Holendrzy mają szansę awansować do wielkiego finału. Warto wspomnieć, że ten zespół trzykrotnie wystąpił w spotkaniu finałowym, ale zawsze brakowało szczęścia. Teraz pojawiła się szansa na to, aby złą passę przełamać.
„Oranje” od wielu lat są drużyną, która jest jedną z najlepszych zarówno w Europie, jak i na świecie. Jeszcze nigdy w historii mundialu nie udało się im osiągnąć końcowego triumfu, choć parokrotnie byli bardzo blisko zrealizowania celu. Kolejny raz stają przed szansą, aby zrehabilitować się i wygrać mistrzostwa świata. Mądrość szkoleniowca Holendrów, Luisa Van Gaala, sprawia, że są oni nieobliczalni na placu gry. Sternik wicemistrzów świata z 2010 roku potrafi jedną zmianą przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojego zespołu. Jednak nie zawsze szczęście i zaplanowane działania sprzyjają do samego końca.
Niemiecki koszmar
W 1974 roku Holendrzy byli ekipą, która z rywalami radziła sobie bez większego wysiłku. Ich finezja i polot na boisku sprawiły, że bez większych problemów potrafili wyjść z fazy grupowej, a w dalszej rundzie z dużym animuszem awansować do wielkiego finału. Być może musieliby stawić czoła Orłom Górskiego, ale mecz na wodzie przyniósł zwycięstwo drużyny RFN, która grała jak z nut w turnieju rozgrywanym na własnym terenie. Podczas fazy grupowej najlepsze wrażenie na boisku sprawiał piłkarz występujący wówczas w Ajaxie Amsterdam – Johnny Rep, który trzykrotnie wpakował piłkę do siatki. Później pierwsze skrzypce w zespole odgrywali Johan Cruijff oraz Johan Neeskens, którzy nie mieli litości dla przeciwnika. Holandia grała bajecznie i do spotkania finałowego dotrwała bez porażki, tylko raz remisując w fazie grupowej ze Szwecją.
W finale rozgrywanym w Monachium faworytem byli oczywiście gospodarze. Jednak Holendrzy nie byli wcale postawieni na straconej pozycji, co odzwierciedliło się w drugiej minucie gry, kiedy „Oranje” na prowadzenie wyprowadził Johan Neeskens. Później do głosu doszli piłkarze RFN, którzy za sprawą Paula Breitnera i Gerda Mullera odnieśli zwycięstwo nad Holandią. Był to prawdziwy szok dla tego zespołu, który jak burza przechodził każdą kolejna fazę.
Nieudana rehabilitacja
Cztery lata później w Argentynie piłkarze reprezentacji Holandii mieli okazję do rewanżu za to, co wydarzyło się w RFN. Tym razem problemy zaczęły doskwierać ekipie prowadzonej przez Ernsta Happela, na tle łatwych rywali udało się z ledwością wyjść z grupy. Później było już o niebo lepiej, a sam finał dawał naprawdę dużo nadziei na to, że wszystko potoczy się lepiej niż podczas poprzedniego mundialu. Na spotkanie na Estadio Monumental w Buenos Aires „Oranje” byli podbudowani wygraną przeciwko Italii. To sprawiło, że w fazie pucharowej wyszli z grupy jako liderzy i wystąpili drugi raz z rzędu w wielkim finale.
Początek nie był udany dla „Pomarańczowych”. ponieważ do głosu doszli Argentyńczycy. Świetna organizacja gry gospodarzy turnieju zaowocowała tym, że przez dłuższy okres byli oni na prowadzeniu. W 82. minucie holenderskich kibiców ukontentował Dick Nanninga, doprowadzając do remisu. W dogrywce Arbiliselestes grali bardzo mądrze taktycznie i zdobyli dwa gole, zdobywając mistrzostwo świata. Holandia kolejny raz była pogrążona w wielkim smutku, choć przez chwilę wydawało się, że nic dwa razy w życiu się nie zdarza.











