O fenomenach czy niecodziennych sytuacjach w polskiej piłce dyskutować można godzinami. Jednym z nich jest I liga i nieduża różnica punktowa dzieląca drużyny w jej tabeli. Obrońcy polskich realiów stwierdzą, że jest to odzwierciedlenie wyrównanego poziomu i emocjonującej rywalizacji. Inni sytuację tę po prostu wyśmieją.
Każda z występujących w I lidze drużyn rozegrała już dziewięć ligowych spotkań. Stawce przewodzi Warta Poznań, która punktów ma jednak na swoim koncie tyle samo co drugie Podbeskidzie i trzeci Radomiak. Zaraz za nimi znajduje się kolejne trio, które zajmuje miejsca od czwartego do szóstego. Pierwsze sześć drużyn w stawce dzieli więc różnica zaledwie jednego punktu.
Nieco niżej sytuacja przedstawia się nie mniej ciekawie. Miejsca od siódmego do dziesiątego dzieli również punkt, a drużyny zajmujące lokaty od jedenastej do szesnastej mają na swoim koncie tyle samo, bo 11, „oczek”. Zajmujący ósme miejsce GKS Jastrzębie traci jedynie trzy punkty do lidera rozgrywek, a będący w strefie spadkowej GKS Bełchatów potrzebuje zaledwie sześciu punktów, by zrównać się dorobkiem z aktualnym liderem I ligi. Od stawki zdecydowanie odstają jedynie dwie drużyny – Odra Opole i Chrobry Głogów – które do tej pory zdobyły kolejno trzy i cztery „oczka”.

Porównując z zagranicą
Sytuacja w tabeli I ligi jest na tyle wyjątkowa, że trudno o podobny stan rzeczy w którejś z lig zagranicznych. Liczba punktów, jaka dzieli zazwyczaj lidera i szóstą drużynę w tabeli, waha się w obecnym stanie sezonu w przedziale od trzech do czterech „oczek”. Tak sytuacja przedstawia się między innymi w Championship, Ligue 2, 2. Bundeslidze czy Serie B.
Cztery punkty różnicy w I lidze potrafią za to dzielić lidera i drużynę z drugiej połowy tabeli. Co więcej, wszystkie z wymienionych lig zagranicznych rozegrały mniej kolejek niż polska I liga, co sprawia, że różnice między tymi drużynami powinny być w teorii mniejsze.
Fakt, że w tym sezonie tabela I ligi jest spłaszczona, wcale nie jest czymś wyjątkowym. Sytuacja ta powtarza się bowiem notorycznie. Najlepiej oddającym tę sytuację przykładem jest casus Górnika Zabrze, który trzy sezony temu zajmował dziewiąte miejsce w tabeli na cztery kolejki przed końcem rozgrywek. Miesiąc później świętował już awans do ekstraklasy, a w kolejnym sezonie kwalifikację do eliminacji europejskich pucharów. Jaka jest przyczyna tak dziwnej sytuacji w I lidze?
Wyrównany, ale niski poziom
Poziom drużyn na zapleczu PKO Ekstraklasy jest wyrównany, a każda drużyna jest w stanie wygrać z kolejną. Niestety, równy nie oznacza w tym przypadku wysoki. Większość drużyn ma na tym poziomie problemy z rozegraniem piłki czy grą w ataku pozycyjnym. Dlatego właśnie często mówi się, że I liga jest ligą fizyczną. Prawdę mówiąc, trudno w niej o zaawansowane umiejętności techniczne. W I lidze bardzo rzadko mamy też do czynienia z serią zwycięstw którejś z drużyn. Gdy dana ekipa odniesie kilka zwycięstw z rzędu, niesamowicie szybko zalicza wtedy awans o kilka lokat w górę tabeli.










