Nowy menedżer Liverpoolu, Roy Hodgson, jest zdeterminowany, by z klubem nie pożegnali się Steven Gerrard oraz Fernando Torres. Były szkoleniowiec Fulham nie może jednak zagwarantować, iż Hiszpan oraz Anglik zostaną na Anfield.
Roy Hodgson przejął pozycję szkoleniowca Liverpoolu po Rafaelu Benitezie, którego władze postanowiły zwolnić. Anglik podpisał trzyletni kontrakt, po także trzyletniej przygodzie w Fulham. Sukcesy, jakie trener odnosił na Craven Cottage, utwierdziły władze klubu z Anfield, iż usługi Hodgsona mogą wiele dać Liverpoolowi, po nieudanym sezonie pod wodzą Beniteza.
Angielski menedżer stawia sobie za cel powrót do pierwszej czwórki angielskiej Premier League, chcąc tym samym zyskać sobie zaufanie sympatyków „The Reds”. Na konferencji, która towarzyszyła prezentacji Hodgsona, trener przyznał, iż jest niezmiernie zadowolony z okazji, jaką dały mu władze Liverpoolu, nie bacząc na możliwość sprzedaży klubu innemu właścicielowi.
Hodgson jest zdeterminowany, by zatrzymać w drużynie kluczowych graczy, pokroju Torresa i Gerrarda. – To bardzo ważne dla klubu, by ci piłkarze zostali. Nie mogę niczego obiecać, jednak postaram się przekonać zawodników, że szykuje się dla nas dobry sezon w Premier League, a oni mogą się do tego znacznie przyczynić – wyjaśnił.
– Bardzo chciałbym, by wszyscy kluczowi zawodnicy nadal grali na Anfield Road i zrobię wszystko, aby tak właśnie się stało. Kibice są inteligentni i znają sytuację. Nie mogę pierwszego dnia, siedząc na konferencji, niczego obiecać – podsumował świeżo upieczony opiekun „The Reds”.










