Po sobotnich meczach kibice w Rosji mogą czuć się bardzo usatysfakcjonowani. Było wszystko, czego prawdziwi fani futbolu oczekują najbardziej, czyli emocje i gole. Najmniej zadowoleni z dzisiejszych wyników są sympatycy CSKA i Dynama. Ich szanse na tytuł mistrzowski uległy znacznemu zmniejszeniu.
Żeby oba moskiewskie kluby nadal liczyły się w walce o najwyższe ligowe trofeum, Krylja Sowietow musiałaby dziś pokonać Rubin. Piłkarze ze stolicy największego kraju świata liczyli, że remis z FK był tylko wypadkiem przy pracy i w konfrontacji z liderem Premier Ligi pokażą się z o wiele lepszej strony. Jednak podopieczni Leonida Słuckiego zadanie mieli naprawdę trudne. Kazańczycy, poza wpadką z „Obywatelami”, kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa i nic zapowiadało ich porażki z przybyszami z Uralu. Od samego początku przewaga zawodników Kurbana Bierdyjewa była bardzo widoczna. To gospodarze odważniej atakowali i częściej bywali pod bramką Edurado Lobosa. Chilijczyk wychodził jednak z opresji obronną ręką. Dobrze prezentował się także ich blok obronny. Sami ograniczali się do kontr. Te jednak szybko neutralizowała najlepsza defensywa w tym sezonie (Rubin stracił łącznie 16 goli). Zespół stolicy Tatarstanu sprawiał o wiele lepsze wrażenie i to, kiedy pokonają Lobosa, okazało się tylko kwestią czasu. Na nieco ponad 10 minut przed końcem pierwszej części spotkania golkiper przyjezdnych musiał sięgnąć po piłkę do siatki, a prowadzenie dla zajmujących pierwsze miejsce w tabeli zdobył Christian Ansaldi. Krylja próbowała odpowiedzieć, ale przed przerwą się jej to nie udało.
Drugą połowę samarczycy zaczęli fatalnie. Po zaledwie 120 sekundach od wznowienia gry przegrywali już 0:2; swojego piątego gola w obecnych rozgrywkach zdobył Aleksandr Bucharow. Goście oddali całą inicjatywę miejscowym, którzy coraz częściej zaczęli bywać w „szesnastce” Lobosa, dając mu okazję do wykazania się kunsztem. Chilijczyk robił, co mógł, ale nawet on w 66. minucie nie był w stanie zablokować strzału Christiana Noboy, który pokonał golkipera rywali po raz szósty w tym sezonie. Rozbita Krylja próbowała nawiązać walkę z rozpędzonymi gospodarzami, ale nic jej dzisiaj nie wychodziło. Obrona Rubinu spisywała się bardzo dobrze, nie dopuszczając do spięć pod bramką Siergieja Ryżikowa. Kazańczycy wygrali z podopiecznymi Leonida Słuckiego 3:0 i niemal na 100% można ich nazwać mistrzami Rosji. Jeżeli wszystko pójdzie po ich myśli, za dwa tygodnie będą świętować zdobycie tytułu.
W cieniu tego starcia toczyła się konfrontacja o być albo nie być w Premier Lidze, w której zmierzyli się zawodnicy Chimek i Łucz-Energiji Władywostok. Wskazanie faworyta tego meczu sprawiało wiele trudności. Teoretycznie więcej szans dawano piłkarzom spod Moskwy, którzy w poprzedniej kolejce sprawili sporą niespodziankę i pokonali wielki Lokomotiw. W pierwszej połowie kibice zgromadzeni na stadionie Rodina w Chimkach obserwowali kiepskie widowisko. Więcej do powiedzenia mieli gospodarze, ale nie ich ataki okazywały się nieskuteczne i nie sprawiały zagrożenia pod bramką Aleksieja Poljakowa. Przyjezdni ograniczali się do kontr. Ta z 30. minuty przyniosła im upragnionego gola, którego strzelcem okazał się Leandro. Władywostoczanom udało się dowieść przewagę do końca pierwszej połowy.










