Niezwykła determinacja, ogromna wola walki i serce zostawione na boisku. Antonio Conte to nie tylko trener. To także surowy i miłosierny ojciec dla swoich piłkarzy. Człowiek, który wyciągnął Juventus z głębokiego dołka i dał nowe światło nadziei. Manchester United miał swojego sir Alexa Fergusona, Chelsea ma swój „The Special One”. Może wkrótce nadejdzie czas, kiedy „Stara Dama” powie, że ma swojego Contego?
Kilka dni temu Antonio Conte pobił pewien rekord. Mianowicie zaliczył on swój najlepszy start w sezonie, od kiedy pełni funkcję trenera „Bianconerich”. Niby nic wielkiego, a jednak daje wiele do myślenia. Jak to się stało, że klub, który jeszcze przed kilkoma laty borykał się z ogromnymi problemami, teraz bez problemu już trzeci sezon z rzędu podbija Półwysep Apeniński? Odpowiedź może wydawać się infantylna i prosta: Antonio Conte.

Jak to często bywa w przypadku trenerów, „Antek” rozpoczął swoją karierę jako trampkarz. Piłkarski debiut w Serie A zaliczył w 1986 roku w US Lecce. Sześć lat później występował już w czarno-białych barwach, w których rozegrał aż 13 sezonów. W tym czasie nosił opaskę kapitana oraz zdobył z Juventusem wiele cennych trofeów. Najważniejsze z nich to: pięciokrotne zdobycie tytułu mistrza Włoch, wygranie Pucharu UEFA oraz w 1996 roku Ligi Mistrzów. Jako zawodnik należał również do reprezentacji Włoch, z którą wystąpił na mistrzostwach świata i Euro 2000. W roku 2004 jego piłkarska kariera dobiegła końca. Z murawą nie miał jednak zamiaru rozstawać się ani na moment. Do pierwszych klubów, nad którymi sprawował pieczę, można zaliczyć Sienę, AC Arezzo, AS Bari, z którą wywalczył awans do pierwszej ligi, oraz Atalantę Bergamo. Po doświadczeniach zdobytych w powyższych drużynach Conte trafił do stolicy Piemontu. Warto zaznaczyć, że drzwi, do których dobijał się w Turynie, nie zawsze były dla niego otwarte. Najpierw, jeszcze za czasów, kiedy był piłkarzem, Juventus nie przedłużył z nim kontraktu. Później włodarze klubu odrzucili jego propozycję pracy na stanowisku skauta. A w 2009 roku zignorowali go jako trenera. Dzięki swojej determinacji i zawziętości Conte dopiął w końcu swego i pokazał, że należy kołatać tak długo, dopóki nam nie otworzą.
Juventus F.C. to najbardziej utytułowany klub we Włoszech. Ma on jednak swoją ciemną historię oraz złą passę, która ciągnęła się przez lata. Po kilku sytych sezonach obfitujących w różnorakie zwycięstwa nastąpił czas wielkiego regresu. W 2006 roku wyszła na jaw Afera Calciopoli. Na podstawie wyroku sądu zostały ukarane cztery zespoły Serie A za rzekome kontaktowanie się z osobami odpowiedzialnymi za przydzielanie arbitrów na mecze. Pośród skazanych klubów znalazł się również Juventus, który został zdegradowany do Serie B z ujemnym dorobkiem punktowym. Chociaż ponowne wejście do pierwszej ligi nie stanowiło dla drużyny większych problemów, to już powrót do wyników sprzed afery był praktycznie niemożliwy. „Juve” przeszło w tym czasie ogromną rotację zarówno piłkarzy, jak i trenerów. W przeciągu czterech lat przewinęło się przez klub aż czterech szkoleniowców. Sezon 2010/2011 „Juve” zakończyło na siódmym miejscu w tabeli, a także nie awansowało do 1/16 finału Ligi Europy, przegrywając kwalifikacje w swojej grupie m.in. z Lechem Poznań. Rok 2011 był dla „Bianconerich” przełomowy. Na horyzoncie pojawił się Antonio Conte, którego tym razem przygarnięto w swoje szeregi. Nastał nowy świt dla drużyny, która nareszcie odzyskała prawdziwego przywódcę.










