W ostatnim spotkaniu 3. kolejki Serie A ekipa Torino uległa na własnym stadionie Interowi Mediolan 0:2. Bramki dla przyjezdnych zdobyli Diego Milito i Antonio Cassano. Mimo porażki gospodarze zaprezentowali się całkiem przyzwoicie.
Pierwsze minuty spotkania nikogo nie powaliły na kolana. Tempo zawodów nie zachwycało, żaden z klubów nie zdecydował się na frontalne ataki. Minimalną przewagę posiadała drużyna Interu, głównie za sprawą dobrze radzących sobie w środku pola Estebana Cambiasso i Freddy’ego Guarina. Gospodarze po raz pierwszy zagrozili przeciwnikom w 10. minucie, kiedy to groźnie uderzał Bianchi. Piłka po jego strzale minęła słupek bramki strzeżonej przez Handanovicia. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa pojedynku na Stadio Olimpico doczekaliśmy się jednak bramki. Fatalny błąd popełnili defensorzy „Il Granata”. Prezent podarowany przez zawodników beniaminka Serie A skwapliwie wykorzystał doświadczony Diego Milito, uzyskując strzałem z dystansu prowadzenie dla swej ekipy.

Torino bardzo szybko mogło stratę odrobić – z niebezpiecznym uderzeniem Ogbonny dobrze poradził sobie wszakże golkiper „Nerazzurrich”. Z czasem jednak to przyjezdni zdominowali przebieg gry. Podopieczni Giampiero Ventury musieli uciekać się przez to do nieczystych zagrań. Echem jednego z nich była okazja dla Interu z 26. minuty. Błyskotliwym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się wtedy bowiem Wesley Sneijder. Futbolówka pofrunęła nad murem i niechybnie zmierzała do siatki, gospodarzy uratowała tylko i wyłącznie przytomna i efektowna zarazem interwencja Gilleta. Zdarzały się też oczywiście pojedyncze sytuacje turyńczyków – próbowali oni zwłaszcza wykorzystać wzrost i umiejętność gry w powietrzu Bianchiego. Bezskutecznie.
Bardzo aktywny był Diego Milito. Piłka nieustannie szukała 33-letniego Argentyńczyka. Gdziekolwiek pojawiał się ten zawodnik, robiło się niebezpiecznie. Energia i niespożyte siły napastnika Interu były godne podziwu. W barwach Torino próżno było szukać zawodnika, którego poczynaniom towarzyszyłby taki zapał. Po zejściu do szatni gospodarze mieli się zapewne nad czym zastanawiać…
Drugą połowę turyńczycy rozpoczęli z wysokiego C. Tuż po wznowieniu gry przebojową akcją popisał się Sgrigna. Zakończył ją strzałem, który opieczętował słupek bramki rywali. Centymetry dzieliły zatem „Il Granata” od wyrównania stanu gry. W odpowiedzi z 25.metra groźnie uderzał Sneijder. Próbie Holendra brakowało jednak dokładności.
Ku uciesze kibiców gospodarzy gra się wyrównała. Piłkarze Torino zaczęli stawiać opór wyżej notowanym oponentom. Na murawie pojawili się w dodatku kolejni napastnicy beniaminka Serie A – Alessio Cerci i Riccardo Meggiorini. Giampiero Ventura zauważył, że jego podopieczni wyraźnie złapali wiatr w żagle, i sięgnął po posiłki. W 65. minucie meczu mogło, a nawet powinno, być 1:1. Wprowadzony chwilę wcześniej Meggiorini idealnie dośrodkował do Bianchiego, a ten, znajdując się w dogodnej sytuacji, uderzył wprost w Handanovicia! Chwilę później niedoszły asystent sam mógł pokusić się o zdobycie bramki, ale jego strzał z linii pola karnego był nieczysty i ostatecznie wylądował w bocznej siatce.











