Arsenal Londyn pokonał zespół Liverpoolu 2:0. Przez całe spotkanie gospodarze byli stroną lepszą pod względem sportowym i w pełni zasłużenie ograli wicelidera tabeli. Szczególne pochwały należą się defensywie gospodarzy, która skutecznie powstrzymywała ataki gości.
W 5. minucie po ładnej kombinacji w sytuacji strzeleckiej znalazł się Rosicky, jednak uderzenie „Małego Mozarta” po długim rogu przeszło po palcach Mignoleta i wyleciało na rzut rożny. W 9. minucie Jordan Henderson odebrał piłkę w środku pola i zdecydował się na rajd przez całą długość boiska. Obrońcy „Kanonierów” zachowywali się szalenie biernie, jednak strzał z szesnastego metra młodemu piłkarzowi „The Reds” totalnie nie wyszedł, więc Wojciech Szczęsny bez problemu dopadł do futbolówki.

Oba zespoły atakowały seriami. Najpierw zawodnicy Arsenalu, a potem Liverpoolu długo wymieniali piłkę, utrzymując się w ataku pozycyjnym. Z akcji obu zespołów nie wynikało bezpośrednie zagrożenie pod bramkami, jednak wynikało to głównie ze świetnej organizacji gry obronnej. W 19. minucie pierwszy cios, od razu skuteczny, zadał Arsenal. Arteta świetnie wypuścił na skrzydle Bacary’ego Sagnę, a ten dośrodkował prosto na głowę Santiego Cazorli. Jego strzał trafił w słupek, ale Hiszpan bardzo przytomnie ruszył do piłki i dobił własne uderzenie, dając gospodarzom prowadzenie!
Arsenal poczuł krew i zamierzał pójść za ciosem. „Kanonierzy” rzucili się do ataków, zmuszając gości do prostych błędów na swojej połowie. Zaraz po zdobyciu gola Cazorla mógł po razu drugi skarcić „The Reds”, jednak tym razem Mignolet był na posterunku. „The Gunners” stosowali bardzo wysoki pressing, zmuszając gości do popełniania błędów w wyprowadzaniu piłki. W 26. minucie po rzucie wolnym Kolo Toure był bliski pokonania Wojciecha Szczęsnego, jednak po pierwsze, reprezentant Polski świetnie obronił, a po drugie, zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej był na spalonym. W 31. minucie sił próbował Daniel Sturridge, ale i tym razem strzał piłkarza z miasta Beatlesów był bardzo słaby. Reprezentant Anglii kolejną okazję miał już kilka minut później, jednak sędzia liniowy znów (słusznie) zasygnalizował spalonego.
Mecz toczył się w szalonym tempie, lecz brakowało w nim zarówno klarownych sytuacji strzeleckich, jak i samych strzałów. Pod sam koniec pierwszej części gry znów szczęścia próbował Cazorla, jednak uderzenie Hiszpana było minimalnie niecelne. Po pierwszych 45 minutach Arsenal umacniał się na prowadzeniu w tabeli.
Początek drugiej połowy mógł przynieść wyrównanie. Luis Suarez świetnie urwał się obrońcom „Kanonierów”, jednak jego zagranie wzdłuż bramki przeleciało całą długość linii bramkowej. Chwilę potem Henderson miał szansę pokonać Szczęsnego, jednak przestrzelił z około pięciu metrów. Arsenal odpowiadał tylko długim utrzymywaniem się przy piłce. W 55. minucie absurdalny błąd popełnił Toure na spółkę ze Skrtelem, podając piłkę prosto do Giroud. Francuski napastnik, będąc sam na sam z bramkarzem Liverpoolu… nie trafił w bramkę. To powinien być gol dla gospodarzy!












