety, uśpiło to ewidentnie obronę rywali, bo zaledwie cztery minuty później wyrównał Inter. Wesley Sneijder zdobył gola, ale to asysta Diego Milito była zdecydowanie ładniejsza i to Argentyńczyk był zdobywcą tej bramki. Taki obrót spraw nie podobał się kibicom zgromadzonym na stadionie oraz najlepszemu snajperowi Udinese – Antonio Di Natale od razu rzucił się do odrabiania strat. Jednak w 17. minucie zmarnował znakomitą okazję, a jego koledzy zdecydowanie zawodzili. Pozwolili Sneijderowi na zdobycie jeszcze jednego gola, w 28. minucie Holender podwyższył na 2:1. Znowu asystentem przy trafieniu był Milito, jeden z lepszych zawodników tego spotkania.

Bramka rozzłościła zgromadzonych licznie fanów. Nie podobała im się postawa drużyny z Udine. Szczególnie zawodzili obrońcy, w tym Danilo i Armero. Ten drugi w głupi sposób stracił piłkę w 37. minucie, jego błąd wykorzystał młody Ricardo Alvarez. Ruszył w kierunku bramki Handanovicia i pewnie przymierzył w długi róg, ustalając wynik pierwszych 45 minut. Do końcowego gwizdka pana Luci Bantiego wynik nie uległ już zmianie.
Druga odsłona zaczęła się od huraganowych ataków gospodarzy. W znakomitej sytuacji w 48. minucie znalazł się Floro Flores. Ruszył na bramkę Julio Cesara praktycznie sam, lecz zabrakło mu nieco szybkości – dogonili go Lucio i Nagatomo. O karnym nie mogło być mowy. Jednak chęć wyrównania „Biało-czarnych” była ogromna. Postawili wszystko na jedną kartę, wiedząc, że przegrana mogła oznaczać koniec szans na grę w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Stąd też liczne protesty piłkarzy Udinese w stosunku do sędziego. Próbowali wymuszać rzuty wolne, narzekali, że zawodnicy Interu symulują. Tymczasem sami grali bardzo ostro i stwarzali coraz mniej dogodnych sytuacji bramkowych. W pole karne Interu było im naprawdę trudno się przebić, ponieważ obrona ustawiła się mediolańczykom bardzo szczelnie. Trener gospodarzy nie czekał długo ze zmianami, już w 60. minucie dokonał podwójnej korekty. Od razu przyniosło to wymierne korzyści, chwilę później bowiem Di Natale miał znakomitą bramkową szansę. Stramaccioni nie zamierzał czekać na rozwój wypadków. Widział, że jego zespół nie radzi sobie z ciągłym naporem Udinese. Za bardziej ofensywnie usposobionego Alvareza wpuścił walczącego na dwóch frontach Obiego. Ta zmiana zdecydowanie uskrzydliła Sneijdera, który od tej pory dostawał już tylko zadania w ataku. Usilnie starał się więc o trzeciego gola. Wtórował mu w ofensywie Maicon, który mimo upływu wieku wciąż zaskakiwał szybkością. Jego rodak Lucio imponował natomiast niebywałym spokojem i pewnością siebie. Gdyby mógł, pewnie sam powstrzymywałby wszystkie ataki rywali.











