W czwartek 3 września reprezentacja Polski do lat 19 rozegrała zremisowany 1:1 mecz towarzyski z reprezentacją Niemiec. Podopieczni Jacka Magiery zjechali się na zgrupowanie do bazy w Uniejowie praktycznie z całej Europy. Czy nasza młodzieżówka masowo dostarczy nam zawodników do dorosłej reprezentacji? Jak przebiegał bój z Niemcami? Czy trener przygotowuje młodych adeptów sztuki piłkarskiej do stylu gry, jaki preferuje Jerzy Brzęczek?Zacznijmy od powołań. Jacek Magiera – trener, który dał się poznać jako doskonały pedagog – nie wzbudził większych kontrowersji swoimi decyzjami personalnymi. Oprócz sprawdzonych w bojach ligowców (Szymczak, Marchwiński, Szelągowski, Rakoczy, Buksa, Ratajczyk) swoją szansę dostali znani już z młodzieżowych mistrzostw świata U-20 Zalewski czy Idasiak. Wielu fanów zagranicznego futbolu ciekawić musiała dyspozycja Jakuba Ojrzyńskiego, bramkarza Liverpoolu, który ostatecznie tak samo jak Zalewski ze względu na pandemię nie pojawił się na zgrupowaniu. Skład młodzieżówki wydaje się jednym z najsilniejszych, jakim od rozpoczęcia pracy selekcjonera dysponować może Magiera.
Jak więc spisali się młodzi „Biało-czerwoni”?
Największy ból głowy mieć zapewne będą kibice poznańskiego Lecha. Z jednej strony ich nowy, ledwo co wydobyty z wronieckiej kopalni diament Filip Szymczak rozegrał doskonałe zawody, zwieńczył je bramką z rzutu karnego, która otworzyła wynik spotkania (niestety w 56. minucie opuścił plac gry ze względu na kontuzję, co dla trenera Żurawia musiało okazać się szczególnym ciosem, zostaje z jednym napastnikiem Isakiem w kadrze), z drugiej strony bezbarwny, pełen niepotrzebnej nonszalancji i bezmyślności występ Filipa Marchwińskiego (podał do bramkarza przy decydującym o zwycięstwie rzucie karnym). Powód do radości mają na pewno kibice z Dolnego Śląska.
Wypożyczony z Zagłębia Lubin do Chrobrego Głogów Kacper Bieszczad był na tyle pewnym punktem w bramce, że zaskoczyć był go w stanie dopiero niesamowity, techniczny strzał uznawanego za jedną z największych perełek nowej niemieckiej myśli szkoleniowej, Mehmeta Can Aydina. Cieszyć bijących się o powrót do elity koroniarzy będzie fakt, że Daniel Szelągowski stanowił jedną z największych wartości dodanych na boisku, a jego rajdy skrzydłem sprawiały, że sporo napocić się musieli obrońcy „Die Mannschaft”. Ręce podać sobie natomiast mogą pogrążeni w „Świętej Wojnie” krakusi. Ani Michał Rakoczy, ani Aleksander Buksa nie błyszczeli, a wręcz wydawało się, że przeszkadzają bardziej zaangażowanym kolegom. Podsumowując, na plus: Szymczak, Bieszczad, Szelągowski, Bejger, na minus:Buksa, Marchwiński, Rakoczy, Kozłowski.











