Kiedyś rozstrzygał najważniejsze mecze w Małopolsce zachodniej, a ludzie na nazwisko Kucharczyk reagowali w jeden sposób: będzie uczciwie i równo z trawą. Dzisiaj Idzi ma spokój, nikt go nie szuka, nie zawraca głowy i jest mu dobrze. Szkoda tylko, że z jego ogromnego sędziowskiego bagażu i umiejętności tak rzadko i niezbyt umiejętnie korzystają młodzi sędziowie.Szybkość, bezkompromisowość, porządek na boisku i ogromne umiejętności sztuki sędziowskiej poparte wiedzą książkową – z tego słynął. Jak Kucharczyk sędziował mecz, to wszyscy wiedzieli, że nie mają co liczyć na układy, kombinacje i nieczystą grę. Tak chłopak z olkuskiego Korczaka czarował na małopolskich boiskach. Na początku tego stulecia Idzi Kucharczyk to był kozak, mimo że nie udało mu się wejść na szczebel centralny, a wielkich meczów poprowadził raptem kilkanaście.
26. rok sędziowania leci. W 2001 roku Kucharczyk poślubił Paulinę i przeprowadził się do Żurady, rok wcześniej uzyskał awans na 4. poziom rozgrywek w Polsce. Kiedy wspinał się coraz wyżej w hierarchii sędziów, były to czasy, kiedy w szatniach były grzyby albo czasem … nie było szatni. To był wtedy Pan Sędzia. Na koncie mecze w bardzo wtedy mocnej 4. lidze, najważniejsze spotkania w Podokręgu Olkusz, dwa sezony w silnej lidze okręgowej na Śląsku. Dał Kolegium Sędziów Olkusz nowe życie. Kto prowadził mecze w tamtych czasach, doskonale wie, jaka była wtedy konkurencja wśród sędziów i jakie panowały tam układy. Idzi zawsze był uczciwy i może los tak chciał, że w 2004 roku pojechał na egzaminy i zapomniał zabrać ze sobą karty zdrowia. Zamiast wejść do profesjonalnej piłki, spadł na jej zaplecze.
Teraz, w klapkach na nogach, spaceruje często po podwórku w Żuradzie. Żyje inaczej, trudno mu się rozpędzić. Brakuje mu czasem tych większych meczów, kibiców. Wszystko stoi w miejscu.
Browar albo pięć
Dobrze mu jest, jak jest. W sędziowaniu nic już nie musi. Nie musi iść pobiegać, uczyć się na pamięć testów sędziowskich, udowadniać, że jest najlepszy albo mówić, czemu nie jest. Nikt go za bardzo nie szuka, nie zawraca głowy. Robi, co robił i żyje, jak żył – chwilą. A co będzie, to będzie. Ludzie marzą o wielkich karierach, szybkich samochodach. On już swoje zrobił, jest Idzim Kucharczykiem, którego wszyscy w Małopolsce od Wadowic przez Chrzanów po Oświęcim znają i wspominają z uznaniem. Po meczu może sobie wypić browar albo pięć. Jego sprawa.
Nie rzuca się w oczy. Sportowe buty, spodnie 3/4 z dużą liczbą kieszeni, bluzka z długim rękawem lub podkoszulek, w ręce paczka fajek. Dłonie i twarz ciemniejsze, trochę od słońca, bardziej od życia. Szczupły, nie widać nawet zalążków typowego dla mężczyzn w tym wieku brzuszka. Chodzi normalnie, jakby nogi nie bolały po takiej liczbie meczów.
Mieszka w Żuradzie. Tam, skąd wyjeżdżał na swoje najlepsze mecze w życiu, choć tak naprawdę nigdy nie opuścił Olkusza i ulicy Korczaka. W latach 90. piłka była tylko przerywnikiem od życia w tym miejscu, gdzie ludzie po zmroku bali się chodzić, bo się pije, kradnie i można dostać w łeb. Jeszcze na początku tego stulecia z Hotelu Olkusz przyjezdnych odstraszał ogromny napis: „My znienawidzeni, My Wisły fani, Chłopcy z Korczaka, My chuligani…” .












