W poniedziałkowym „L’Equipe”, ukazał się długi wywiad z kapitanem „Trójkolorowych”, Thierrym Henrym, w którym przedstawia „swoją” prawdę oraz uczucia, które nim targały.
Najlepszy strzelec reprezentacji w historii (51 bramek), tak opisuje co się z nim działo po meczu: – Po meczu, a nawet następnego dnia, czułem się sam, naprawdę sam. Henry skarży się także, że nie otrzymał odpowiedniego wsparcia od francuskiej federacji: – Dopiero, gdy ja wysłałem swoje oświadczenie, ludzie z FFF postanowili opublikować swoje. Jednak nie miałem wpływu na jego treść.

O samej kontrowersyjnej sytuacji Henry mówi: – Nie mogłem tego nie zrobić. Szczerze mówiąc, to było niekontrolowane. Strasznie mi przykro z tego powodu, dlatego zaraz po meczu rozmawiałem o tym z Irlandczykami, jeden po drugim. Na pytanie o możliwość zakończenia reprezentacyjnej kariery odpowiada: – Tak, zadałem sobie to pytanie. Bez wsparcia mojej rodziny było by to prawdopodobne. Ale jest już postanowione, będę walczył do końca. Zawsze. Nawet jeżeli to, co się stało, zostanie gdzieś wygrawerowane. Zawsze można wybaczyć, ale nie zawsze można zapomnieć. Zwłaszcza, że atakowano mojego syna.
Obecnie Henry’emu grozi wykluczenie z kilku najbliższych meczów reprezentacji, gdyż FIFA bierze taką możliwość pod uwagę. Gdyby do tego doszło, Henry byłby kolejną – po Zinedine Zidanie – wielką gwiazdą francuskiej piłki, która bardzo brzydko „gaśnie”.










