Osiem kolejek, prawie 1/4 sezonu za nami. Hannover 96, typowany na jednego z najpoważniejszych kandydatów do spadku, zajmuje miejsce w środku tabeli. Miejsce przyjmowane przez sympatyków „Roten” z niedowierzaniem, ale i lekkim niedosytem, jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało. Podopieczni trenera Breitenreitera wrócili do ligi w wielkim stylu, nie siedząc cichutko, jak na beniaminka bez potężnego kapitału (Hoffenheim czy Leipzig) przystało, tylko rozpychając się łokciami. Metamorfoza Hannoveru zaczęła się już w drugiej lidze, ale dopiero teraz zespół naprawdę pokazuje, na co go stać. I choć w dalszym ciągu celem nadrzędnym jest tylko utrzymanie, to uważam, że miejsce poniżej dziesiątego będzie porażką.
Żeby się podnieść, należy najpierw upaść
Trudno uwierzyć, że jeszcze półtora roku temu miasto, klub i kibice byli w minorowych nastrojach, niepewni przyszłości. Na spadek z Bundesligi zanosiło się długo, już od późnych czasów Slomki. Posadę na pięć kolejek przed końcem sezonu 14/15 przejął od Korkuta Frontzeck i choć zespół utrzymał się w dramatycznych okolicznościach w ostatnim meczu o być albo nie być z Freiburgiem, to więcej w tym było szczęścia niż rozumu. Nie dziwiło specjalnie, że po rundzie jesiennej Frontzeck musiał odejść. Choć strata do bezpiecznego miejsca wynosiła tylko punkt, to perspektyw nie było żadnych, nie przy nim. Eksperci zgodnie przyznawali, że pomimo utrzymania był to stracony czas, zwykła gra na przeczekanie, byle jeszcze jeden dzień w BL, byle następny.
O okresie Schaafa należy zapomnieć, trzy punkty w 11 meczach i to przeciwko innemu spadkowiczowi – VfB. Po klęsce 0:3 w derbach z Hamburgiem kierownictwo klubu nareszcie zaczęło myśleć długofalowo i postawiło na młodego Stendela, dla którego miał to być debiut w roli pierwszego trenera w seniorskiej piłce. Nie był to jednak człowiek anonimowy, od dawna jest związany z Hannoverem. Najpierw asystent w rezerwach, potem opiekun zespołów U-17 i U-19. Godnie dokończył sezon i zaczęła się drugoligowa przebudowa. Celem był awans już po roku, klubu nie było stać na generowanie strat przez dłuższą stagnację. Ewentualna błyskawiczna kampania zakończona sukcesem w dłuższej perspektywie mogła z kolei okazać się zbawienna, o czym później.
Druga liga
Po raz pierwszy od bardzo dawna można było być zadowolonym z okienka transferowego, choć dopiero po przyjściu Heldta, o którym również później, będzie można mówić, że nastała nowa jakość. Odeszli m.in. Zieler, Kiyotake, ale sprowadzenie Harnika za darmo, Bakalorza za darmo, Hübnera za zaledwie 0,5 mln euro czy Füllkruga to majstersztyk. Hannover miał wziąć ligę w cuglach, atmosfera po dwóch kolejkach była świetna, ale od meczu z Bochum coś zaczęło szwankować. Na koniec rundy jesiennej drugie miejsce. Wynik lepszy niż gra, defensywa nie była monolitem, coraz częściej popełniała podobne błędy co w niedawnej bundesligowej kampanii.
Cały czas Stendelowi sprzyjało jednak szczęście, podobne jak Frontzeckowi. Właściciel klubu Martin Kind był cierpliwy, ale doskonale widział, co się dzieje, i że ta drużyna nie przetrwa wyścigu z VfB, Eintrachtem i naciskającym Unionem z tyłu. Kluczem do zmiany, prawdopodobnie najważniejszej w ostatnich latach w Hannoverze, była klęska 0:2 w Karlsruhe i remis 0:0 z St. Pauli. Nie można już było ignorować ostrzeżeń, tylko reagować. Mimo iż pojawiało się wiele, nawet w polskich mediach, krytycznych opinii o stylu zwolnienia Stendela, to jednak czas pokazał, że była to najlepsza decyzja, jaką mógł w tamtym czasie podjąć Kind.










