Dla wielu kibiców Milanu symbolicznym końcem epoki pełnej sukcesów było letnie mercato roku 2012, kiedy kariery pokończyli tacy zawodnicy jak Inzaghi, Seedorf, Nesta czy Gattuso, a więc prawdziwe legendy, które prowadziły klub z Via Aldo Rossi do triumfów w Lidze Mistrzów. Wtedy też drużynę opuścił jej kapitan – Thiago Silva, oraz napastnik, który miał ogromny udział w ostatnim scudetto i aktualny król strzelców Serie A – Zlatan Ibrahimović.
Brak odpowiednich zastępstw i coraz mniejsze nakłady finansowe w kolejnych okienkach transferowych, a także błędne ich wykorzystanie, wpędziły ostatecznie „Rossonerich” w przeciętność. Obecnie Milan zdaje się wychodzić na prostą, wspierany funduszami z Dalekiego Wschodu, marzy o odbudowie swojej potęgi. Czy twarzą tej zmiany również może być Zlatan?
Legenda z Parc des Princes
O powrocie „Ibry” do Mediolanu mówi się od bardzo długiego czasu. Tak naprawdę temat ten wracał przy okazji każdego letniego mercato, mniej więcej od roku 2014, kiedy po raz pierwszy zaczęło się spekulować o odejściu szwedzkiego obieżyświata z PSG. Ostatecznie napastnik opuścił Paryż dopiero dwa lata później, zapisując piękną kartę w historii klubu z Parc des Princes, bijąc liczne rekordy i pozostawiając w klubowej gablocie aż dwanaście trofeów, w tym cztery za zwycięstwa w Ligue 1. Na „Les Parisiens” ze Zlatanem w składzie nie było mocnych na krajowym podwórku, ale jak to bywa w przypadku tego piłkarza, zabrakło sukcesów na arenie międzynarodowej, gdzie najlepszym osiągnięciem PSG był zaledwie ćwierćfinał. Ostatecznie więc Ibrahimović opuścił Paryż jako legenda, gotowy, mimo trzydziestu pięciu lat na karku, podjąć kolejne wyzwanie.
Lokomotywa Manchesteru
Mimo licznych wywiadów, w których z rozrzewnieniem wspominał Mediolan będący jednocześnie ulubionym miastem jego partnerki, Zlatan nie powędrował jednak do Włoch. Ku rozczarowaniu fanów z Giuseppe Meazza, możliwością ponownej współpracy z Jose Mourinho skusił Szweda Manchester United. Nie było to zresztą jakimś specjalnie ambitnym wyzwaniem, „Ibra” mówił bowiem kilka lat temu, że Portugalczyk jest człowiekiem, dla którego właściwie mógłby umrzeć. Kibice Milanu musieli obejść się smakiem, jednak ten sezon 2016/17 dla trzykrotnego króla strzelców Ligue 1 również nie okazał się idealnym. Ibrahimović doskonale wprowadził się do drużyny z czerwonej części Manchesteru, będąc jednym z jej motorów napędowych oraz sięgnął w końcu po pierwsze europejskie trofeum od czasu Superpucharu, zdobytego jeszcze z Barceloną, ale radość z tych sukcesów z pewnością przyćmiła kontuzja. 21 kwietnia, w meczu Ligi Europy z Anderlechtem, Zlatan zerwał więzadła krzyżowe, co wyeliminowało go z gry nie tylko do końca sezonu, ale najprawdopodobniej aż do stycznia przyszłego roku.
Żelazne zdrowie
Jako że kontakt napastnika wygasał już pierwszego lipca tego roku, a dodatkowo „Ibra” skończy w październiku trzydzieści sześć lat, pojawiła się kolejna fala spekulacji. Zakładano nawet, że tak poważny uraz, w dość podeszłym jak na sportowca wieku, może przedwcześnie zakończyć barwną karierę Szweda o bośniackim pochodzeniu. Jednakże już w maju jego agent, Mino Raiola, stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom, co wkrótce po nim zrobił również sam zawodnik. Skoro więc sam zainteresowany nie zamierza jeszcze wieszać butów na kołku, a jego lekarze pieją z zachwytu nad doskonałym stanem zdrowia Zlatana i przewidują ekspresowy powrót do formy, ruszyła kolejna lawina plotek. Tym razem przedmiotem rozważań jest to, gdzie swoimi ekwilibrystycznymi zdolnościami Ibrahimović będzie zachwycał po powrocie do pełnej sprawności. I tutaj znowu, jak co rok, pojawia się temat Milanu.










