Lech Poznań nie zwalnia tempa. Klub ze stolicy Wielkopolski pokonał na stadionie we Wronkach Ruch Chorzów 3:1 (2:0). Bohaterem meczu był lider klasyfikacji najlepszych strzelców Ekstraklasy, Robert Lewandowski, który zanotował ósme i dziewiąte trafienie w tym sezonie.
Sobotnie spotkanie pomiędzy piątym w tabeli Lechem Poznań a wiceliderem, Ruchem Chorzów było reklamowane jako hit 14. kolejki ekstraklasy. Obie ekipy przystąpiły do gry mocno osłabione. Jacek Zieliński nie mógł skorzystać z usług Zlatko Tanevskiego, Bartosza Bosackiego, Semira Stilicia i Hernana Rengifo, natomiast w Chorzowie pozostał najlepszy snajper „Niebieskich”, Andrzej Niedzielan.

Pierwsza bramka w meczu rozgrywanym na stadionie we Wronkach padła w 11. minucie. Sławomir Peszko przedarł się prawym skrzydłem, a Robert Lewandowski wyprzedził Krzysztofa Nykiela i wślizgiem skierował piłkę do bramki Krzysztofa Pilarza. Siedem minut później gracze z Wielkopolski mogli zdobyć drugą bramkę, ale golkiper chorzowian dobrze poradził sobie z uderzeniem Peszki.
Po 30 minutach gry niezwykłą łaskawością wobec Macieja Sadloka wykazał się sędzia Hubert Siejewicz. Obrońca „Niebieskich” brutalnie sfaulował Seweryna Gancarczyka, który mógł doznać poważnej kontuzji. Ostatecznie niedługo potem były gracz Metalista Charków wrócił na plac gry. W 41. minucie najlepszą sytuację w pierwszej części gry mieli podopieczni Waldemara Fornalika. Tomasz Brzyski uderzał z rzutu wolnego podyktowanego za faul Tomasza Bandrowskiego na Łukaszu Janoszce niecałe 30 metrów od bramki „Kolejorza”, ale Jasmin Burić popisał się doskonałą interwencją.
180 sekund później ze zdobycia swojej drugiej bramki cieszył się Lewandowski. Marcin Kikut dośrodkował w pole karne gości, przy piłce znalazł się Tomasz Mikołajczak, który podał do Lewandowskiego, a reprezentant Polski precyzyjnym uderzeniem nie dał Pilarzowi szans na skuteczną obronę.

Od początku drugiej połowy na boisku pojawił się w miejsce niewidocznego Marcina Zająca, Ariel Jakubowski. Po niespełna minucie „Niebiescy” zdobyli kontraktowego gola. Brzyski podał futbolówkę wprost na głowę Artura Sobiecha, a młody snajper przyjezdnych pokonał Buricia. Kwadrans później Robert Lewandowski powinien skompletować hat-tricka, jednak były napastnik Znicza Pruszków fatalnie przestrzelił w sytuacji sam na sam z Pilarzem.










