Thomas Tuchel i Juergen Klopp, Andre Schuerrle, Lewis Holtby, Eric Maxim Choupo-Moting, Johannes Geis. Co łączy te wszystkie nazwiska? Pokazali się oni futbolowemu światu w Mainz. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie zaufanie dwóch osób, które są już uważane za ikony klubu – dyrektora sportowego Christiana Heidela i prezydenta Haralda Strutza. W ciągu kilkunastu lat zbudowali oni zespół, z którym dziś musi liczyć się każdy.
Obaj znają klub jak własną kieszeń. Strutz pracuje w nim od 1988 roku, a Heidel od 1992 roku. Kiedy obecny prezydent „Die Nullfuenfer” przychodził niemal 30 lat temu, zastał Mainz z problemami finansowymi i niewielkimi perspektywami na skuteczną walkę o elitę. Od razu zaczął budować podwaliny pod nowy projekt, po dwóch latach „Czerwono-biali” odzyskali status klubu profesjonalnego, a po czterech postanowił zaprosić do współpracy Heidela. – To była najważniejsza decyzja w trakcie mojej pracy na tym stanowisku – powiedział po latach w wywiadzie zasłużony działacz.
Moguncka ekipa rosła z roku na roku. W 2001 roku włodarze pokazali, że nie boją się ryzyka, wybierając trenera, bez pracy którego chyba nie pisalibyśmy tego tekstu. O kim mowa? O Juergenie Kloppie, który był świeżo po skończeniu kariery piłkarskiej. Obecny trener Liverpoolu wprowadził drużynę do Bundesligi, zagrał z nią w Pucharze UEFA i mimo że spadł z nią w międzyczasie o klasę niżej, w 2008 roku odchodził w chwale wielkiej postaci do dortmundzkiej Borussii. Został również najdłużej pracującym trenerem w historii Mainz.
W 2009 roku swoją wielką przygodę rozpoczął Thomas Tuchel. Wykręcił on historyczne rezultaty, dwukrotnie awansował do Ligi Europy, a zespół pod jego wodzą zachwycał niemieckich obserwatorów efektownym, dynamicznym stylem gry. Włodarze zaczęli zbijać kokosy na transferach. Dzięki występom w Moguncji piłkarska Europa poznała takich zawodników jak Schuerrle, Geis, Choupo-Moting, Okazaki, Szalai, a sam klub zarobił miliony na ich odejściu. Na kartach historii zapisze się również lato 2011 roku. Otwarto wtedy nowy stadion – Coface Arenę, który służy moguncjanom po dziś dzień.

Gdzie tkwi sukces, który sprawia, że „Die Nullfuenfer” wyglądają jak dobrze prosperujące przedsiębiorstwo? Prócz tytanicznej pracy wykonanej przez duet Heidel–Strutz, w perfekcyjnie zorganizowanym skautingu. Kandydat do gry w zespole jest oglądany kilkukrotnie i dopiero po dokładnej analizie jego występów podejmowana jest decyzja odnośnie do transferu. Przykładem może być zachwycający w tym sezonie formą Yoshinori Muto. – Spędziliśmy dużo czasu, oglądając Muto, ponieważ musieliśmy mieć pewność, że będzie on pasował do naszej koncepcji – powiedział Martin Schmidt, trener ekipy z Moguncji. Dzięki tej metodzie działacze umieją zastępować niedawno sprzedane gwiazdy, a niewypały transferowe zdarzają się nader rzadko.
Bild: Mainz odrzuciło ofertę Manchesteru United za Muto. Anglicy proponowali 15 milionów euro. Japończyk zostaje do końca sezonu.
— Maciek Zaremba (@ZarembaMac) January 26, 2016
https://www.youtube.com/watch?v=cS6h0ddgEso
Szeroka sieć skautingu obowiązuje nie tylko przy wyborze zawodników do pierwszej drużyny, ale też do akademii Mainz. Moguncjanie posiadają kilkunastu skautów, którzy wyszukują najzdolniejszych graczy z okolicy, następnie proponują im przejście właśnie na Coface Arena. Zespół z miasta, w którym siedzibę ma ZDF, posiada bardzo mocne juniorskie drużyny, które wielokrotnie wygrywały rozgrywki w różnych kategoriach. Dodatkowo akademia, prócz rozwoju piłkarskiego, stawia na kooperację ze szkołami. Zostało to nagrodzone przez niemiecką federację, która przyznała jej tytuł „Elitarne szkoły sportu”. Czy są jednak rzeczy, do których w tej wspaniałej układance można się przyczepić? Tak. Stosunkowo mało piłkarzy przebija się z młodzieżowych drużyn do pierwszej, a najsłynniejszym, i w zasadzie jedynym, wychowankiem, który zrobił dużą karierę, jest Andre Schuerrle, dziś piłkarz Wolfsburga.

Wróćmy do Christiana Heidela. Uważany w Niemczech za doskonałego stratega, ilekroć był pytany o dalsze plany rozwoju, tylekroć powtarzał skromnie: Nie chcemy ścigać się z gigantami, a po prostu robić swoje. 52-latek od czasu do czasu wypowiada się też o rywalach i nie zawsze są to wypowiedzi pozytywne. Potrafił m.in. skrytykować Bayern za sposób, w jaki został sprowadzony Jan Kirchhoff (– Bayern zachował się fatalnie, w trakcie finalizowania transakcji dowiedzieliśmy się, że jest on już po badaniach medycznych) czy też Red Bull Lipsk (– Czy chcemy, aby tylko pieniądze zaważyły na tym, kto osiągnie sukces? Nie idźmy tą drogą, budujmy klub powoli, krok po kroku).
Wszystko wskazuje na to, że latem niezapomniana, prawie 24-letnia przygoda z klubem dobiegnie końca. Heidel ma podjąć wyzwanie w Gelsenkirchen, gdzie będzie starał się odbudować utraconą potęgę Schalke. Jesienią przekonamy się prawdopodobnie, czy koniec rządów syna byłego burmistrza Moguncji będzie równoznaczny z końcem tłustych lat „Die Nullfuenfer”.