Obyło się bez niespodzianek w spotkaniach z udziałem Słowacji i Anglii. Piłkarze obu zespołów już przed meczem mogli sobie dopisać komplet punktów, a w czasie spotkania licytować się, kto strzeli więcej bramek. W ilości goli w sobotnich meczach równych nie miała sobie ekipa Vladimira Weissa, która pokonała San Marino 7:0 i została liderem „polskiej grupy”.
Sobotnie spotkanie miało być przypieczętowaniem świetnej dyspozycji Anglików w el. MŚ 2010. Przewidywany scenariusz spełnił się w stu procentach. Choć Kazachowie postawili trudne warunki w defensywie, kilkakrotnie szukając szczęścia w akcjach ofensywnych, to sił na murowanie bramki starczyło im jedynie do 40. minuty. Wtedy to wynik otworzył Gareth Barry. Jeszcze przed przerwą gola dorzucił Emile Heskey. W drugiej połowie swoją szóstą bramkę w tych eliminacjach zdobył Wayne Rooney, a gospodarzy dobił ostatecznie Frank Lampard, wykorzystując rzut karny. „Duma Albionu” w eliminacjach do afrykańskiego mundialu spisuje się bez zarzutu i ma spore szanse, jako jedna z pierwszych drużyn europejskich, świętować awans do przyszłorocznych MŚ. Anglicy wygrali szósty raz z rzędu, a w ich dorobku próżno szukać porażek.
Nas Polaków najbardziej interesował mecz grupy trzeciej, w którym Słowacja podejmowała San Marino. Podopieczni Vladimira Weissa wypunktowali zespół z maleńkiego kraju, wygrywając aż 7:0. Udział w zwycięstwie Słowaków miał bramkarz Legii, Jan Mucha. Dużo większą przyjemność z tego spotkania czerpali gracze z pola, bo aż szczęściu z nich wpisało się na listę strzelców. Dwukrotnie zrobił to Marek Cech.
Mimo iż do sobotniego spotkania nasi południowi sąsiedzi zajmowali drugie miejsce w grupie, to w świadomości kibiców funkcjonowali jako lider. Po ich pewnej wygranej nad outsiderem, śmiało można ich ochrzcić przodownikami „polskiej grupy”. My, Polacy, możemy mieć wątpliwą satysfakcję z rozmiarów zwycięstwa nad San Marino – nam udało się pokonać ich różnicą dziesięciu bramek.









