Są tacy piłkarze, którzy chowając się za żelazną bramą dyplomacji, niejednokrotnie doprowadzają do szewskiej pasji najbardziej zatwardziałych kibiców. W końcu dla nich najlepsi są ci, którzy mówią to, co myślą, tzw. niepokorni. Znamy to chociażby z naszego ligowego podwórka. Na Wiśle przykładowo idolem ultrasów pozostaje Patryk Małecki. Człowiek, z którym zresztą różnie ta relacja przebiegała, w końcu najbardziej pociągająca jest ta najtrudniejsza miłość. Od wielkiej pasji do nienawiści, na tym ma ona polegać. Wygląda na to, że właśnie ten drugi etap przechodzą kibice Interu ze swoim kapitanem, Mauro Icardim.
Icardi to zresztą niezły ancymon. Do tej pory jedną z jego najlepszych akcji było poderwanie żony swojego przyjaciela, Maxiego Lopeza, z którą zresztą wziął ślub i założył podobno przeszczęśliwą rodzinkę. Oczywiście potrafił również wiele od siebie dać w ofensywie, przez co zyskał szacunek u kibiców. Wreszcie jego talent doceniano na całym Półwyspie Apenińskim. Nieprzypadkowo od wielu tygodni spekulowano o jego przenosinach do Napoli.
„Mam przyjaciół, znam ludzi”
Gdy na początku października klub oficjalnie ogłosił przedłużenie kontraktu z Argentyńczykiem, wydawało się, że przynajmniej na jakiś czas Icardi zejdzie z pierwszych stron gazet. Stało się jednak zupełnie odwrotnie za sprawą biografii zawodnika, która ukazała się dokładnie tydzień później. A wiecie doskonale, jak to bywa z tego typu publikacjami – wszystko zależy od temperamentu zawodnika. Te najbardziej pikantne znikają z półek niczym świeże bułeczki. Nietrudno zatem było sobie wyobrazić, że akurat tytuł skoncentrowany na tak egzotycznej postaci jak Icardi będzie w sobie zawierał różnego rodzaju smaczki, przyciągając rzesze zainteresowanych. I rzeczywiście, to, co ukazało się na łamach „dzieła”, z miejsca rozpętało ogrom iskier, przy których gigantyczny pożar był tylko kwestią czasu.
Wszystko za sprawą wydarzeń z lutego 2015 roku, do których Icardi powrócił w jednym z rozdziałów. Po kompromitującej porażce, jaką wówczas „Nerrazurri” ponieśli w wyjazdowym meczu z Sassuolo (1:3), napastnik postanowił udać się do kibiców na tzw. rozmowę po polsku. Wówczas to w stronę ekipy Curva Nord miała zostać rzucona przez niego rzucona koszulka klubowa, odrzucona zresztą przez ultrasów. Według Argentyńczyka, chciał ją podarować pewnemu chłopcu, któremu ostatecznie została ona wyrwana przez „niehonorowych ludzi”. Na jego nieszczęście kibice pamiętają ową sytuację zupełnie inaczej. Jednak powyższa wersja była zaledwie początkiem afery. Icardi nie poprzestał na krótkim fragmencie, ze szczegółami recytując swoje refleksje na temat incydentu.
– W szatni potraktowano mnie jak bohatera. Powiedziałem jednak jasno: jestem gotowy stanąć przed nimi twarzą w twarz, z każdym po kolei. Może tego nie wiedzą, że wychowywałem się w jednym z południowoamerykańskich sąsiedztw z największym czynnikiem przestępczym i liczbami morderstw.
Najostrzej poleciał jednak tutaj:
– Ilu ich tam jest? Pięćdziesięciu? Stu? Dwustu? OK, nagrajcie i przekażcie im moją wiadomość. Przyprowadzę do nich stu kryminalistów z Argentyny.











