Inter Mediolan podejmował na San Siro Parmę. Spotkanie wygrali podopieczni Andrei Stramaccioniego 1:0. Bramkę po rykoszecie, dającą zwycięstwo, zdobył Tommaso Rocchi.
Mecz rozpoczął się bardzo przewidywalnie. Oba zespoły od początku sprawdzały, na ile mogą sobie pozwolić, nie angażując wszystkich sił. Poszczególne formacje zarówno w Interze, jak i Parmie grały od siebie dość daleko, dzięki czemu piłka wędrowała od bramki do bramki bez większych problemów. Niewielki pressing sprzyjał tworzeniu akcji, lecz tych było w pierwszej fazie spotkania jak na lekarstwo. Najlepszą w drużynie Stramaccioniego zmarnował Schelotto. Po dośrodkowaniu piłka spadła na ziemię wprost pod nogi piłkarzy Interu. Uderzyć postanowił właśnie Schelotto z kuriozalnie bliskiej odległości i trafił w bramkarza. Ten strzał potwierdził w jak opłakanym stanie jest forma Interu.

Kilka minut przed końcem drugiego kwadransa gry do pracy wzięła się Parma. Kilka dobrych okazji stworzonych przez ofensywę gości niestety nie było w stanie sprostać Handanoviciowi, który popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Najbliżej strzelenia bramki był Jaime Valdes, który przepięknie uderzył, lecz niestety trafił jedynie w poprzeczkę.
W 38. minucie Schelotto mógł zrehabilitować się za swój beznadziejny strzał kilkanaście minut wcześniej, ale został dobrze zablokowany przez jednego z obrońców. Inter w ostatnich minutach podkręcił tempo, chcąc zdobyć gola do szatni, ale ta sztuka mu nie wyszła.
Druga połowa była początkowo nieco nudna. Piłkarze przestali tworzyć sytuacje podbramkowe, a piłka w głównej mierze znajdowała się w środkowej części boiska. Dopiero bliżej końca meczu gra nabrała rumieńców. Głównie za sprawą Parmy, która była bliska objęcia prowadzenia. Najlepszej okazji nie wykorzystał Biabiany, który wszedł w drugiej połowie. W akcji sam na sam uderzył wprost w Handanovicia. Inter natomiast ciągle bronił się we własnym polu karnym.
Niespodziewanie w 82. minucie piłka uderzona przez Tommaso Rocchiego po rykoszecie wpadła do bramki strzeżonej przez Mirante. Radość Stramaccioniego była wielka, gdyż wreszcie jego podopieczni wyszli na prowadzenie, a wielka presja odpuściła. Teraz nadszedł czas na Parmę. To ona musiała udowodnić, że jest w stanie wygrać ten mecz lub przynajmniej zremisować. Lecz stare piłkarskie powiedzenie mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, i tak też było w tym spotkaniu. Parma takich sytuacji miała więcej i zapłaciła za nie porażką.










