5. kolejka Serie A zostanie zapamiętana jako koncert dwóch piłkarzy z Bałkanów. W sobotę Mirko Vucnić golem w 90. minucie dał Romie bezcenne zwycięstwo nad Interem. Z kolei Milos Krasić udowodnił, iż jego porównania do Pavla Nedveda nie są na wyrost.
W sobotę rozegrały się dwa hitowe spotkania 5. kolejki Serie A. O 18:00 na San Siro zawitała Genoa, aby zmierzyć się z Milanem. Sam mecz nieco rozczarował. „Gryfy” to wielkie rozczarowania początku sezonu. Pomimo poczynionych wzmocnień podopieczni Gian Piero Gasperiniego prezentują się fatalnie. Zespół szuka swojego stylu gry i po 5. kolejkach nie może czuć się szczęśliwym znalazcą. Milan również nie zachwyca, ale ma w swoich szeregach piłkarza, który robi różnicę. To Zlatan Ibrahimović. Szwed był motorem napędowym większości akcji „Rossoneri”. On też zdobył gola na wagę trzech punktów. Aż trudno sobie wyobrazić, na którym miejscu byłby teraz Milan, gdyby nie świetna postawa Zlatana Ibrahimovicia. Mniej powodów do radości miał drugi mediolański klub. Inter walczył o zwycięstwo z Romą. „Giallorossi” rozczarowywali od 1. kolejki. Zaczęło się nawet mówić o tym, że stołek Ranieriego jest coraz bardziej niestabilny. Włoski trener wytrzymał presję i ustawił zespół w taki sposób, że Inter mu nie sprostał. Szczerze należy przyznać, iż to mediolańczycy stworzyli więcej okazji do strzelenia gola. Na ich drodze stawał świetnie dysponowany Bogdan Lobont lub ofiarne interwencje obrony. Opatrzność w sobotę czuwała nad Romą. W 90. minucie bierną postawę defensywy Interu wykorzystał Mirko Vucinić, który strzałem „szczupakiem” dał swojej drużynie pierwsze w tym sezonie zwycięstwo.
Wczesnym popołudniem na stadionie w Cesenie doszło do konfrontacji miejscowej drużyny z Napoli. „Koniki Morskie” postawiły neapolitańczykom twarde warunki. Podopieczni Waltera Mazzarriego tylko czekali, aż Cesena straci siły i wtedy rozpoczęli ofensywę. Rozpoczął ją w 72. minucie Lavezzi. Egzekucję zakończył Edinson Cavani. Ostatecznie Napoli wygrało 4:1. „Koniki Morskie” zanotowały bardzo słaby tydzień, w którym ponieśli dwie pierwsze porażki w tym sezonie. O 15:00 odbyło się sześć spotkań, podczas których można było odnieść wrażenie, że toczą się pod hasłem: „nam strzelać nie kazano”. Najwięcej bramek i emocjo było w Palermo, gdzie miejscowi rzutem na taśmę zdołali wywalczyć remis z Lecce. Szczęśliwi są kibice we Florencji. Fiorentina nie miała problemów z Parmą i pewnie wygrała 2:0. Mniejsze powody do radości mieli natomiast Polacy. Kamil Glik (Palermo) oraz Artur Boruc (Fiorentina) całe swoje mecze przesiedzieli na ławce. Obaj piłkarze nie mogą się doczekać na swój debiut w Serie A. Swoje pierwsze punkty zdobyło Udinese. Podopieczni Francesco Guidolina nie dali się pokonać Sampdorii. Samo spotkanie było nudnym widowiskiem, a okazji podbramkowych brakowało tak bardzo jak tlenu tonącemu płetwonurkowi. I w takiej sytuacji jest Udinese, które, pomimo zdobytego punktu, nadal tonie. W Weronie walczono o drugą pozycję w tabeli. Lepsze od Chievo okazało się Lazio i to piłkarze Edouardo Rei awansowali na pozycję wicelidera. Swojego pierwszego gola w tym sezonie zdobył Mauro Zarate.










