To, co dzieje się w ostatnich tygodniach na San Siro, z pewnością nie cieszy tamtejszych fanów. Gospodarze obiektu, Milan oraz Inter, z tygodnia na tydzień rozczarowują coraz bardziej. Mediolańscy kibice zastanawiają się już tylko, jak długo będzie to jeszcze trwało.

Sytuacja w czerwonej części Mediolanu komplikować zaczęła się jeszcze przed startem nowego sezonu. Klub pogrążony w kryzysie, szukając jakichkolwiek pieniędzy, w końcu znalazł je podczas okienka transferowego. Oczywiście tej sprawy nadmuchiwać już nie będziemy, ale dla jasności, to właśnie sprzedaż dwóch największych gwiazd zespołu, a więc Zlatana Ibrahimovicia oraz Thiago Silvy, była pierwszym złym znakiem dla „Rossonerich”. Ponadto z klubem pożegnały się wielkie legendy, takie jak: Seedorf, Nesta czy Gattuso. To wszystko musiało w jakiś sposób wpłynąć na szatnię mediolańczyków. Spore zmiany kadrowe przy niewielkich wzmocnieniach mogły pobudzić ego niektórych starszych stażem zawodników. Dyscyplina w tym klubie oczywiście istniała zawsze, ale tacy piłkarze jak Robinho czy Boateng nie są jej zbytnimi sprzymierzeńcami. Oczywiście nie szukamy przyczyny kryzysu Milanu wśród graczy, ale właśnie gdzieś ten element załamania musi istnieć. Gdzie więc go szukać?
Massimiliano Allegri. Wielu uważa, że to właśnie on jest przyczyną tak słabych wyników osiąganych przez „Rossonerich”. Cztery mecze i tylko trzy punkty. Do tego tylko cztery zdobyte bramki. Gdyby chodziło o motywację, już teraz wiedzielibyśmy, że trener egzaminu nie zdał. Ale chyba nie to jest problemem mediolańczyków. Dlaczego? Bo jeśli graczom Milanu brakowałoby faktycznie motywacji, to na pewno więcej mieliby jej w spotkaniach przed własną publicznością. A tak, patrząc na wyniki, z pewnością nie było. Na San Siro Milan zdobył bowiem tylko… Przepraszam, nie zdobył niczego! Nawet pół bramki! Dwie fatalne stylowo porażki 0:1 z Sampdorią oraz Atalantą. Nie lepiej było zresztą w spotkaniu rozgrywanym w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów, w którym to mediolańczycy bezbramkowo zremisowali u siebie z Anderlechtem – wciąż próżno szukać choćby tej połówki bramki. Ale wróćmy już do kwestii szkoleniowca. Włoch nie radził sobie z prowadzeniem drużyny już w końcówce ubiegłego sezonu, kiedy – jak dobrze pamiętamy – Milan stracił przewagę nad Juventusem, dał się przegonić, a jednocześnie pozwolił sobie odebrać tytuł mistrzowski. Ani słabe wyniki z tamtego sezonu, ani tym bardziej z tego nie wpływają jednak na zdanie władz Milanu, które nadal ślepo wierzą w przywódczy talent Allegriego. Zawodnicy i prezesi cały czas powtarzają, że Milan niebawem wygrzebie się z kryzysu i zrobi to z nikim innym jak właśnie z Allegrim. No cóż, czekamy na ten renesans formy…












