Polska reprezentacja zaczyna serię trzech meczów o pietruszkę i honor. Co prawda ewentualne zdobycie dziewięciu punktów i wpadka wyżej notowanych przeciwników daje nam matematyczne szanse, ale kto rozsądny jeszcze wierzy, że piłkarze w biało-czerwonych dresach wsiądą na pokład samolotu lecącego do Brazylii? Przeciwnikiem „Orłów Fornalika” będzie we wtorek San Marino. Początek spotkania o 20:45.
Za „Biało-czerwonymi” siedem z dziesięciu meczów eliminacji do mistrzostw świata, które za rok zostaną rozegrane w Brazylii. Niestety za nami są też już łzy porażki, bo jedynie niepoprawni optymiści i niektórzy matematycy wierzą w możliwość awansu Polaków do przyszłorocznego mundialu. Po gorzkich lamentach czas się już otrząsnąć, podnieść głowę i zacząć budować kadrę na europejski czempionat, do którego zostały już tylko trzy lata.

Zdolną i dobrze prosperującą młodzież mamy podaną na tacy. Czego piłkarzom i nam jeszcze potrzeba? Na pewno zgrania i doświadczenia. To właśnie wtorkowy mecz z San Marino powinien być dla nich kolejną okazją do ogrania się na międzynarodowej arenie. Ze świecą szukać lepszego przeciwnika, z którym ci zawodnicy mogliby bez żadnych konsekwencji wystąpić. Tylko czy Waldemar Fornalik da im szansę? A może inaczej – czy selekcjoner reprezentacji będzie miał inną możliwość? Ze zgrupowania wyjechał strzelec jedynej bramki w starciu z Czarnogórą, Robert Lewandowski. Dzień wcześniej potwierdziły się również obawy o stan zdrowia Kuby Wawrzyniaka, który jeszcze w pierwszej odsłonie meczu z „Hrabri Sokoli” doznał urazu mięśnia i przedwcześnie opuścił plac gry. Polska obrona jest w rozsypce, bo z San Marino nie zagra również Kamil Glik, który będzie pauzował z powodu żółtych kartek. To znakomita informacja dla kolejnego piłkarza z Serie A, Bartosza Salamona, który automatycznie wskoczy na miejsce starszego kolegi.
O ile w defensywie zostały nam jeszcze jakieś możliwości, o tyle sytuacja na szpicy wygląda dużo gorzej. Co prawda mamy dwóch zawodników, ale zostali oni powołani do kadry tuż przed ostatnim dzwonkiem. W miejsce „Lewego” do Sielanki przyjechał Marcin Robak. 32-letni napastnik Pogoni Szczecin ma za sobą dobry początek sezonu. Jeszcze w barwach Piasta Gliwice strzelił dwa gole Karabachowi Agdam, a grając w trykocie „Portowców”, zdobył honorową bramkę w meczu 1/16 finału PP golkiperowi Zawiszy Bydgoszcz (1:3). Legniczanin ma za sobą występy w koszulce z orłem na piersi. W 2010 roku został powołany przez Franciszka Smudę do kadry jadącej wtedy na Puchar Króla Tajlandii, na którym strzelił gola gospodarzom turnieju. W odwodzie pozostaje jeszcze powołany za Arkadiusza Milika Paweł Brożek. Wychowanek Polonii Białogon Kielce powrócił odrodzić się na boiskach T-Mobile Ekstraklasy i jak sam przyznał, nie spodziewał się zaproszenia do reprezentacji: –











