Mamy już pierwszą ofiarę sezonu 2012/2013 w Hiszpanii. Jest nią były już trener Espanyolu Barcelona Mauricio Pochettino, który stracił pracę po porażce z Getafe. Teraz wypada się zastanowić, kto będzie następny, bo kandydatów nie brakuje.
Argentyński szkoleniowiec przez wielu ludzi futbolu uważany jest za niezwykły trenerski talent. Dla kibiców Espanyolu był wielkim idolem – pewnie dalej jest. Fani „Los Pericos” nie dawali po sobie poznać, jakoby nie podobała im się obecność Pochettino na ławce trenerskiej. Katalończycy co prawda od początku sezonu okupowali miejsca w dolnej części tabeli, ale nikt nawet nie śmiał zrzucać winy na trenera, który tak wiele dał swojemu klubowi. Rok po roku były reprezentant Argentyny musiał się mierzyć z odejściami wielu podstawowych zawodników. Każdy okres przygotowawczy do nowego sezonu był wielkim wyzwaniem. Kompletowanie składu, wdrażanie nowych pomysłów i tworzenie zespołu z grupy piłkarzy, których zarząd akurat postanowił sprowadzić.

Przed obecnym sezonem z Cornella-El Prat odeszli tacy zawodnicy, jak: Romaric, Didac Vila, Weiss czy Coutinho. W ich miejsce sprowadzono co prawda zastępców, ale tym razem coś najwyraźniej poszło nie tak. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Pochettino po raz kolejny powinien zrobić coś z niczego. To coś niestety nie zaskoczyło. Trener i zarząd klubu uzgodnili, że nie ma sensu dalej ciągnąć tego wózka, i rozwiązali umowę za porozumieniem stron. Argentyńczyk, mimo fatalnego rozpoczęcia obecnego sezonu, zapewne niebawem znajdzie pracę w innym szanowanym klubie, bo jest nie lada specjalistą i nikt nie może w to wątpić. Swego czasu mówiło się przecież o tym, że w przyszłości może prowadzić takie kluby jak Real czy Barcelona. Nawet na takie spekulacje czymś trzeba sobie zasłużyć. Decyzja o opuszczeniu Espanyolu była, mimo wszystko, chyba jedyną słuszną decyzją.
Pozostaje pytanie: czy Pochettino rozpoczął trend na zwolnienia trenerów? Na Półwyspie Iberyjskim mówi się przecież nawet o tym, że sam Jose Mourinho może zakończyć pracę w Realu Madryt. Nikt nie odważy się powiedzieć, że stanie się to w środku sezonu, ale coś ewidentnie jest na rzeczy. W dużo gorszej sytuacji niż Portugalczyk jest jednak spora grupa innych trenerów, którzy mogą drżeć o swoje posady. Najbardziej zaskakująca sytuacja tyczy się Mauricio Pellegrino, który miał wprowadzić do Valencii powiew świeżości. Unai Emery nie był dla „Nietoperzy” zły, ale na Mestalla stwierdzono, że walka po raz wtóry o jak najmniejszą stratę punktową do Realu i Barcelony jest już nie do zaakceptowania. Teraz w Walencji jest jeszcze gorzej, bo fani z niepokojem oglądają się za plecy. Przecież sześć punktów przewagi nad strefą spadkową to wcale nie tak dużo.
Przed sezonem z Valencii odeszło kilku wartościowych graczy, z Jordim Albą na czele, ale w ich miejsce sprowadzono nie mniej utalentowanych kopaczy. Aly Cissokho, Andres Guardado czy Fernando Gago to w końcu nazwiska znane w piłkarskim świecie. Pellegrino nie ma niestety pojęcia, jak z jedenastu piłkarzy stworzyć prawdziwą drużynę. Valencii brak jakiegokolwiek stylu, brak automatyzmu i brak widocznego lidera. Przed rokiem był nim Roberto Soldado. Hiszpan co prawda nadal co jakiś czas strzeli jakąś bramkę lub popisze się efektownym zagraniem, ale brak mu wsparcia kolegów, co prędzej czy później zaowocuje zapewne zmianą na ławce trenerskiej. Wiele wskazuje na to, że Pellegrino podzieli los swojego rodaka z Espanyolu i będzie musiał szukać pracy gdzie indziej. „Nietoperze” to najsłabsza ekipa w lidze, jeśli chodzi o spotkania wyjazdowe. To wprost nie do pojęcia. W meczach poza własnym stadionie zdobyła zaledwie dwa punkty – w 1. kolejce z Realem Madryt, kiedy jeszcze nic nie zwiastowało najgorszego, a także dwie kolejki temu na stadionie Realu Valladolid. Pellegrino broni się na razie formą na Estadio Mestalla, gdzie Valencia wygrała pięć z sześciu pojedynków. Jednak i tutaj rewelacji nie ma, bo jedynym naprawdę wartym uwagi (no dobra, wartym dużej uwagi) wynikiem jest pokonanie 2:0 Atletico Madryt. Zwycięstwa nad Celtą, Saragossą czy Espanyolem na nikim wrażenia nie robią.











