Kolumbia to obok Meksyku jedna z tych drużyn Ameryki Południowej , która nie zwykła kolekcjonować trofeów, ale na jej mecze patrzy się z przyjemnością. Podopieczni Jose Pekermana już podczas mistrzostw świata zaprezentowali się ze strony, która zjednała im serca wielu fanów piłki na całym świecie. Dość wspomnieć, że z okazji powrotu kadry do domu na ulice wyszły miliony rozentuzjazmowanych kibiców. Jakiegokolwiek więc wyniku Falcao i spółka nie osiągną, z pewnością przygodę w Chile skończą z podniesioną głową.
Piłkarze w charakterystycznych strojach barwionych ciemną żółcią w fazie grupowej zmierzą się z Brazylią, Peru i Wenezuelą. Pojedynek z organizatorami ubiegłorocznych mistrzostw świata stanowi ozdobę pierwszego etapu turnieju. Podopieczni Pekermana z pewnością mają jeszcze w głowie ćwierćfinał rozgrywek z 2014 roku. Znając jednak specyficzny klimat południowoamerykańskiej Copy, możemy sobie ostrzyc zęby na każde z tych spotkań. Peru i Wenezuela w żadnym wypadku nie brzmią jak chłopcy do bicia i w starciu z faworyzowaną Kolumbią będą zapewne starały się udowodnić piłkarską klasę.
Co najciekawsze w składzie kadrowym reprezentacji, do boju drużynę już za niespełna kilka dni poprowadzić ma w roli kapitana Radamel Falcao. Gwiazdor m.in. Porto i Monaco nie może zaliczyć minionego sezonu do udanych, wyróżniając się w Anglii raczej częstotliwością powstawania memów na jego temat niż zdobywaniem bramek. Tych strzelił zaledwie cztery. Z pewnością nie była to zdobycz, na jaką liczyli fani Manchesteru United.
Po części była to jednak wina mało kreatywnego środka pola „Czerwonych Diabłów”. Argentyński szkoleniowiec opisywanego teamu – jakżeby inaczej – zarzeka się, że decyzja o przyznaniu opaski Falcao jest nie tyle słuszna, co jedyna właściwa. Główna strzelba Pekermana ma w Chile odżyć i pociągnąć swój zespół do od dawna oczekiwanego zwycięstwa.
Pierwszy i ostatni raz Kolumbijczycy Copa America wygrywali w 2001 roku, jedną bramką pokonując w finale Meksyk. Od tego czasu czwarte miejsce w 2004 roku było szczytem możliwości południowców. Ich czasy świetności przypadały bowiem na przełom lat 80. i 90. XX wieku, kiedy fryzurą i posiadanymi umiejętnościami boiskowych rywali straszył Carlos Valderrama.
Falcao w diabelnie trudnym zadaniu ma pomóc największa obecnie gwiazda reprezentacji – James Rodriguez. Nie bez przyczyny Radamel Falcao w niedawnym starciu reprezentacji z Kuwejtem strzelił rekordową 24. bramkę. Gwiazda ligi hiszpańskiej była w tym sezonie najjaśniej świecącym z odświeżonych „Galacticos”, nie zawodząc praktycznie nigdy, a nawet przekraczając wyobrażenia niektórych malkontentów.
Niech pierwszy rzuci kamień ten, który po sprzedaniu Angela Di Marii i Xabiego Alonso nie postawił krzyżyka na środku pola Realu Madryt. James, zapowiadany w mediach bardziej jako medialna atrakcja niż istotne wzmocnienie, nie tylko przejął rolę argentyńskiego „Anioła”, co nawet przebił dokonania swojego poprzednika. I to często bez pomocy swoich galaktycznych partnerów, szczególnie w drugiej połowie sezonu.
James ustawiony centralnie za napastnikiem już podczas zeszłorocznego mundialu pokazał pełnię swoich możliwości, zostając najlepszym strzelcem turnieju i zdobywając najładniejszą bramkę nie tylko mistrzostw świata, ale nawet całego sezonu. Laureat Złotego Buta mundialu i konkursu na Bramkę Roku FIFA będzie miał teraz za zadanie powtórzyć swój wyczyn z czerwca i lipca zeszłego roku i ponownie potwierdzić swoją klasę.











