Bawaria. Ingolstadt. 130-tysięczne miasto, które tętni życiem. Każdy turysta to przyznaje. Niezapomniany klimat, bo metropolia ta przesiąknięta jest historią i tradycją. Przede wszystkim jednak główna siedziba Audi. Dla fanów futbolu długo było to jednak miejsce całkowicie anonimowe. Do początku tego sezonu…Dla wielu piłka nożna w tamtym rejonie Niemiec sprowadza się do jednej nazwy: Bayern Monachium. Klub o długowiecznej tradycji, z milionami kibiców na całym świecie i wielokrotny zdobywca prestiżowych trofeów. To właśnie na tym wielkim zespole skupia się uwaga całego świata. Jego derbowym rywalem jest TSV 1860 Monachium, który od dobrych 10 lat plącze się w 2. Bundeslidze i raczej nierychło awansuje. To jednak nie koniec. Ten land w Bundeslidze godnie reprezentuje jeszcze od kilku sezonów Augsburg, który ma już wyrobioną markę. Na przełomie wieków był jeszcze Unterhaching, ale on nie zagrzał sobie miejsca w elicie i w swojej drugiej kampanii zajął niedającą utrzymania szesnastą lokatę. Jak widać, w największym kraju związkowym w Niemczech na piłkę monopol ma Bayern. Przeszkodzić próbuje mu w tym od kilku lat Augsburg i właśnie Ingolstadt, czyli całkowicie nowy gracz na rynku.
Za naszą zachodnią granicą nazwy klubów często kończą się dwiema cyframi. Oznaczają one datę założenia spółki. Zazwyczaj pochodzi ona jeszcze z początków minionego wieku. W przypadku „Czerwono-czarnych” wszystko wygląda jednak inaczej. 04 znajdujące się w herbie i nazwie pochodzi od 5 lutego 2004 roku. To właśnie wtedy po fuzji skłóconych ze sobą i stojących na skraju bankructwa ESV i MTV powstał dzisiejszy beniaminek Bundesligi. Zasadniczo jednak miasto to nigdy nie miało większych tradycji piłkarskich. Do dziś funkcjonuje nawet dowcip, że Ingolstadt składa się z 80% ludzi, którzy deklarują się, że kibicują Bayernowi i 20%, którzy w ogóle nie interesują się futbolem. Dowcip jest na pewno przesadzony, ale dobrze odzwierciedla historię sportową, którą mogą pochwalić się popularni „Schanzer”. Nic dziwnego więc, że ludzie pomysł Petera Jackwertha na stworzenie nowego klubu w tym mieście odebrali jako szalony. To właśnie jednak ten biznesmen złotymi głoskami zapisał się w metropolii nad Dunajem.
Jackwetrh chciał przywrócić temu tworowi z ESV i MTV dawny blask. Miał wizję, że może stworzyć coś, co spodoba się 130 tysiącom osób. Marzył, żeby ludzie zaczęli identyfikować się z jego pomysłem. Żeby Bayern zszedł na drugi plan, a na horyzoncie pojawiło się coś nowego. – Miałem takie marzenie, żeby ludzie zaczęli wierzyć, że u nas też da się coś stworzyć bez niczyjej pomocy. Wtedy w 2004 roku nasze zespoły rozpadały się, widmo bankructwa nad nimi wisiało. Dlatego postanowiłem połączyć je w jedną całość i powstało 04 – wspomina szczęśliwy przedsiębiorca. Z własnych środków ciągnął on klub tylko przez pierwsze lata. Później zaczęło pomagać miasto i oczywiście Audi.












