IGole 2007: Piłkarz roku


Wybór piłkarza roku w Polsce wzbudził tym razem spore kontrowersje. Podobnie jak w innych plebiscytach, również i u nas bezapelacyjnie wygrał Ebi Smolarek, choć wielu było takich, którzy uważali, że na nagrodę bardziej zasłużył Artur Boruc bądź Jacek Krzynówek.


Udostępnij na Udostępnij na

Oto 6 powodów, które sprawiły, że wyróżnienie, podobnie jak w roku 2005, ponownie przypadło Ebiemu.

1. Sześć bramek w eliminacjach EURO 2008 w roku 2007

A dodając jeszcze trzy z zeszłego roku, w sumie Ebi aż dziewięciokrotnie wpisał się na listę strzelców w el.ME, więc jak nikt przyczynił się do historycznego awansu Polaków na mistrzostwa Starego Kontynentu. Dziewięć trafień dało polskiemu napastnikowi trzecie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców eliminacji, za Davidem Healym z Irlandii Płn. (13 goli) i Brazylijczykiem z chorwackim paszportem- Eduardo (10 goli). – Od kiedy zadebiutowałem w reprezentacji, zawsze chciałem być jej ważną postacią – mówi Ebi. W el. EURO 2008 tak się właśnie stało. Nie sztuką zdobywać jest bramki, przy stanie 3:0 czy 4:0, bo wówczas tych goli mogłoby być i dwadzieścia, a nie miałby one dla zespołu większego znaczenia. Moje na szczęście miały. Smolarek junior legitymował się znakomitą średnią prawie jednego trafienia na mecz (dokładnie 0,9), a każda z jego tegorocznych bramek była na wagę złota. Pierwszą zdobył w spotkaniu z Azerbejdżanem przy stanie 0:1 dla rywali, trzy dołożył w potyczce z Kazachstanem, kiedy Polacy do przerwy przegrywali 0:1, no a dwie ostatnie to już historyczna potyczka z Belgią, której Ebi był niekwestionowanym ojcem zwycięstwa.

2. Równa forma przez cały sezon

Nie zawsze Ebiemu wiodło się tak dobrze, jak jesienią w kadrze. W Borussi Dortmund bywało różnie, w Racingu Santander ciężki był zwłaszcza początek, kiedy Smolarek w debiucie wszedł na boisko w 55. minucie w starciu z Barceloną w 1. kolejce Primera Division, a już w 12 minut później z niego wyleciał za rzekomy faul na Ericu Abidalu. Obojętnie jednak jak Ebiemu szło, zawsze grał na 100%, nieważne czy rozgrywał mecz życia czy też spotkanie, o którym chciałby jak najszybciej zapomnieć. Wychodził bowiem z założenia, że nie tylko ważna jest postawa na boisko, ale również włożony w nią trud i ciężka praca. Wszak nie zawsze można błyszczeć.

3. Świadomość własnej wartości

W zeszłym sezonie, Ebi rozegrał 30 meczów (w tym 26 całych) i zdobył 9 goli (średnia not w „Kickerze” 3,85). W sumie jego średnia bramek na mecz wynosiła tylko 0,3, co wskazywało na to, że nie było źle, ale też daleko było Polakowi do sezonu 2005/2006 (średnia not- 3,99), kiedy zagrał we wszystkich spotkaniach BVB, strzelając 13 goli. Ebi zdawał sobie sprawę, że mogło być lepiej, ale również wiedział, że w przeciwieństwie do graczy sprowadzonych przed sezonem za dość duże, jak na klub z Signal- Iduna Park, pieniądze (jak choćby Nelson Valdez, który zagrał w 29 meczach, strzelając zaledwie jednego gola), nie zawiódł. A jednak działacze żółto- czarnych nie chcieli tego docenić. Polak zarabiał mało w porównaniu z innymi gwiazdami z Dortmundu (ok. 800 tys. euro), dlatego nie dziwne, że liczył, że nowy kontrakt (wiążący go z Borussią do 2014 roku) wiązał się będzie również z podwyższeniem apanaży. Klub co prawda zamierzał dać Ebiemu wyższe zarobki, ale była to podwyżka…śmiesznie mała, stąd nie dziwne, że polski napastnik, zniechęcony do klubu, za niewłaściwe i niesprawiedliwe traktowanie, zdecydował się odejść latem do Racingu Santander.

4. Dobre występy w Hiszpanii

Początki w Hiszpanii, Ebi miał bardzo trudne. Z drugiej jednak strony nie ma się co dziwić. Do Racingu trafił w ostatnich dniach letniego okienka transferowego, za 4, 8 mln euro. Nie przepracował z drużyną z Santander okresu przygotowawczego, spędzając go jeszcze w Dortmundzie. A tu z marszu musiał wejść do nowej drużyny, szybko poznać się z nowymi kolegami i w mig zaaklimatyzować się na Półwyspie Iberyjskim. Na szczęście w tym trudnym okresie miał ważne wsparcie w osobie szkoleniowca Racingu, Marcelinho Garcii Torala. Gdyby nie on, nie wiadomo jak potoczyłaby się kariera Ebiego w nowym klubie. A tak, trener bronił go przed prasą, twierdząc, że dotychczasowa krytyka jest więcej niż niezasłużona, bo Ebi potrzebuje czasu na aklimatyzację w Hiszpanii. Szkoleniowiec robił co mógł, by Smolarkowi w Santander było z górki. Dopasowywał różne ustawienia, tak by Ebiemu było łatwiej, często zmieniał godziny rozpoczęcia treningów, by wracający ze zgrupowania reprezentacji Polski piłkarz, mógł trenować razem z zespołem. Po czterech miesiącach gry na El Sardinero, widać, że Ebi czuje się już w Santander jak w domu. W sumie zagrał już w 16 spotkaniach La Ligi łącznie spędzając na boisku 1003 minuty (na 1440 możliwych). Gol strzelony w spotkaniu 7. kolejki Primera Division z Realem Valladolid (Polak strzelił również bramkę w 16. kolejce, w potyczce z Realem Murcia) był pierwszym „polskim” golem w lidze hiszpańskiej od 14 grudnia 1997 r., kiedy na listę strzelców w meczu Sporting Gijon- UD Salamanca (1:1) wpisał się Cezary Kucharski (Kucharz reprezentował wówczas barwy gospodarzy). A z kolei, kolejna bramka Ebiego w Primera Division (miejmy nadzieję, że już w 18. kolejce z Athletic Bilbao), będzie jubileuszowym, setnym „polskim” golem w La Liga (pierwszego w 1989 r. zdobył strzelił Jan Urban). W ten sposób Smolarek może upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie.

5. Krzysztof Paluszek

Ebi przyznaje, że największy wpływ na jego karierę miał tata- Włodzimierz. To jego występy na MŚ`82 i 86 zainspirowały go, by pójść w jego ślady i także zostać piłkarzem. Jest jednak i druga osoba, która wywarła olbrzymi wpływ na karierę Smolarka. To Krzysztof Paluszek, który był trenerem reprezentacji Polski U-16 w 1996 r. Po rozmowie z Włodzimierzem Smolarkiem, który dokładnie przedstawił sytuację syna, stwierdził, że warto powołać do kadry juniorskiej Ebiego. Problemem były tylko koszty dotarcia Smolarka juniora na zgrupowanie, a także jego powrót do domu. Obaj panowie doszli zatem do wniosku, że koszty przelotu i wylotu powinien pokryć PZPN. Paluszek myślał, że nie będzie z tym żadnego problemu, ale…był i to duży. – Zwariowałeś! PZPN nie ma na co innego wydawać pieniędzy! To już nie mamy w kraju innych zdolnych chłopaków- usłyszał w odpowiedzi Paluszek, pytając o możliwość sfinansowania przyjazdów Ebiego. Misie z Midowej jak zwykle olali sprawę, ale trener juniorów nie miał zamiaru łatwo się poddawać. Wspólnie ze Smolarkiem seniorem zaczęli działać i wkrótce pieniądze się znalazły. Gdyby nie zawziętość Paluszka, kto wie czy dziś Ebi grałby dla Polski. Choć sam przyznaje, że o występach w reprezentacji Holandii nigdy nie myślał (choć Federacja Holenderska dwukrotnie wysłała do niego list z pytaniem, czy nie chciałby grać w pomarańczowych barwach), to jednak gdyby „piłkarska centrala” dalej szła w zaparte w swoim działaniu, to może jednak Holendrzy zabraliby nam Ebiego, tak jak inne kraje zabrały nam inne talenty. Winny w takich sytuacjach był zawsze ten sam.

6. Holenderska szkoła

Gdyby nie ona…zresztą, nie ma co myśleć, o tym co mogło się wydarzyć, ale nie wydarzyło. Faktem jest, że dzięki niej Ebi to dziś bez wątpienia czołowy napastnik świata i nie ma w tym ani krzty przesady. O holenderskiej szkole, Leo Beenhakker mówi w sposób następujący: – W piłkę gra się nogami i sercem, ale wygrywa się przede wszystkim głową. I właśnie w Holandii, jak nigdzie uczą jak grać z głową. Na przykładzie Ebiego widać to znakomicie. Smolarek junior łatwo nie miał, bo jak sam przyznaje, jeden z jego trenerów w juniorach Feyenoordu Rotterdam, obecnie selekcjoner reprezentacji Kazachstanu, Arno Pijpers był zdania, że z Ebiego gracza wielkiego formatu na pewno nie będzie. A jednak mylił się i to znacznie, bo stało się dokładnie odwrotnie niż przewidywał. Szczęście, że poza Pijpersem, Smolarek w swojej karierze trafiał na wielkich trenerów takich jak jego „piłkarski ojciec” Beert van Marwijk i właśnie Leo Beenhakker. – Gdy byłeś pierwszym trenerem Feye, a ja na bocznych boiskach grałem w juniorach, pewnie nie spodziewałeś się, że będę podporą Twojego zespołu- powiedział Ebi do Don Lea, kiedy ten mocno uścisnął go tuż po jego zejściu z boiska w końcówce meczu z Belgią.

iGol 2007 – Piłkarz roku
1. Euzebiusz Smolarek (Borussia Dortmund / Racing Santander) – 56
2. Artur Boruc (Celtic Glasgow) – 37
3. Jacek Krzynówek (VFL Wolfsburg) – 30
4. Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków / Borussia Dortmund) – 15
5. Marek Zieńczuk (Wisła Kraków) – 11

Poprzedni zwycięzcy
2004: Jacek Krzynówek (FC Nurnberg / Bayer Leverkusen)
2005: Euzebiusz Smolarek (Borussia Dortmund)
2006: Ireneusz Jeleń (Wisła Płock / AJ Auxerre)

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze