Zimowe okienko transferowe we Włoszech to przeciwieństwo polskiej zimy w tym roku. Za naszymi oknami w miarę upływu stycznia robiło się coraz chłodniej, mroźniej. Mercato we Włoszech zaczęło się mroźnie, ale z dnia na dzień się rozkręcało i w ostatnim dniu było naprawdę gorąco. Gorąco i zaskakująco.
Przede wszystkim trzeba na wstępie zaznaczyć, że zimowa sesja transferowa nie jest aż tak emocjonująca jak letnia. W sumie Fernando Torres przechodził zeszłej zimy do Chelsea za, bagatela, 50 milionów euro, ale to są tylko sporadyczne przypadki. Na Półwysep Apeniński przybyło wielu nowych graczy – jedni za całkiem spore sumy, drudzy całkowicie za darmo. Czas pokaże, czy były to dobre decyzje klubowych działaczy, ale jedno jest pewne. Nie były to takie wzmocnienia, na jakie czekaliśmy, chociaż pod koniec wczorajszego dnia byliśmy świadkami wielu ciekawych posunięć. Zacznijmy jednak od początku.

Czyli od góry. Walczące między sobą o prymat we Włoszech Juventus i Milan wzmocniły swoje składy, ale również dokonały czystek, które z całą pewnością wykonać należało. I tak z drużyną „Bianconerich” pożegnali się gracze, którzy od dawna nie mieli miejsca nawet na ławce rezerwowych: Amauri (Fiorentina), Luca Toni (Al-Nasr), Vincenzo Iaquinta (Cesena), Marco Motta (Catania), Michele Pazienza (Udinese) czy kilku innych młodych piłkarzy. Po stronie plusów należy uznać wypożyczenie Marco Borriello z Romy czy Martina Caceresa z Sevilli, który swego czasu już grał w Turynie. Najwięcej „Stara Dama” wydała jednak na Simone Padoina z Atalanty Bergamo, choć to tylko zaledwie 5 milionów euro. Aktualny mistrz Włoch również nie był bierny. Znaczącym ubytkiem powinien być Taye Taiwo, który przeszedł do QPR, jednak ten lewy obrońca w Mediolanie grał naprawdę niewiele. Chcąc wzmocnić siłę ognia, Milan wypożyczył Maxi Lopeza z Catanii oraz w ostatniej chwili pozyskał Sulleya Muntariego z rywala zza miedzy, Interu. Po drugiej stronie Mediolanu nie było aż tak gorąco. „Nerazzurri” zasilili swoją kadrę Freddym Guarinem z FC Porto, ale tylko na zasadzie wypożyczenia. Po stronie strat widnieje przede wszystkim nazwisko Thiago Motty, który wzmocnił PSG za 11,5 miliona euro.
Niewiele działo się w drużynie Udinese. Jak co roku kibice bali się sprzedaży którejś ze swoich gwiazd, ale tymczasem nie doszło do takiego obrotu spraw. Do Udine zawędrowali natomiast kolejni utalentowani zawodnicy, m.in. Gelson Fernandes (0,5 miliona euro z Saint Etienne) czy Stole Dimitrievski (600 tys. euro z Rabotnicki Skopje). W ostre zbrojenie po raz kolejny zaczęła bawić się Genoa. Połowa karty Ciro Immobile (Juventus) kosztowała ten klub 4 miliony euro, a sprowadzenie gwiazdy Fiorentiny, Alberto Gilardino, dwa razy więcej, czyli 8 dużych baniek. Za niespełna 5 milionów z Palermo transferowany został Cesare Bovo. Na deser z FC Porto wypożyczony został Fernando Belluschi, więc i obrona, i atak zostały solidnie wzmocnione. Ciekawe tylko, jak to wyjdzie w praniu. Fiorentina oprócz wspomnianego wyżej Amauriego (0,5 miliona) kupiła również Rubena Oliverę z Lecce za 1,8 miliona euro. Jednak i w klubie Artura Boruca zaczęło robić się ciasno, więc z malowniczą Florencją musieli się pożegnać m.in. Babacar, Munari czy D’Anna. Większość została wypożyczona.












