Inter w ostatnich meczach przyzwyczaił swoich kibiców do skromnych zwycięstw. Powoli zaczęto wypominać podopiecznym Mourinho zbyt duże wyrachowanie. Najwyraźniej piłkarze wzięli sobie do serca uwagi mediów i fanów, bo dziś stworzyli prawdziwe piłkarskie widowisko. Losy rywalizacji Interu z Sieną ważyły się do końca, padło mnóstwo bramek, a na trybunach nastroje zmieniały się z minuty na minutę. W efekcie dostaliśmy świetny mecz, w którym lider Serie A pokonał 4:3 ostatnią drużynę w tabeli.
Wydawać by się mogło, że prawdziwe emocje w Serie A nastąpią dopiero jutro – przy okazji hitowego meczu Juventus-Milan. Spodziewano się, że Inter bez problemów rozprawi się ze Sieną, która nie wygrała ostatnich siedmiu ligowych meczów i jest na najlepszej drodze do spadku z ligi. Jednak ku zaskoczeniu kibiców, zgromadzonych na San Siro, podopieczni Alberto Malesianiego utarli nosa liderowi i zmusili go do aktywnej walki o wynik.
O tym, że mecz wcale nie musi okazać się nudnym i mdłym widowiskiem, przekonał już w 17. minucie Massimo Maccarone, który kompletnie niepilnowany przez obrońców Interu pozwolił sobie na precyzyjny strzał z około 20 metrów. Ta bramka obudziła gospodarzy, którzy siedem minut później wyrównali stan gry. Jedenastą bramkę w sezonie zdobył Diego Milito. Piłkarze Mourinho dążyli do osiągnięcia prowadzenia i nie musieli długo czekać na to, aż ich ambicje znajdą swoje odzwierciedlenie w wyniku. Wesley Sneijder potwierdził po raz kolejny, że rzuty wolne to element gry, który wychodzi mu perfekcyjnie. W tym momencie wszyscy kibice na San Siro przewidywali dwa sposoby na rozstrzygnięcie tego spotkania: aplikowanie kolejnych bramek Sienie przy jej biernej postawie, albo dowiezienie jednobramkowego prowadzenia do końca. Nikt nie zakładał, że goście odpowiedzą minutę po objęciu przez Inter prowadzenia. Nieoczekiwanie mecz zaczął się od nowa po trafieniu Ekdala.
W drugiej połowie zawodnicy Sieny dostrzegli swoją szansę na zwycięstwo. Kolejny raz Julio Cesara pokonał Maccarone i ponownie Inter musiał gonić wynik. Swoistego deja vu doświadczył Wesley Sneijder, który raz jeszcze skutecznie egzekwował rzut wolny. Tym razem piłka odbiła się od słupka, ale również znalazła drogę do bramki. To była końcówka meczu, którego rezultat był już sensacją. Jednak w 90. minucie Walter Samuel sprawił, że w poniedziałek na okładkach włoskich gazet sportowych nie znajdziemy zdjęcia z piłkarzami Interu, schodzącymi ze spuszczonymi głowami z boiska. Znów lider nie zawiódł i potwierdził tezę, że potrafi – choć czasami nie bez problemów – zabierać punkty gorszym od siebie, co w przypadku innych drużyn nie jest zawsze prawdą.










