Rudi Garcia zdecydował się na transfer dwóch Greków przed sezonem 2014/2015, zwiększając tym samym grupę reprezentantów Grecji w swoim zespole z jednego do trzech. Czy jako zagraniczne trio są dla Romy wartością dodaną niczym polskie trio jeszcze niedawno w Borussii Dortmund, czy raczej należy ich zakup rozpatrywać w kategorii faux pas?
O ile Holebas i Manolas na Stadio Olimpico przybyli dopiero tego lata, o tyle Vasilis Torosidis do Wiecznego Miasta zawitał już rok temu i był jednym z pierwszych ruchów na rynku transferowym poczynionym przez nowego wówczas trenera Romy – Rudiego Garcię. Różnica między polskim triem w BVB a Grekami z Rzymu jest taka, że ta druga grupa to tylko i wyłącznie piłkarze bloku defensywnego. Co prawda Holebasowi zdarza się grać w pomocy jako lewy pomocnik, ale raczej w roli zapchajdziury. Czy każdy z wyżej wymienionych ma szanse na większą karierę w drużynie wicemistrza Włoch, czy skończy się bolesnym powrotem do Aten którymś z porannych lotów oferowanych codziennie przez Alitalię?
Niemiecka precyzja, grecki temperament
Holebas to najciekawsza, a zarazem najbardziej chaotyczna postać z całej trójki. Syn Greka i Urugwajki urodzony w Niemczech, jak każdy piłkarz, od małego przejawiał naturalną słabość do gry, w której – jak mawiał śp. Kazimierz Górski – piłka jest jedna, a bramki dwie. Talent Holebasa rozwijał się harmonijnie aż do 16. roku życia, kiedy postanowił rzucić granie w piłkę, aby pomóc rodzinie w zarabianiu pieniędzy na utrzymanie, i podejmował się różnych prac, byleby poprawić finanse rodziny. Ale, jak można się domyślić, długo tak nie wytrzymał. Po roku postanowił wrócić do futbolu, wznawiając treningi, a później dołączając do młodzieżowej sekcji monachijskiego TSV. Tam trafił na Ewalda Lienen, dość ekscentrycznego trenera, który będąc zawodnikiem, wielokrotnie w ramach protestów zakładał t-shirty z hasłami pokoju czy przeciwko elektrowniom atomowym, jasno manifestując tym samym swoje poglądy polityczne.
Ale to właśnie Lienen rekomendował Holebasowi, aby nie zmieniał swojej pozycji na boisku na lewoskrzydłowego czy defensywnego pomocnika, co po niektórzy mu proponowali, aby pozostał w swojej roli lewego bocznego obrońcy, by móc ją rozwijać do jak najlepszego poziomu. Trener TSV po pewnym czasie dostał ofertę pracy w Olympiakosie Pireus i od razu ściągnął od utytułowanego klubu z Grecji swojego pupilka z TSV. Holebas szybko zaaklimatyzował się w nowym środowisku i mimo że Lienen wkrótce potem został zwolniony z posady trenera, to Holebas pozostał w pierwszym składzie ówczesnego mistrza Grecji. Jego nieprzeciętne występy po pewnym czasie dostrzegł również selekcjoner Greków Fernando Santos i wpłynął na przyspieszenie procesu przyznania Holebasowi greckiego paszportu, który umożliwio mu grę dla reprezentacji tego kraju.
W Rzymie lewy defensor Hellady ma nie lada wyzwanie, a w zasadzie konkurenta. Jest nim wielokrotny reprezentant Anglii, człowiek z występami w Premier League idącymi w setki i niegdyś najlepszy lewy defensor globu, Ashley Cole. I o dziwo Grek z Anglikiem wygrywa. Na razie jedyne, czym Cole „zasłynął” w Wiecznym Mieście, to występ przeciwko Bayernowi Monachium na Stadio Olimpico (0:7), kiedy był miotany przez Arjena Robbena na wszystkie możliwe strony. Holebas po tamtym spotkaniu na stałe wskoczył do wyjściowego garnituru drużyny prowadzonej przez Garcię. A na dobre zasłynął golem zdobytym w starciu z mediolańskim Interem.











