Sobotni wieczór przyniósł nam dwa mecze w ramach 15. kolejki Serie A. Inter podejmował na własnym boisku Fiorentinę, której bramki strzeże Artur Boruc. Natomiast na Sycylii Palermo grało z Ceseną.
US Palermo – AC Cesena
Jako faworyta tego spotkania eksperci typowali Palermo. Przede wszystkim ze względu na to, że Sycylijczycy są wyżej w tabeli i grają lepszą piłkę, ale też dlatego, że u siebie są niesamowicie groźni. Dla wszystkich. Więc „taka” Cesena miała im być niegroźna. Od początku spotkania przeważali gospodarze. Wystarczy napisać, że nie minęła 20. minuta meczu, a miejscowi mieli aż 70% posiadania piłki. W pierwszej odsłonie gry próbował Edgar Barreto, próbował Fabrizio Miccoli – ale futbolówka nie mogła wpaść do bramki Ceseny. W 32. minucie chciał wstrzelić się Candreva, ale jego uderzenie sparował Benussi. Były to jedyne podrygi Ceseny w pierwszej połowie, w której bramki jednak nie padły.
Druga połowa na Renzo Barbera była bardzo bolesna dla gospodarzy, którzy nadal przeważali, ale bramkę zdobyli goście. Uczynił to w 63. minucie Adrian Mutu i sensacja wisiała w powietrzu. Dodatkowo kilkanaście sekund później z boiska wyleciał Munoz, który w ciągu trzech minut zarobił dwie żółte kartki. Wtedy stało się jasne, że jeśli Palermo chce wygrać ten mecz, to musi stanąć na głowie. Tak jednak się nie stało i tym samym Cesena odniosła sensacyjne zwycięstwo na Sycylii. Dla statystyki warto odnotować, że to Palermo rozegrało lepsze zawody, dłużej utrzymując się przy piłce i oddając więcej strzałów na bramkę rywala. Zabrakło skuteczności, którą popisał się Rumun Mutu. Zresztą, nie po raz pierwszy w tym sezonie.
Inter Mediolan – ACF Fiorentina
Inter zawodzi od początku sezonu. I to była dobra okazja, aby w końcu przełamać złą passę. Jednak polscy kibice ściskali kciuki za Artura Boruca, który rozgrywa jak na razie bardzo dobry sezon w barwach „Violi”. „Nerazzurri” postanowili spokojnie zaatakować przyjezdnych, którzy jednak również nie kwapili się do zmasowanego ataku. Dlatego też pierwsze minuty gry były nudne, chociaż swoje okazje miały obie ekipy. W końcu strzały zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Piękną próbą wykazał się między innymi Coutinho, ale na nieszczęście fanów na San Siro, minimalnie chybił. „Fiołki” również chciały pokazać, że nie przyjechały, by być statystą w tym spotkaniu. Jednak wysiłki Munariego czy Vargasa szły na marne. W 42. minucie padła pierwsza bramka w tym meczu. Po dośrodkowaniu Coutinho piłkę do bramki Boruca skierował niezawodny Pazzini. Tym sposobem padła jedyna w pierwszej połowie bramka, która tym samym zwiastowała emocje w drugiej odsłonie gry.
Ta przyniosła nam emocje już na samym wstępie. Mediolańczycy chcieli udowodnić swoją wyższość nad Fiorentiną, tym samym zdobywając drugą bramkę. Udało się im to już w 49. minucie za sprawą Japończyka Yuto Nagatomo. Mimo kilku zmian, trener Delio Rossi nie był w stanie natchnąć swoich podopiecznych do atakowania. Większość akcji przyjezdnych kończyła się jeszcze przed polem karnym Interu, a strzały z daleka też nie były sposobem na dobrze dysponowanego dzisiaj Cesara. Inter grał dojrzalej, agresywniej i przede wszystkim lepiej. Zdobywając trzy punkty, awansował w tabeli na 9. lokatę. Zostanie na niej przynajmniej do jutra.










