W meczu na szczycie trzeciej kolejki ligi włoskiej – po dobrym i szybkim meczu – Inter Mediolan zremisował przed własną publicznością z AS Roma 0:0. Oba zespoły miały swoje sytuacje strzeleckie, jednak żadnej z ekip nie udało się pokonać bramkarza rywali i szkoleniowcy obu drużyn muszą zadowolić się pierwszym punktem w sezonie 2011/2012.
Po tym, jak Inter Mediolan uległ w tygodniu w spotkaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów z Trabzonsporem, którego barw broni czterech Polaków, przyszła pora na rywalizację w lidze włoskiej. Podopieczni Gian Piero Gasperiniego podejmowali przed własną publicznością AS Roma. Zespół, który podobnie jak Inter, nie imponuje formą. Rzymianie pod dowództwem Luisa Enrique odpadli już z Ligi Europejskiej po dwumeczu ze Slovanem Liberec oraz przegrali na inaugurację ligi z Cagliari 1:2. Natomiast „Niebiesko-czarni” prócz porażki z tureckim zespołem mają za sobą także przegraną w spotkaniu o Superpuchar Włoch z Milanem oraz w drugiej kolejce Serie A z Palermo. Mimo tylu niepowodzeń, szkoleniowiec Interu jest nadal pewny swojej posady. – W ostatnich dniach czujemy się jak w środku burzy. Jednak w pełni kontroluję swoją pracę. Dla mnie ważny jest przede wszystkim profesjonalizm zespołu oraz to, co mówią mi włodarze klubu. Prezydent miał zawsze do mnie bardzo motywujący stosunek i tylko to się dla mnie liczy – mówił przed meczem opiekun 18-krotnego mistrza Włoch.

Początek spotkania pokazał przede wszystkim, iż obu zespołom bardzo zależy na wywiezieniu kompletu punktów. Pierwsi przed klarowną okazją do zdobycia bramki stanęli goście. W 12. minucie gry ładny strzał oddał Pablo Osvaldo, lecz udaną interwencją popisał się Julio Cesar. Dwie minuty później doszło do odpowiedzi ze strony piłkarzy Interu. Na strzał z rzutu wolnego zdecydował się Wesley Sneijder, jednakże futbolówka minęła światło bramki Stekelenburga i pierwszy kwadrans upłynął pod znakiem bezbramkowego remisu.
Kolejne minuty meczu nie były dobre dla ekipy „Giallorossich”. Po zderzeniu Martena Stekelenburga z defensorem Interu, Lucio, ten pierwszy musiał opuścić plac gry. 29-letni bramkarz stracił przytomność i szkoleniowiec Romy wprowadził na murawę doświadczonego Bogdana Lobonta. Mimo że w zespole ze stolicy Włoch szybko doszło do roszady w składzie, to nie odbiło się to na grze ofensywnej Tottiego i spółki. Chwilę po przykrym zdarzeniu pod bramką Romy Fabio Borini mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Strzał Włocha został jednak sparowany przez golkipera Interu i wynik nadal nie uległ zmianie.
W kolejnych minutach kibice zgromadzeni na stadionie San Siro byli świadkami niedokładnych podań, które spowodowane były między innymi zagęszczeniem pola gry przez obie drużyny. Raz po raz dochodziło do sytuacji podbramkowych, aczkolwiek bardziej były one oparte na przypadku, aniżeli dobrym rozegraniu ataku pozycyjnego czy też szybkim wyjściu z kontry. Dowodem na taką tezę jest chociażby akcja z 30. minuty meczu. Fabio Borini mógł wtedy po raz drugi w tym spotkaniu zdobyć gola. Po dośrodkowaniu z głębi pola piłka trafiła do 20-letniego napastnika, ten jednak nie zdołał dobrze opanować futbolówki i strzał w wykonaniu byłego piłkarza m.in. Chelsea Londyn był niecelny.











